Doroczna konferencja Yalta European Strategy odbyła się po raz dwunasty. Z tego po raz drugi spotkaliśmy się w Kijowie. Chociaż wielu mówców, w tym prezydent Ukrainy Petro Poroszenko, życzyło nam, byśmy wrócili na Krym, nikt nie ma wątpliwości, że szybko to się nie wydarzy.
Aneksja Krymu jest jednym z fundamentów nowej, imperialnej twarzy Rosji i jej prezydenta. Zajęte zbrojnie fragmenty wokół Ługańska i Doniecka sprawiają wrażenie nowego, "zamrożonego", konfliktu. Z tą różnicą, że tutaj Rosja jest fizycznie, a wcześniej, w Naddniestrzu, Górskim Karabachu i wielu innych miejscach, mogła udawać, że nie ma jej żołnierzy. Świat i Ukraina szykują się więc na długotrwałe zaangażowanie w tej sprawie.
Na razie obowiązują porozumienia mińskie. Ukraiński prezydent spotykając się z silnym oporem wewnętrznym przeforsował tzw. decentralizację. To gest wobec zbuntowanych obywateli. Czy go docenią, czy Rosja zgodzi się na funkcjonowanie okupowanych terenów w ramach Ukrainy? Osobiście wątpię, ale niebawem, po wyborach samorządowych, będziemy wiedzieć więcej. Będzie też jasne, czy blok opozycyjny, dawna Partia Regionów, podnosi się z kolan.
Tak więc dzieje się.
Niezależnie jednak od wszystkiego, Jałta 2015 przejdzie do historii dzięki Eltonowi Johnowi, który przyjechał specjalnie na naszą konferencję, aby mocnym głosem zaapelować o prawa mniejszości, rzecz jasna, przede wszystkim seksualnych. Artysta przyjechał do Kijowa ze swoim partnerem, Davidem i opowiedział historię o tym jak on, człowiek uprzywilejowany, dokonywał coming outu.
Nie chcę wieszczyć, ale wydaje mi się, że od jego wizyty Ukraina zacznie się zmieniać w tej dziedzinie: powoli, ale w stronę tolerancji i nieodwracalnie. Gdyby tak się stało, powstanie różnica między zwyczajami i kulturą, jakie panują tu, nad Dnieprem i tam, nad Moskwą.
