Świat się kręci

Zabijają, a ich zażywanie powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu. Przez nie tracą swoje dzieciństwo – dopalacze, bo o nich mowa. Nie mamy gotowej recepty jak tę walkę wygrać. O problemie dyskutują w studio Świat się kręci Dorota Tkaczyk - dyrektor Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii w Cholewiance, podinsp. Dorota Pater – Naczelnik Wydziału Profilaktyki KGP, Ariel Szczotok – ratownik medyczny, o. Łukasz Buksa – franciszkanin, gość dnia – Łukasz Warzecha oraz prowadzący Artur Orzech.

REKLAMA
logo
Logo cyklu „I nie wódź nas na dopalenie” Świat się kręci

Może dzięki dzieciakom, o których będziemy rozmawiali w tym tygodniu, komuś uda się uniknąć śmiertelnej pułapki. Słowo dopalacze przewija się od kilku miesięcy, a czym one tak właściwie są? – pyta prowadzący Artur Orzech.

To jest tak naprawdę temat rzeka. Zaczęły się one dziesięć lat temu. To syntetyczne katynony, zlepek kilku substancji psychostymulujących, które wpływają na młodego człowieka – mówi Dorota Tkaczyk, dyrektor Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii w Cholewiance. Ile dzieci rocznie trafia do ośrodka Socjoterapii w Cholewiance? – pyta prowadzący Świat się kręci.

Ośrodek ma 30 miejsc i te 30 miejsc jest zawsze zapełnione. Problem polega na tym, że chętnych jest o wiele więcej. My na ten moment mamy dość silną grupę pacjentów, którzy dzięki Bogu nie zrywają kontraktów. Natomiast my w ciągu ostatniego roku zerwaliśmy kontrakt z powodu różnych przyczyn tylko z czterema osobami. Najmłodsze dzieci mają 14 lat. Na terenie ośrodka posiadamy gimnazjum, więc to idzie w parze: terapia z edukacją. Tak naprawdę nasi pacjenci to 14, 15, 16 lat – mówi Dorota Tkaczyk, dyrektor Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii w Cholewiance.

Panie Arielu, dostaje Pan wezwanie, jedzie Pan na miejsce, jak zachowuje się taki dzieciak? – pyta Artur Orzech.

Tutaj mamy tak naprawdę pełne spectrum zachowań, od senności, brak kontaktu, po nazywając to wprost, niemal zezwierzeńcenie, irracjonalne wybuchy agresji, autoagresji również, zachowania, które w nas ratownikach, którzy dużo widzieli, niejednokrotnie budzą lęk. Często posiłkujemy się policją, po to żeby po prostu obezwładnić taką osobę, która zachowuje się w sposób agresywny. Narkotyki, nawet te z grupy speedujących nie wywołują takich ataków agresji i tak nienaturalnych zachowań, jak właśnie współczesne tworzone na zamówienie substancje, które mają wywołać konkretne efekty. To są zupełnie inni pacjenci, a co gorsza my nie możemy nic z tym zrobić. Im dłużej substancja działa w organizmie, tym dużo bardziej negatywne efekty ona wywołuje. Jednocześnie powoduje uszkodzenia narządów wewnętrznych. Standardowe testy, które są dostępne nie identyfikują wszystkich substancji. Tutaj konieczne jest wyspecjalizowane laboratorium, a tych w Polsce też jest tylko kilka – mówi Ariel Szczotok, ratownik medyczny.

Jak ważne są wasze reakcje? – pyta prowadzący.

To są minuty. Im szybciej, tym lepiej. Dopalacze poza tym, że powodują gwałtowny wzrost ciśnienia tętniczego, powodują też bardzo wysoką temperaturę, której nie jesteśmy w stanie obniżyć standardowymi lekami. Człowiek dosłownie gotuje się we własnym ciele – odpowiada ratownik.

