Rok 2005, podobnie jak bieżący, też był rokiem podwójnych wyborów, prezydenckich i parlamentarnych. Jedno co łączy na pewno te lata, to lekkomyślne szastanie przez polityków, pieniędzmi publicznymi, czyli pieniędzmi obywateli.

REKLAMA

W 2005 roku ówczesny marszałek Sejmu Włodzimierz Cimoszewicz, przyjął delegację tłumnie protestujących górników przed Sejmem, którzy mu położyli na biurku projekt ustawy o nadzwyczajnych przywilejach emerytalnych dla swojej branży. Cimoszewicz kandydował na prezydenta, więc wykalkulował sobie, że być może dostanie kilka tysięcy głosów górników i ich rodzin w wyborach. Uruchomił więc szybką ścieżkę legislacyjną tej ustawy, wbrew protestom ówczesnego premiera Belki. A że był to rok wyborczy, więc z większością nie było problemy, głosowali wszyscy za, poza klubem parlamentarnym Platformy Obywatelskiej, która od samego początku, również będąc w opozycji, kierowała się odpowiedzialnością za państwo i finanse publiczne. Uchwalona ustawa, do dnia dzisiejszego, spowodowała straty dla budżetu w wysokości około 60 miliardów złotych. Rocznie obywatele, ze swoich podatków dopłacają do tych przywilejów emerytalnych górników 6,5 mld zł. Natomiast Włodzimierz Cimoszewicz do dzisiaj uchodzi za męża stanu i rozdaje przy każdej okazji razy moralne, na lewo i prawo, kreując się na jedynego sprawiedliwego.

Dwa tygodnie temu Sejm dokonał zmian w ustawie, wniesionej przez PO, aby wesprzeć tzw. „frankowiczów”. Ustawa proponowana przez PO, przewidywała możliwość przewalutowania kredytów we frankach, mówiąc najogólniej na dzień zaciągnięcia, a różnicę w jego wycenie po połowie spłacą bank i jego klient. Banki z tego tytułu miały ponieść i tak niebywale wysoki koszt, bo około 9 mld zł. Tymczasem posłowie z SLD i PiS, w amoku zbliżających się wyborów, postanowili hojnie, a raczej nieodpowiedzialnie, zmienić tę ustawę tak, aby kosztami przewalutowania nie dzielić już pół na pół, ale to bank ma wziąć na siebie 90 proc. strat. I w dodatku rozpisać je na 3, a nie 20 lat. Wstępne szacunki mówią o stracie banków powyżej 20 miliardów złotych, co już na pewno jest groźne dla systemu bankowego, czyli dla polskiej gospodarki. Szansą jeszcze jest opamiętanie Senacie i zmiana tej ustawy, za która nie zapłacą banki jako takie, ale w pierwszej kolejności akcjonariusze, w tym m.in. udziałowcy funduszy emerytalnych, drobni ciułacze funduszy inwestycyjnych i inwestorzy. Pierwszą reakcją na tą idiotyczną i nieodpowiedzialną ustawę, był spadek notowań banków na giełdzie do 30%. Dwa banku musiały aż zawiesić notowania, aby się w ten sposób ratować.

Na zakończenie warto podkreślić, że tą wesołą twórczość legislacyjną uprawia egzotyczna koalicja, SLD z PiS. Im przyświeca zasada, :”im gorzej tym lepiej”. Liczą, że dewastacja państwa polskiego w każdej dziedzinie, umożliwi im dojście do władzy. SLD i PiS traktuje banki, w których każdy obywatel ma swoje emerytury, pensje, jako obce wrogie byty. To wszystko nie mieści się w głowie, jak można tak szkodzić obywatelom i własnemu państwu.