Manifestacja "Przeciwko isamizacji Polski" we Wrocławiu
Manifestacja "Przeciwko isamizacji Polski" we Wrocławiu www.gazetawroclawska.pl

Podczas niedzielnej manifestacji narodowcy pokazali transparenty z napisami „Polskie kozy obronimy, islamistów nie wpuścimy”, „Islamiści to pedofile”, „Je… araba”. Policja wówczas nie dopatrzyła się w tym przestępstwa i nie przerwała zgromadzenia. Błąd ten można naprawić. Dlatego złożyłem do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstw nawoływania do nienawiści i znieważenia na tle przynależności narodowej, etnicznej lub wyznaniowej.

REKLAMA

W ostatnią niedziele skrajna prawica spod znaku Obozu Narodowo-Radykalnego zorganizowała we Wrocławiu manifestację „przeciwko islamizacji Polski” i „w obronie chrześcijańskiej Europy”. Narodowcy przemaszerowali spory kawałek centrum miasta, bo od Dworca Głównego do Rynku. Manifestanci zaprezentowali już na początku ogromny transparent z napisem: "Za zdradę narodu spotka cię kara, zawiśniesz na sznurze, ty k…o stara". Uczestnicy otwarcie mówili, ze to przesłanie dla premier Ewy Kopacz. Potem było już tylko gorzej. Na transparentach i flagach widniały hasła: „Polskie kozy obronimy, islamistów nie wpuścimy”, „Islamiści to pedofile”, „Je… araba”, „Islam won z polskich stron”, "Nie islamska, nie laicka, tylko Polska katolicka". Przyśpiewki i krzyki były podobnej treści lub jeszcze wulgarniejsze. W manifestacji wzięło udział ok. 4 tysięcy uczestników, a jednym z liderów i mówcą był duchowny w sutannie.

Większość Polaków (56%) jest przeciwko obecności uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki w Polsce, ksenofobia postępuje, strach przed Obcym narasta, a język nienawiści szybko się rozplenia (tak bardzo, że gazeta.pl zawiesiła możliwość komentowania pod artykułami). Jednakże, nie bacząc na te obawy i – po prostu – nienawiść, państwo i jego instytucje musi funkcjonować. W niedzielę we Wrocławiu nie zafunkcjonowało.

Jestem bardzo daleki od tego, żeby prewencyjnie zabraniać komukolwiek możliwości organizacji zgromadzenia publicznego. To mogłoby ograniczać prawo do zgromadzeń i wolności słowa. Ale co innego jeżeli w trakcie zgromadzenia publicznego dochodzi do łamania przepisów prawa, a szczególnie popełniania przestępstw. Nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych i wyznaniowych jest przestępstwem zagrożonym karą do 2 lat więzienia (art. 256 kodeksu karnego). Natomiast znieważanie grupy ludności na tym tle jest czynem zabronionym zagrożonym karą 3 lat pozbawienia wolności (art. 257 Kodeksu karnego). Prezentowanie publicznie takich treści jak przez narodowców w niedzielne popołudnie we Wrocławiu jest popełnieniem tych przestępstw. Jeżeli zaś w trakcie manifestacji są popełniane przestępstwa policja powinna zgromadzenie publiczne rozwiązać. Mimo obecności setek policjantów oraz przedstawiciela urzędu, który wydał zezwolenie na przemarsz, zgromadzenie nie zostało przerwane i rozwiązane. I w tym sensie państwo tutaj nie zafunkcjonowało. Nie przekonują tłumaczenia policji, że chcieli uniknąć eskalacji napięcia. To tak jakby przyznali się do tego, że bali się uczestników manifestacji, którzy popełniali przestępstwo. Policji nigdy nie powinna bać się przestępców.

Czy będą jakieś reperkusje po kolejnych już rasistowskich wybrykach we Wrocławiu? Mam nadzieje. Dlatego złożyłem do wrocławskiej prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z artykułów 256 i 257 kodeksu karnego, czyli nawoływania do nienawiści i znieważenia ze względu na przynależność do narodu, wyznania lub grupy etnicznej. Ustalenie czy rzeczywiście doszło do popełnienia tych przestępstw nie będzie trudne, bo z manifestacji jest mnóstwo zdjęć, filmików, a nadto ponoć policja nagrywała jej przebieg. Państwo może więc jeszcze naprawić swój niedzielny grzech zaniechania.