
Popularność samochodów zabytkowych rośnie na całym świecie. Handluje się nimi, restauruje, startuje w zawodach sportowych, kolekcjonuje, lokuje w nich coraz większe sumy pieniędzy. To bezpieczniejsza inwestycja od papierów wartościowych. Częścią tego kolorowego świata są konkursy elegancji, gdzie ocenie poddaje się najciekawsze i najlepiej zachowane automobile.
Termin "concours d'elegance" swoją genezą sięga siedemnastego wieku, gdy próżni francuscy arystokraci spotykali się w parkach Paryża, by móc popisać się przepychem swoich nowych powozów i karet. Z czasem powozy zastąpiono wozami bez koni, i w złotym wieku samochodu, szczególnie w okresie międzywojennym, konkursy elegancji stały się istotnym elementem automobilowej kultury. Także i dziś, gdy świat samochodów zabytkowych to wielomiliardowy biznes, konkursy elegancji zostały wyznacznikami historycznej i finansowej wartości najrzadszych samochodów. Zazwyczaj towarzyszą im liczne wydarzenia dodatkowe, w tym aukcje, przeprowadzane przez utytułowane domu aukcyjne. Ceny transakcyjne na nich uzyskiwane są układem odniesienia, podług którego ustalają się trendy rynkowe w kolejnych miesiącach.
Najważniejszym europejskim konkursem jest reaktywowany przez Grupę BMW Concorso d'Eleganza Villa d'Este, organizowany w maju nad jeziorem Como, podobną lub wyższą rangę mają dwa konkursy w Stanach Zjednoczonych, Amelia Island oraz Pebble Beach. Do niedawna było tak, że w USA wygrywały w konkursie samochody odrestaurowane z przesadnym pietyzmem i dokładnością, gigantycznie lepiej wykończone i polakierowane niż wtedy, gdy je oryginalnie wyprodukowano. W ostatnich latach zyskuje na popularności tak zwana "preservation class", czyli klasa aut, które są znakomicie zachowane, ale widać na nich ząb czasu i autentyczną patynę.
Nie jest tak, że wystarczy być nowobogackim i kupić sobie na aukcji ciekawe auto, najlepiej "modne" w ostatnich latach wśród konkursowych sędziów (jak choćby rzadkie hiszpańskie Pegaso), by móc wystawić je na liczącym się concours d'elegance. W ten sposób zwiększa się tylko swoje szanse na bycie zaproszonym do udziału w danym konkursie, jeśli samochód pasuje do jego tematów przewodnich. Potrzebna jest hiperszczegółowa dokumentacja auta, obejmująca nie tylko proces restauracji, ale także poprzednich właścicieli, osobę projektanta nadwozia, pierwszego właściciela, im więcej wiedzy, tym lepiej. Trzeba popisać się kompetencją przed jury, zazwyczaj złożonym z prawdziwych tuzów świata zabytkowych samochodów, designerów, historyków, dziennikarzy i organizatorów innych konkursów. Trzeba zyskać szacunek znawców tematu.
Konkurs w Villa d'Este, kontynuujący tradycje imprezy organizowanej w tym samym hotelu na brzegu jeziora Como od 1929 roku, został reaktywowany przez Grupę BMW, trzeba jednak przyznać, że nigdy nie przekształcono go w prymitywne narzędzie marketingowe marek niemieckiego koncernu, lecz przeciwnie, z wielkim taktem i umiarem ułożono tak, że nawet konkurenci mogą w klasie prototypów pokazać swoje dokonania, a w klasach historycznych nie ma nacisku na pojazdy marek, które nie stanowiły konkurencji dla BMW czy Rolls-Royce'a. Oczywiście, mają tam miejsce premiery prototypów studialnych, przygotowywanych specjalnie, ale to chyba jedyna taka impreza, wspierana finansowo i organizowana przez jedną firmę samochodową, która nie straciła swojej podstawowej niezależności.
Concorso w maju 2015 był dla mnie szczególnie ważny, gdyż po raz pierwszy mogłem tam obejrzeć z bliska samochód Rolls-Royce Phantom III z nadwoziem firmy karoseryjnej Vanvooren, który należał do generała Władysława Sikorskiego. Jego obecny właściciel, Sir Anthony Bamford, kazał odrestaurować auto bardzo starannie do stanu, w jakim było podczas użytkowania go przez Naczelnego Wodza w Szkocji, z polskimi flagami i tablicą generalską na zderzaku. Wzruszająca chwila, gdy białe orły na amarantowym tle pojawiły się w towarzystwie najpiękniejszych samochodów zabytkowych Europy.
Konkursów elegancji przybywa, albowiem przybywa kolekcjonerów, którzy nawet posiadając bardzo wartościowe pod względem historycznym auta, nie mają szans pokazać się na tych głównych - zwyczajnie brakuje miejsca. Niestety, Polska jak dotąd własnym wysokich lotów konkursem elegancji poszczycić się nie może…
