internet

Cztery dni temu minęła rocznica zrzucenia bomb na Hiroszimę i Nagasaki, co stało się, jak zwykle, dobrą okazją dla niektórych do wyrażenia nienawiści wobec USA. Ta nienawiść jest częścią tożsamości części europejskiej lewicy, podobnie jak miłość do Rosji, nawet tej z Putinem...

REKLAMA

Muszę przyznać, że tego nie rozumiem. Oczywiście, to co się wydarzyło w Japonii było tragedią, ale nie można zapominać o fanatycznym oporze faszystowskiej wtedy Japonii i o milionach ludzi, którzy najpewniej jeszcze by zginęli, gdyby nie okrutny pokaz zupełnie nowej broni.

W trakcie II Wojny Światowej Japończycy dokonywali ludobójstwa w podbitych przez siebie częściach Azji. Tak było w Chinach, tak było w Birmie i w wielu innych miejscach. Jeńców traktowali jeszcze gorzej niż Niemcy. Nie dopuszczali do siebie myśli o przegranej, dlatego pod koniec wojny postawili na samobójcze ataki, czego znakomitym przykładem byli piloci kamikadze, młodzież umieszczona w samolotach, którymi nawet nie można było normalnie wylądować.

Na stronach RacjonalistaTV staramy się zatem pokazywać inne opinie o USA, bo nasze świecko – laickie środowisko zbyt często ulega propagandzie antyamerykańskiej i proputinowskiej. Okazuje się, że Stany Zjednoczone to fascynujący temat, spłycany całkowicie przez narrację „straszliwego imperializmu”. Okazuje się też, że w krytyce USA najlepsi są sami Amerykanie, jednakże krytykują oni rzeczywiste problemy, nie zaś sam fakt istnienia Amerykanów, jak to czyni część lewicy.

Skąd się bierze proputinizm? Są na ten temat różne teorie. Jeśli chodzi o starą lewicę, Marks nie znosił Rosji, mimo to wielu marksistów nie czytało tych fragmentów jego twórczości. Starzy lewicowcy związani onegdaj z PZPR przyjaźń polsko – radziecką mają niejako wpojoną z mlekiem matki, choć nie rozumieją, że „Związek Radziecki” to teoretycznie nie była tylko Rosyjska Republika Rad, ale również (o zgrozo!) Ukraińska Republika Rad. Zatem wciąż żywiony sentyment do ZSRR nie powinien w sumie sprowadzać się tylko do Rosji. Cóż, być może nie stać mnie na dobre zrozumienie tegoż sentymentu...

Lewicowi obrońcy Putina w całej Europie zdają się nie widzieć, że ciężko o mniej lewicowego kacyka niż Putin. Putinowska Rosja to kraj antyfeministyczny, feudalny, sklerykalizowany, homofobiczny i oligarchiczny. Nieliczni oligarchowie owijają sobie wokół palca resztę Rosjan, którzy są całkowicie pozbawieni praw i możliwości, płacąc przy tym za imperialistyczną politykę Putina. W oczach części lewicy słowo „imperializm” zrosło się ze słowem „USA”, tymczasem to właśnie Rosja i Putin uprawiają klasyczną politykę imperialną, za którą płacą całkowicie bezwolni, najubożsi Rosjanie.

Czy zarzut „rusofobii” dotyczący krytyki Rosjan jest zasadny? Jako, że ok. 90% Rosjan popiera zbrodniczą i neofaszystowską politykę Putina, zasługują oni na ostrą krytykę. Ciężko tu mówić o fobii. Oczywiście, w jakimś sensie warto odczuwać współczucie wobec większości biednych Rosjan, gdyż jak za Iwana Groźnego jest to bezwolny, pozbawiony jakiegokolwiek głosu i znaczenia lud, z którym Kreml może zrobić wszystko. No i robi, manipulując dostępem do informacji.

Nie pojmuję, jak ktokolwiek, kto rzeczywiście ceni wartości lewicowe, może odczuwać cień sentymentu do Putinowskiej Rosji? Nie rozumiem też częstej niechęci, lub nawet nienawiści do USA, choć to właśnie ten kraj jest kolebką tzw. nowej lewicy, ale też walki z niewolnictwem, walki o prawa kobiet, walki z kolonializmem i wielu innych działań, które powinny być bliskie lewicy... USA to też kolebka nowego ateizmu (Sam Harris i jego "Koniec wiary") oraz nowoczesnego sceptycyzmu i nagrody Randiego.

Gdyby nie działania USA w trakcie II Wojny Światowej, w całej Europie i Wschodniej Azji dominowałby faszyzm w różnych odmianach, a wiele kultur i narodów, nie będących Niemcami i Japończykami, przestałoby istnieć. Języka, którym napisałem ten artykuł, prawdopodobnie by już nie było, jaki większości jego potencjalnych użytkowników...