
Do dziś jest to najbardziej strzeżona granica na świecie, a oba państwa de facto są nadal w stanie wojny. 38 równoleżnik dzieli jeden naród, lecz dwa diametralnie różniące się między sobą kraje. Ponad 60-letnia dezintegracja Półwyspu Koreańskiego doprowadziła do całkowitej dysproporcji zarówno pod względem gospodarczym, militarnym, jak i mentalnym, a dwa antagonistyczne ustroje polityczne toczą między sobą swoją małą, zimną wojenkę. Należy się zastanowić czy komuś jeszcze zależy na zjednoczeniu Korei?
Patrząc na sytuację geopolityczną, a także ekonomiczną w tej części świata, utrzymanie obecnego status quo jest na rękę największym mocarstwom świata. Również sami Koreańczycy z południa nie kwapią się do bratania z towarzyszami z północnej części kraju.
Półwysep Koreański to skomplikowany system naczyń połączonych. Ścierają się tu interesy Chin, Stanów Zjednoczonych, Japonii oraz Rosji, a więc największych graczy na arenie międzynarodowej.
Amerykanom nie zależy na zjednoczeniu obu koreańskich państw z prostej przyczyny – wycofanie jednostek wojskowych z linii demarkacyjnej doprowadziłoby do drastycznego zmniejszenia ich wpływów politycznych w tym regionie świata. A na to nie mogą sobie pozwolić.
Rosja, podobnie jak Japonia, obawia się zbyt dużego wzrostu konkurencyjności ekonomicznej ze strony zjednoczonej pod jednym sztandarem Korei. Mogłoby to negatywnie wpłynąć na gospodarkę narodową Rosji, która i tak w tym momencie boryka się z niemałymi problemami.
Chiny z kolei obawiają się, że zjednoczona Korea jeszcze bardziej „przylgnie” do Stanów Zjednoczonych, które staną się jej strategicznym sojusznikiem.
Istnieje jeszcze inna bardzo ważna kwestia – społeczna. Prawie połowa obywateli Korei Południowej deklaruje brak chęci integracyjnych z o wiele biedniejszą i zacofaną Północą. Wielu z nich uważa, że większość Koreańczyków z Północy żyje jak za czasów średniowiecza. Zmiana pokoleniowa i coraz większa niechęć do reżimu w Pjongjangu sprawia, że odsetek niechętnych do integracji z Północą wciąż rośnie.
Zjednoczenie obu tak dysproporcjonalnie rozwijających się krajów pociągnęło by za sobą konieczność poniesienia znacznych kosztów finansowych przez Seul. Według szacunków południowokoreańskiej Rady Prezydenckiej taki koszt wyniósłby ok. 2,14 bilionów dolarów do 2040 roku w przypadku nagłego upadku reżimu. Republika Korei obawia się również, że konsekwencją zjednoczenia obu państw będzie ogromny exodus biednej ludności z północy na bogatsze tereny południa.
Oba kraje różni praktycznie wszystko poczynając od ustroju politycznego, mentalności, liczby ludności, języka, stopy życiowej, na zapleczu militarnym czy powierzchni poszczególnych państw kończąc.
Nikomu tak naprawdę nie zależy na połączeniu zwaśnionych krajów w jedną strukturę państwową. Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej (KRLD) również nie śpieszno do rychłego pojednania z Republiką Korei. Reżim komunistyczny w Pjongjangu odizolował się od świata zewnętrznego szczelnym kordonem i prowadzi swoją politykę zastraszania świata arsenałem nuklearnym. Cały szkopuł w tym, że Korea Północna nie odważy się podjąć drastycznych kroków militarnych. Kim Dzong Un doskonale wie, że jego armia oraz arsenał nuklearny jest zbyt mizerny w porównaniu z potencjałem Zachodu, który w razie ataku nuklearnego zetrze Koreę Północną w pył.
Ponad 60-letni podział Półwyspu Koreańskiego zmienił zbyt wiele w narodzie koreańskim, aby mógł one współistnieć jako jeden organizm. Próby pogodzenia obu krajów oraz nawiązania dialogu między nimi prowadzone przez światowe organizacje to jedynie iluzoryczna zasłona mająca uspokoić międzynarodową opinię publiczną.
Źródło:
