Tygodnik „Newsweek” ujawnił bulwersującą opinię publiczną sprawę, kładącą się cieniem na urzędującym prezydencie Andrzeju Dudzie. Chodzi o podróże i noclegi Andrzeja Dudy do Nowego Tomyśla w Wielkopolsce w latach - 2012, 2013 i 2014. Za wszystkie te podróże, 17 lotów na trasie Warszawa – Poznań i 6 noclegów, zapłaciła Kancelaria Sejmu, łącznie 11 tysięcy złotych.

REKLAMA

Andrzej Duda pełniąc w tym czasie funkcję posła na Sejm RP, dorabiał jednocześnie jako wykładowca w Wyższej Szkoły Pedagogiki i Administracji, właśnie w Nowym Tomyślu w Wielkopolsce. Należy podkreślić, że Andrzej Duda, dorabiając sobie, do pensji poselskiej, na prywatnej trzeciorzędnej uczelni, bez jakiegokolwiek związku z wykonywaniem funkcji publicznych, zarobił w tym czasie w WSPiA w Nowym Tomyślu 280 tysięcy złotych.

Po wybuchu gorszącej afery, podróży z rodzinami przez posłów z PiS do Hiszpanii na koszt podatników, Kancelaria Sejmu przeprowadziła solenny audyt. Wśród osób, które nadużywały rozliczania się z tzw. „kilometrówek”, czyli nadmiernego nieudokumentowanego wykorzystywania prywatnego samochodu do celów służbowych, znalazło się kilkunastu posłów ze wszystkich opcji politycznych w Sejmie, w tym również druga osoba w państwie, ówczesny marszałek Sejmu, Radosław Sikorski. Premier Ewa Kopacz, będąca jednocześnie szefową Platformy Obywatelskiej, czyli szefową polityczną Sikorskiego, „nakłoniła” go, aby zrezygnował z funkcji marszałka Sejmu RP. Radosław Sikorski nie znalazł się już na listach wyborczych PO w nadchodzących wyborach parlamentarnych.

Przypominam o tym fakcie, aby dobitnie udowodnić jakie standardy stosują w polityce poszczególne partie. PiS z zasady pozbywa się polityków ze swoich szeregów, którzy sprzeniewierzyli się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Zapytam retorycznie czy Jarosław Kaczyński, ówczesny szef polityczny, obecnego prezydenta Dudy, zabierze chociaż głos w tej bulwersującej sprawie? Osobiście wątpię, ponieważ w PiS obowiązuje zasada, „jak Kali ukraść krowę to dobrze, a jak Kalemu ukraść krowę to źle". Takie to są standardy moralne w wykonaniu partii, która chce "nauczać naród moralności" i prze do władzy na kłamstwie, obłudzie i wyłudzaniu publicznych pieniędzy.

Oczekuję od prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, że albo przeprosi publicznie i zwróci 11 tysięcy złotych do Kancelarii Sejmu, albo zrezygnuje z wykonywanego mandatu głowy państwa. Innej alternatywy nie widzę.