Zakazywanie mocą prawa pozytywnego tego, co odrzuca religijna moralność – to jedna z największych zagadek religijności. Prawdziwa tajemnica wiary. Nie sposób jednak nie zadać sobie pytania - czy wierni nie byliby bardziej wierni, gdyby mieli okazję przejść przez ciemną dolinę piwa, marihuany, seksu przedmałżeńskiego, aborcji i in vitro o własnych siłach.

REKLAMA

Rozmyślałem nad tym problemem po tym jak na stacji benzynowej w jednej z gmin, przez które przejeżdżam codziennie do pracy, lojalnie poinformowano mnie, że w dniach 6-8 sierpnia, alkoholu na stacji nie zakupię, gdyż zarządzeniem władz gminy na czas przemarszu przez jej tereny jasnogórskiej pielgrzymki, sprzedaż napojów wyskokowych została zakazana.

Przez chwilę zastanowiłem się, dlaczego przekazano mi tę informację. Czy to wyraz twarzy zdradzał chęć napicia się zimnego piwa, czy też zadziałał wyrzut sumienia pracowników wstydzących się regałów z alkoholem przesłoniętych sporządzoną ad hoc kurtyną (oczy również nie mogą zetknąć się z pokusą). Wstydzić się mogli (jak się domyślam) w imieniu władz danej gminy, które owo zarządzenie wydały i którego się zapewne nie wstydziły, nie wstydzą i wstydzić nie będą. Dodam jeszcze, że na opisanej stacji alkoholu nigdy nie kupowałem.

Pomyślałem również, czy zakaz ma chronić pielgrzymów przed gorszącym widokiem człowieka pijącego piwo (lub jeszcze straszniejszym widokiem człowieka, który piwo już wypił), czy bardziej nakierowany jest na uwolnienie od pokus samych pielgrzymów. A może chroni interesy zupełnie innych osób fizycznych, prawnych tudzież jednostek organizacyjnych osobowości prawnej nieposiadających. Może chroni nie ludzi samych, a tylko martwe symbole i jeszcze bardziej nudne public relations przywołanych wyżej podmiotów.

A może chroni po prostu nas wszystkich przed nami. Wtedy byłby to zakaz niemalże doskonały i jakże potrzebny. Bóg uczynił nas wszak wolnymi, ale tak to się potoczyło, że zamiast z wolności korzystać dobrze, to ciągle pijemy zimne piwo w czterdziestostopniowym upale niszcząc ciało i duszę.

Ale, jak bez Judasza nie byłoby zmartwychwstania, tak bez butelki zimnego piwa nie byłoby zwycięstwa nad grzechem (nie wiem do końca jakim grzechem, ale jakimś grzechem na pewno). Logika wiary straciłaby swoją logikę. Czy władze gminy nie powinny mieć tych okoliczności na względzie? Czy ktokolwiek z nas Polaków – w 90% katolików – dowiedziałby się o sobie, że jest Polakiem – katolikiem nie przechodząc przez dolinę ciemności? Czy dla pielgrzymów, którzy dawno już odrzucili grzech, wszelkie jego przejawy, ucieleśnienia i manifestacje, zadających sobie tyle trudu samym już tylko pielgrzymowaniem, nie byłoby dodatkową zasługą kolejne nad nim zwycięstwo? Gdyby oczywiście dano im szansę!

Wobec zakazu, nigdy się tego nie dowiemy. I jeśli mam o coś żal do wójta owej gminy, to nie o to przecież, że nie wypiję jednego czy dwóch piw, ale o to, że nie pozwolił mi wziąć się za bary z Grzechem, walka z którym jest moim jako (90% Polaka – katolika) fundamentalnym obowiązkiem.

Nie pytajcie i nie zgadujcie, która to gmina. Zakaz ma charakter pełzający. Dziś jest u mnie, jutro będzie u Was. Jeśli chcecie zmierzyć się z Szatanem – kupicie wcześniej odpowiednią ilość piwa, a żaden wójt, burmistrz czy prezydent już Wam w tej walce nie przeszkodzą.