Zastanawiam się czasami czy po tej lewo-liberalnej stronie, gdzie zarówno lewicowość, jak i wolność to wartości umowne, jest jakaś trzeźwa, jakiś trzeźwy, który mógłby na siebie, na koleżanki i kolegów liberałki i liberałów, lewicowczynie i lewicowców wziąć choćby ułamek winy za to, co się ze świadomością Narodu przez te 25 złotych lat stało. Wiem, że branie winy na siebie to tylko konwencja, ale chciałbym ją zobaczyć, niczym kobietę w zaawansowanej ciąży przepuszczaną w kolejce do kasy.

REKLAMA

Dziś, aby nie zostać zlinczowanym przez te – całkowicie przecież spektakularne – oświecenia i postępy, trzeba na wstępie odczynić pewien rytuał – pomachać trybularzem przez monstrancją poprawności, co zresztą pomaga tyle samo, co umarłemu kadzidło. Wystarczy jeden przecież niepoprawny krok na polu minowym tejże poprawności, aby zostać przez minę tejże poprawności rozerwanym na wieki. Jeśli tylko się z kogo wymknie jakaś resztka biologii, jakiś strach przodków, jakiś podryg rozsądku niezdekonstruowanego.

Takoż i ja przysięgam, że wierzę w Postęp i Wielką Równość Wszystkich i Wszystkiego, wierzę w Telewizje Informacyjne i w to, że Rząd zawsze działa dla mojego dobra, tak samo jak zawsze działa dla dobra mojego Państwa. Wierzę, że akt seksualny może się rozegrać tylko w ramach edukacji i państwowości i że system emerytalny przetrwa tylko dzięki płodzeniu coraz większej liczby coraz mniej potrzebnych ludzi. Wierzę w Gendera, In Vitro, i w to, że „Ida” była wielkim dziełem! Nie wierzę w Naród, Ojczyznę , Wspólnotę. W miejsce Wspólnoty wybieram Stowarzyszenie Wolnych Zarabiaczy i Pożeraczy Ośmiorniczek*. W Polskę wierzę tylko formalnie. Wierzę, że historii w żadnej formie nie należy nikogo uczyć, a humanistykę należy zastąpić umiejętnością pisania CV. Wierzę, że nie warto również nikogo uczyć czytania CV. Wierzę w Sukces, odrzucając konsekwentnie istnienie Ruiny.

Boga nie mogę już nawet założyć. Jeśli jaka transcendencja jeszcze się we mnie kołacze, to są to tylko duchy przodków, kawałki Wielkiego Ducha, złomki słowiańskich bogów, o których ktoś mi życzliwie przypomniał.

Zastrzegając tę wiarę w Dobro i niewiarę w Zło, zwracam się do Was Liberałki i Liberałowie, Lewicowczynie i Lewicowcy, Redaktorki i Redaktorzy, tak płynnie przechodzący od rozmowy o narodowej mentalności do krajania ośmiornicy, abyście otrzeźwieli, a jak otrzeźwiejecie, pomyśleli, jaki jest Wasz wkład w stworzenie narodowo-katolicko-obskurancko-wyklętego Demona. Jakie czary trzeba było odprawić i jakich zaklęć użyć, abyście dziś musieli masom wyłączyć komentarze pod wpisami o imigrantach i tworzyć prawo przeciw „mowie nienawiści”, kiedy tak uparcie twierdziliście, że ta ostatnia nie istnieje, a Człowiek, człowiek jest dobry. Nie z Natury, rzecz oczywista, ale z Kultury, z Kultury już na pewno jest.

Jakim językiem mówiliście z tym umęczonym konsumpcją ludem? Jaką psychoanalizę mu zaserwowaliście, kiedy przychodził do Was łkający i wołał – mimo mieszkania na kredyt i dwóch samochodów w lizingu, mimo gromadki dzieci, mimo lepszych i gorszych form zatrudnienia i dwóch tysięcy kanałów oraz plejstejszyn, cierpię. Co żeście powiedzieli prawdziwym biedakom, którzy tak bardzo chcieli zlizać krople bogactwa spływającego z najlepiej zarabiających, czyli w dużej części z Was, ale które to krople nie chciały się od nich (Was) odkleić? Jaką przewagę wykazaliście w mowie i piśmie nad społeczeństwem?

Pomyślcie, jak globalizacyjną przemianę ubraliście w szaty mitu, jak nieludzko doraźnie mówiliście o problemach, jakim poczuciem winy obarczyliście tych wszystkich, którzy nie chcieli wygłosić wygłoszonego wyżej credo. Zastanówcie się, jakie mechanizmy powołaliście do życia, aby każdy grosz zarobiony przez spracowaną ciżbę wytransferować do rajów podatkowych lub płacić nim za wyborcze obietnice. Jak masakrowaliście w telewizjach śniadaniowych wszystkich, którzy – prawda, że błędnie – a jednak myśleli inaczej. Jaki spokój udawało Wam się zachować, kiedy inni krzyczeli.

Pomyślcie, o tym wszystkim, kiedy dziś domagacie się od mas jednego – bądźcie ludzkie! Bądź miłosierna, ludzka ciżbo wytresowana w konsumpcji. Otwórzcie swoje domy, bezpośredni i pośredni beneficjenci unijnej kasy. Podzielcie się swoim bogactwem! Bądźcie humanistami, którzy potrafią coś więcej od napisania dobrego CV i zjedzenia równie dobrej ośmiorniczki przy przyzwoitym winie ze sklepu znanego sybaryty, którzy wiedzą, że dawny świat przestaje istnieć.

Zadając Wam te pytania, niczym Diogenes Pies, szukam dziś z latarką ze smartfona trzeźwego na ateńskim rynku. Trzeźwego, który by widział, co się stało, co się dzieje i co się będzie dziać. Nie dlatego, żebym chciał coś osiągnąć, ale kiedy się samemu nie pije, nie można się z pijanymi dogadać, a – przynajmniej czasami – kawa w towarzystwie smakuje lepiej od wódki.

________________________ * Przy czym ośmiorniczka symbolizuje w tym miejscu nie zepsucie władzy, ale konsumpcję jako taką.