W głośnym i szeroko komentowanym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” z lipca tego roku prezes NBP Marek Belka zwrócił uwagę na kwestię, którą uporczywie podnoszę od kilku lat. Otóż podstawowym problemem naszej gospodarki jest to, iż Polska obrała drogę budowania przewag konkurencyjnych w oparciu o niskie koszty pracy, czyli o tzw. tanią siłę roboczą. Oznacza to, iż sami niewiele wytwarzamy, a jesteśmy jedynie montownią dla wielkich zagranicznych koncernów, które – oszczędzając na wynagrodzeniach wypłacanych pracownikom – otwierają tu kolejne „taśmy produkcyjne” i centra usług wspólnych.
Ta skądinąd prawdziwa diagnoza fatalnie świadczy o kondycji polskiej gospodarki. Jednak w ostatnich dniach okazało się, iż mylili się ci wszyscy, którzy twierdzili, iż sięgnęliśmy dna. Wczoraj usłyszeliśmy bowiem donośne „pukanie od dołu”.
Tym „pukaniem” była decyzja koncernu Tata Motors, który wbrew pierwotnym planom nie zdecydował się na otworzenie linii produkcyjnej Jaguara w Polsce. Okazuje się, że coraz częściej przegrywamy rywalizację o lokalizację fabryk zagranicznych koncernów. Nie tylko więc nie powstają w Polsce nowe miejsca pracy w sektorze innowacji i nowoczesnych technologii, ale również w tych sektorach, gdzie decydujące są koszty pracy.
Ministerstwo Gospodarki nie było w stanie przekonać producenta Jaguara do otworzenia w Polsce fabryki produkującej 300 tysięcy samochodów rocznie, a więc do przeprowadzenia inwestycji wartej 7 mld zł i stwarzającej dla Polaków 6 tysięcy nowych miejsc pracy. Na inwestycji tej skorzystają więc tylko Ci Polacy, którzy wyemigrują do Słowacji, gdyż właśnie tam Jaguar otworzy swoją nową fabrykę.
Czym jednak najbardziej powinniśmy się martwić, to nie tym, że Jaguary będą montowane u naszych sąsiadów, ale tym, że sami nie produkujemy samochodów (jak zresztą w ogóle nie wytwarzamy nowych produktów technologicznych), które podbijałyby świat. Niestety z lektury międzynarodowych rankingów konkurencyjności jednoznacznie wynika, iż Polska należy do najmniej innowacyjnych gospodarek regionu. W ostatnim opublikowanym przez Komisję Europejską rankingu European Innovation Scoreboard Polska znalazła się na 5 miejscu od końca. Z kolei z danych opracowanych przez firmę Crido Taxand (publikowanych również na portalu natemat.pl) wynika, iż w Polsce w przeliczeniu na milion mieszkańców przypada jedynie 8 patentów na nowe wynalazki (czyli 81 razy mniej niż w Luksemburgu i 27 razy mniej w Niemczech).
Cała historia inwestycji Jaguara powinna więc skłonić nas do refleksji, iż bardzo nisko postawiliśmy poprzeczkę (tj. staramy się jedynie przyciągać zagranicznych inwestorów, a nie wytwarzać nowoczesne technologie) i nawet jej nie potrafiliśmy przeskoczyć. Czas więc najwyższy, by postawić poprzeczkę wysoko i dokonać prawdziwego skoku technologicznego i cywilizacyjnego.
Pierwszym krokiem do osiągnięcia tego celu byłoby poddanie pod głosowanie w Sejmie sprawozdania Komisji Finansów Publicznych, która zawnioskowała o odrzucenie zgłoszonego przeze mnie projektu ustawy o stworzeniu systemu ulg podatkowych dla przedsiębiorców inwestujących w innowacje. Dziś mamy w Polsce absurdalne prawo podatkowe, które premiuje tych, którzy kupują technologie za granicą, a nie tych, którzy wytwarzają je w kraju. Nic więc dziwnego, że innowacyjność kuleje. Jeśli przyjmiemy zaproponowaną przeze mnie ustawę, to oczywiście nie staniemy się z dnia na dzień najbardziej innowacyjną gospodarką świata, ale przynajmniej wreszcie obierzemy właściwy kierunek rozwoju gospodarczego i zawrócimy z prowadzącej nas ku przepaści drogi konkurowania z innymi państwami niskimi cenami i tanią siłą roboczą.
