
Valerjan Romanowski to osoba wyjątkowa - dwukrotny rekordzista Guinnessa w jeździe non stop (48h i 12h) na rowerze MTB po trasie typu off-road, w temperaturze ponad 30 stopni Celsjusza. Jako potencjalny Dawca szpiku, zarejestrowany w bazie DKMS Polska, swoje sukcesy dedykuje osobom chorym na raka krwi i apeluje do swoich fanów, aby również rejestrowali się i tym samym przyłączyli do pomocy w walce z tą ciężką chorobą.
Swój pierwszy większy sukces w sporcie kolarskim odniósł, gdy skończył 25 lat, zdobywając pierwszy medal na Mistrzostwach Polski w jeździe na czas w kategorii Masters. To właśnie wtedy uświadomiono mu, że jest już ,,za stary” na sport wyczynowy. Postanowił, więc znaleźć taki sport, gdzie wiek i doświadczenie zawodnika będą zaletą, a nie przeszkodą. Przez kilka lat startował w zawodach 24 godzinnych organizowanych przez Cezarego Zamanę. Uczył się jak zrozumieć siebie i swój organizm, ponieważ zawsze był chłonny wiedzy, a Zamana był doświadczonym nauczycielem, efektem tej współpracy była wygrana zawodów Mazovia 24 H w 2013 roku. Wygrał w swojej kategorii i w kategorii open. Satysfakcja nie trwała jednak długo, bo wkrótce uświadomił sobie, że osiągnąwszy cel, do którego dążył przez kilka lat powstała pustka. Musiał szukać nowego wyzwania i wpadł na pomysł pobicia rekordu Guinnessa w jeździe non stop przez 48 godzin rowerem górskim w terenie. Dotychczasowy rekord należał do Walijczyka i stanowił 578 km. Wtedy też pomyślał, że jeśli uda mu się go pobić, zadedykuje ten wyczyn Fundacji DKMS Polska i wszystkim osobom zaangażowanym w walkę z rakiem krwi, tj. pacjentom, ich rodzinom, lekarzom i dawcom. Z fundacją DKMS Valerjan jest związany od kilku lat. Dokładnie od momentu, gdy w Busku Zdroju była organizowana akcja rejestracji potencjalnych dawców komórek macierzystych, dla jego znajomej. Wtedy też sam się zarejestrował.
Na szczęście jak dotąd jego bliźniak genetyczny jest zdrowy i nie potrzebuje jego pomocy, dlatego Valerjan postanowił nie czekać bezczynnie tylko w inny sposób wspierać ideę dawstwa, choćby propagując ją w środowisku kolarskim. Jak twierdzi Valerjan, sport można porównać do walki osoby chorej na białaczkę z własną chorobą. Taka walka nie jest równa, zwykle na pozór nie do wygrania, ale Valerjan zachęca, by się nie poddawać, aby zawsze walczyć do końca, do wygranej. Ten zdawać by się mogło nadludzki wysiłek, jakim jest jazda na rowerze non stop przez 48, 24, a nawet 12 godzin, często w trudnych warunkach przełajowych i temperaturze powyżej 30 stopni Celsjusza jest wg. Valerjana niczym w porównaniu do wysiłku, jaki chorzy wykonują miesiącami, a czasem latami w szpitalach. W czasie swej jazdy rekordzista wsłuchuje się, co mówi mu jego organizm, analizuje jak się czuje, czy nie jedzie za szybko lub za wolno. Przy poprawnej interpretacji zachowania organizmu, może poprawnie reagować na powstające kryzysy. Analizując styl jazdy w terenie, stara się poprawnie wybierać przełożenia, sprawdza gdzie będzie optymalna jazda na stojąco, a gdzie na siedząco, czy ma włączyć amortyzator, czy jechać na sztywno. Różnorodna jazda pozwala odpoczywać poszczególnym partiom mięśni i oszczędzać cenne sekundy. Taka jazda nie jest nudna, więc porównując ją do walki z chorobą, wydaje się prawdziwą błahostką. Chorzy nie mają możliwości kontroli własnego organizmu, są zdani na jego wytrzymałość i nie mogą sterować ani swoimi siłami, ani procesami wyzdrowienia. Oczywiście tak jak chorzy, tak i Valerjan miewa momenty zwątpienia, wtedy mówi sobie, że sukces w tej wygranej zależy przecież od jego siły psychofizycznej i determinacji oraz wsparcia osób zaangażowanych. Podobnie jest w przypadku osób walczących z rakiem krwi. Siła psychofizyczna, determinacja, wsparcie bliskich powodują, że szanse na wygraną rosną. Kiedy ludzie podziwiają Valerjana i gratulują mu sukcesów, tłumaczy, że ma do pomocy w swoim boksie 10 osób, a po rekordzie może wypocząć, wyspać i dalej się cieszyć życiem. Osoba chora na białaczkę ma trudniejsze wyzwanie przed sobą, musi walczyć z chorobą o wiele dłużej - kilka miesięcy, a nieraz kilka lat. On może w każdej chili się poddać i nie pobić swego wymarzonego rekordu Guinnessa, ale osoba chora nie ma wyboru, jest zmuszona walczyć i musi wygrać. Konsekwencją jego porażki byłby tylko wstyd, a chorego prawdziwy dramat. Dlatego Valerjan przez swoje projekty sportowe chce pokazać, że trzeba walczyć do końca, nie można się poddawać, apeluje też do wszystkich, którzy go oglądają, że dziś jesteśmy zdrowi, więc powinniśmy pomagać osobom chorym, a nie obojętnie patrzeć jak odchodzą, jak przegrywają swoje wyścigi. Przypomina, że często jedyną pomocą dla osób chorych na białaczkę jest przeszczepienie krwiotwórczych komórek macierzystych.
Dokładnie rok temu w wakacje Valerjan pobił ustanowiony, w 2012 roku, przez Anglika Dava Buchenana rekord Guinnessa na poziomie 571 kilometrów, w jeździe ciągłej (48 godzinnej) na drogach przełajowych Walii. Przejeżdżając w tym czasie aż 748 km zdystansował swego poprzednika niebagatelnie. W tym roku 29 lipca Valerjan ustanowił kolejny rekord Guinnessa na rowerze górskim, przejeżdżając w 12 godzin ponad 300 km. Za każdym razem Valerjan zmaga się ze swoim ciałem, ciężkimi warunkami atmosferycznymi i wysiłkiem, jaki towarzyszy nieprzerwanej jeździe. W najbliższą sobotę 29 sierpnia Valerjan spróbuje ustanowić rekord Guinnessa w jeździe rowerem czasowym, przejeżdżając w 24 godziny dystans powyżej 900 km w jeździe na wachlarzu. Do każdego rekordu przygotowywał się przez okres 10 miesięcy, czasem nawet robiąc 48 godzin tygodniowo. Jak twierdzi - Przy długich dystansach najistotniejszym czynnikiem jest umiejętne rozłożenie sił, aby nie zabrakło ich na końcówce. Rekordzista dedykuje wszystkie osiągnięcia każdej osobie, która jest zaangażowana w walkę z rakiem krwi i podkreśla, że - Nieraz walka nie jest równa, na pozór nie do wygrania, ale nie można się poddawać, trzeba zawsze walczyć do końca, do wygranej. W przyszłym roku Valerjan ma w planach nowe rekordy, w których chce pokazać, że jedynym ograniczeniem, aby osiągnąć postawiony sobie cel jesteśmy często my sami. Planuje ustanowić rekord, w ciągłej jeździe na rowerze, przez 48 godzin w warunkach zimowych przy temperaturze -20-30 stopni po zamarzniętym jeziorze. Na miejsce rekordu wybrał Północną Rosję, gdzie zaplanowana pogoda nigdy nie zawodzi. W tak ekstremalnych warunkach Valerjan pokaże, że jego wyścig z czasem jest tym razem najbardziej zbliżony do tego, jaki toczą chorzy na raka krwi. Ty też możeswz pomóc i wesprzeć chorych na nowotwory krwi w ich walce. Zarejestruj się jako potencjalny dawca szpiku i daj szansę na życie www.dkms.pl/zostan-dawca
