Pierwszy romans Mercedesa z przednim napędem skończył się fiaskiem. Produkowany w Hiszpanii dostawczy MB100D był tak zły, tak tragicznie niedopracowany, że starano się go sprzedawać poza terenem Niemiec...

REKLAMA

MB100D był pierwszym przednionapędowym Mercedesem, jakim miałem nieprzyjemność jeździć. Genealogię miał skomplikowaną niczym mieszkaniec jakiegoś pogranicza, zgromadziły się w nim bowiem geny hiszpańskiej IMOSY z dwusuwowym silnikiem DKW, zapomnianej niemieckiej firmy Tempo i tylko nieco lepiej zapamiętanego Hanomaga tudzież Mercedesa 206D, który w rzeczy samej prawdziwym Mercedesem nie był. Wszystkie aspekty konstrukcji irytowały, a rynkowym sukcesem wóz ten również nie mógł się okazać.

W 1997 roku do sprzedaży wprowadzono pierwszą klasę A. Dziecko duetu dyrektorskiego Schrempp-Hubbert, który wymusił na inżynierach kretyńskie kompromisy. Pierwsze wielkoseryjne auto Mercedesa, stworzone przez firmę bez doświadczenia w budowaniu takich wozów, pokazało światu podwozie podczas testu łosia i tak zyskało niesławę. Zasłużoną w dużym stopniu. Samochód był dziwny, naprawdę niedobry, dopiero lifting i wprowadzenie wersji z powiększonym rozstawem osi nieco poprawiło sytuację. Auto konkurowało z samochodami, które były tańsze, prowadziły się lepiej, tylko nie miały gwiazdy Mercedesa z przodu - w związku z tym kupowali A-klasy raczej snobi bez doświadczenia w prowadzeniu przednionapędowych hatchbacków.

Rok 2004 przyniósł kolejną generację A-klasy, nieco lepszą, ale nadal z dwuwarstwową podłogą i zachowaniem na drodze poniżej porównywalnego Forda czy Renault. Dopiero w 2012 wprowadzono model, który mógł zacząć konkurować z innymi autami segmentu nie tylko pod względem wyglądu salonów sprzedaży.

Teraz wchodzi na rynek zmodernizowana klasa A, o której po raz pierwszy mogę szczerze powiedzieć, że to jeden z liderów w tej części samochodowego świata. Subtelna praca zawieszenia, pozbawione anemicznej zadyszki jednostki napędowe, świeży wygląd i najlepiej pracująca manualna skrzynia biegów w całej, ponadstuletniej historii Mercedesa - to atuty nowego modelu. Jedyny problem to niemożliwa już na tym etapie do usunięcia delikatna wibracja na niektórych typach asfaltów.

Wersja A45 AMG ma teraz silnik o mocy 381 KM, dostępną za dopłatą blokadę przedniego mechanizmu różnicowego i rozpędza się od zera do setki w 4,2 sekundy, a na torze, co mogłem sprawdzić na Lausitzringu, jest być może jednym z najbardziej kompetentnych szybkich hatchbacków. Zobaczymy, jak sobie poradzi w opozycji do nadchodzącego Forda Focusa RS. Gdy jednak wersja AMG to przesada, sugeruję model A250 Sport, z motorem o mocy 218 KM, który nie ma żadnej z cech pracy podwozia, które mnie drażnią w Golfie GTI.

Po wielu latach nieudanych prób Mercedes ma wreszcie przednionapędowy samochód, który nie musi udawać produktu premium, jednocześnie będąc czymś nader przeciętnym. O błędach przeszłości oficjalnie można zapomnieć.

logo
Wnętrze wersji A250 Sport PRF
logo
A250 Sport może stanowić rozsądna cenowo alternatywę dla wersji AMG PRF
logo
A45AMG ma teraz silnik o mocy 381 koni i poprawione podwozie PRF
logo
A220 niedaleko pałacu Moritzburg w Saksonii PRF