Polityka bez wąsów - tak brzmiało hasło przewodnie konferencji, na której w ostatnią sobotę (10.10) wraz z koleżankami przedstawiłam postulaty wyborcze PSL skierowane do kobiet i rodziny. To m.in. zerowy VAT na ubrania dziecięce, żłobek za złotówkę i ochrona mężczyzny przed zwolnieniem z pracy, gdy jego partnerka jest w ciąży i/lub urlopie macierzyńskim. Bo jeśli mówimy o równych prawach, muszą one dotyczyć obu płci. Silna kobieta to silną rodzina, a silna rodzina to silna Polska.
Dlaczego "polityka bez wąsów"? Bo wąsy nie czynią mężczyzny, tak jak broda nie czyni filozofa. To oczywiście pewna metafora, chęć eliminacji radykalizmu w polityce. Radykalizmu przede wszystkim męskiego, bo jest on silniejszy i bardziej widoczny. Ale i tego zeńskiego, w wydaniu radykalnych feministek, które walczą o nowy wspaniały świat zamiast o prawa kobiet.
Polityka musi przestać być męską grą, dlatego potrzebujemy w niej więcej kobiecej energii. Owszem, obecnie obserwujemy pojedynek dwóch reprezentantek największych partii, ale czy one są faktycznymi liderkami? Kobiety powinny być rzeczniczkami swoich spraw, tych faktycznie istotnyc. Bo dla większości z nas problem drogich ubrań dla dzieci jest bardziej istotny niż problem z ustawą o aborcji. Sprawy bytowe bardziej pochłaniają statystyczną Polkę niż światopoglądowe. I tym kobiety w Sejmie muszą się zająć. Żaden mężczyzna ich za nas nie załatwi, a już na pewno nie tak dobrze.
My domagamy się prawdziwego równego traktowania, ale bez skręcania w drugą stronę. Dlatego chcemy, by przyszły ojciec podlegał tej samej ochronie w pracy jak przyszła matka. Bo skoro kobiety w ciąży zwolnić nie można, dlaczego można zwolnić jej partnera, chociaż on głównie będzie musiał zarabiać przez najbliższe miesiące zapewniając rodzinie byt? Równe traktowanie to nie ujednolicanie. Polityka bez wąsów to polityka sprawiedliwa i pragmatyczna.
