Jak wiadomo, Włodzimierz Lenin powiedział: “Telewizja jest dla Partii najważniejszym medium”. No dobrze, nie powiedział dokladnie tak, telewizji wtedy jeszcze nie było. Powiedział cos w rodzaju: „Film jest dla Partii najważniejszą ze sztuk”. Hasło to było pięknie inkrustowane nad wejściem do lokalu, zwanego pieszczotliwie „Ściekiem”, należącego do Stowarzyszenia Filmowców Polskich, na tyłach Krakowskiego Przedmieścia, i w ironiczny dosyć sposób witało rozmaitych pijaczków grubo po północy w schyłkowym stadium PRL.

REKLAMA

Tę samą leninowską myśl, choć już aktualizowaną zgodnie z rozwojem technik komunikacyjnych, wyraził parę dni temu pan Jarosław Sellin, kandydat na posła z PiS-u, mówiąc, że nie może być tak, by ,,najważniejszy program publicystyczny o charakterze politycznym” w telewizji publicznej był prowadzony przez kogoś takiego, jak Tomasz Lis. W ten sposób Pan Sellin określił celnie prawidła, jakie będą rządziły relacją między władzą polityczną a mediami publicznymi, gdy już PiS dojdzie do władzy.

Jest więc bardzo ważne, by dobrze zrozumieć, co jest naprawdę stawką w wyborach 25 października: przy całym szacunku i osobistej sympatii dla Tomasza Lisa, stawką w tych wyborach nie jest to, czy jego program będzie nadal nadawany w TVP czy nie. Raczej stawką jest to, czy do władzy dojdzie partia, która będzie bezpośrednio decydowała o tym, kto może prowadzić program w telewizji publicznej i w radio, jakie filmy mogą być kręcone a jakie nie, tudzież jakie spektakle teatralne mogą być prezentowane a które musza być „ex ante” skreślone.

Zastanawia użycie przez Jarosława Sellina określenia „najważniejszy program publicystyczny o charakterze politycznym”. Przecież nikt nie przystawia pistoletu do skroni słuchaczy, gdy program Lisa wchodzi na wizję. Dlaczego najważniejszym programem nie jest np. „Bliżej” Jana Pospieszalskiego? Czy są jakieś sankcje stosowane wobec jego widzów? Sam w nim parokrotnie występowałem – dlaczego nie wywindowało to programu Pana Janka na szczyty oglądalności? A co przeszkadza widzom namiętnie oglądać programów Bronisława Wildsteina lub Tomasza Terlikowskiego w Telewizji Republika? Albo dlaczego „Polski punkt widzenia” w Telewizji Trwam nie jest bardziej kultowy niż program Lisa? Dlaczego więcej czytelników nabywa Gazetę Wyborczą niż Gazetę Polską Codziennie, choć ta pierwsza jest droższa i anty-polska?

Niepokorni i niezłomni od lat żywią się poczuciem upokorzenia przez „mainstream”, choć jako żywo, mają wszelkie możliwości dostępu do mediów. Gdy swoje media – wSieci, wPolityce, Gazetę Polską itp. – traktują jako nie-mainstreamowe, przyznają pośrednio, że jest to chłam, robiony byle jak i przez nieudolnych, nie mający szans konkurowania z mediami robionymi przez ludzi zdolniejszych, pracowitszych i bardziej inteligentnych. Mają rację. Ale po co aż tak bardzo i masochistycznie obnosić swą niższość?

Nie interesuje mnie los owych nieszczęsnych nieudaczników: Janeckiego, braci Karnowskich czy Zaremby, już przebierających nogami, by załapać się na fuchy w mediach publicznych, zanim finansujące ich SKOKi całkowicie padną. Natomiast intryguje mnie Jarosław Sellin, który otwartym tekstem przyznaje, że gdy PiS dojdzie do władzy to nie dopuści, by najpopularniejszy program publicystyczny nadal był nadawany. Pana Sellina poznałem swojego czasu bodajże na jednym z seminariów w Lucieniu, organizowanych przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego (dla mnie: Leszka); zrobił na mnie dobre wrażenie. Cóż takiego z nim się stało, że w przededniu nowego rozdania, wygłasza sądy tak bardzo niezgodne z podstawowymi zasadami demokracji i wolności mediów?

Jarosław Sellin był swojego czasu jednym z dysydentów w PiS-ie; odszedł od niego, nic mu się i jego kolegom nie udało, więc pewno musi teraz wykupić się Prezesowi. To żałosna i smutna sytuacja: człowiek pewno wie, ze nie ma wielu innych szans kariery niż polityczna, a ta po jego stronie jest zapewniona tylko dzięki wsparciu Prezesa..

Wzrok Prezesa jest surowy, pamięć długa, serce lodowate. Tkwi w nim – by sparafrazować Wieszcza, ale nie Jarosława Marka Rymkiewicza, ale tego słabszego, zwanego przez niektórych uczniów na wszelki wypadek „Juliaszem’, otóż jest w nim „ta siła fatalna, Co Jemu żywemu na nic... tylko czoło zdobi; Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna, Aż was, zjadacze chleba - w aniołów przerobi.”

A jeśli nie w aniołów, to przynajmniej w posłów PiS-u.