Tak naprawdę jeśli rodzice znają swoje dziecko, to wiedzą jakie jest jego typowe zachowanie. To czerwone światło, na które powinniśmy zwrócić uwagę i obserwować dziecko, to jest to, że zacznie zachowywać się inaczej niż do tej pory – mówi Dorota Tkaczyk.

Co mogę zrobić jako rodzic, jeśli dowiem się, że w sklepiku osiedlowym można kupić dopalacze? – pyta Artur Orzech.

Od razu ten fakt zgłaszamy policji. To dla nas niezwykle ważne, ponieważ możemy szybko zareagować. Wtedy wkraczamy, kontrolujemy dany punkt, jeśli znajdziemy tam nieznane nam substancje, to oczywiście wszystko zabezpieczamy i przesyłamy do naszych laboratoriów. – mówi podinsp. Dorota Pater, Naczelnik Wydziału Profilaktyki KGP.

Może się zdarzyć, że dopalacze mają skład, którego nie ma na liście substancji zabronionych, bo wiemy, że producenci mieszają właśnie po to, żeby tę listę cały czas ominąć. I co wtedy? Czy policja ma jakieś sposoby działania? – pyta gość dnia, Łukasz Warzecha.

To nie jest tak, że tylko substancje z tej listy zakazanej ustawą przeciwdziałaniu narkomanii, teraz 1 lipca 114 nowych substancji zostało wprowadzonych, ale również jeżeli w naszych laboratoriach uzyskamy nową substancję, jeżeli zobaczymy, że ona stwarza zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi, to od razu taką substancję będziemy procedować, aby została wpisana na listę – mówi podinsp. Dorota Pater.

Naszej rozmowie przysłuchuje się Ojciec Łukasz Buksa, jaki jest Ojca sposób na walkę z dopalaczami? – pyta prowadzący.

Używam muzyki. To nie tylko melodia i rytm, ale również idea i przesłanie. Spotykając się z młodymi ludźmi każdego dnia próbuję za pomocą słów, które piszę, muzykę, którą komponuję po prostu powiedzieć im, że życie mają jedno – odpowiada o. Łukasz.

Jak my dorośli chcemy rozmawiać z dziećmi o ich problemach, to zazwyczaj napotykamy ścianę milczenia. Jak zatem powinniśmy próbować rozmawiać? – pyta Artur Orzech.

Na ścianę milczenia na pewno napotkamy, jeśli do tej pory nigdy tego nie robiliśmy. Trzeba zacząć. Trzeba mieć czas. Zacząć od środowiska rodzinnego. Jeśli rodzic ma problem ze sobą, jest gwarancja na to, że również wychowa pokaleczone dziecko. Zaczynamy od siebie. Warunkiem udziału dziecka u nas w terapii jest podjęcie pracy własnej rodzica nad sobą, czyli udział w grupach wsparcia. – odpowiada Dorota Tkaczyk.

Wrócę do Justyny, która wysłuchała historii dzieciaków naszego cyklu: Radka, Emanuela, Ani, Agaty, Piotrka. Dlaczego warto wysłuchać ich często niełatwych, szokujących, bulwersujących, oskarżających wyznań? – pyta dziennikarkę Artur Orzech.

Warto z jednego powodu. Ku przestrodze. Myślę, że ten młody człowiek, który zobaczy, usłyszy tę rozmowę, zastanowi się. Te rozmowy dadzą dużo do myślenia rodzicom. Warto obejrzeć ten cykl, ponieważ są to prawdziwe historie, to są prawdziwi młodzi ludzie, to są bardzo dramatyczne historie – odpowiada Justyna Burdon.

Dzieciaki, które od jutra będą w naszym studio mają 14, 15, 16 lat. Towarzyszyć im będą rodzice, opiekunowie, terapeuci. Na widowni zasiądą gimnazjaliści z nauczycielami, rodzicami. Będą mogli zadawać pytania. Nie wszystkie historie, które opowiedzą kończą się happy endem. Chcemy ostrzec i uświadomić o śmiertelnym niebezpieczeństwie, jakie niosą za sobą dopalacze – pointuje Artur Orzech.