Zwolennicy konkurencji i przeciwnicy przywilejów od początku mogli mieć wątpliwości co do deregulacyjnego projektu Jarosława Gowina. Zgodnie z pierwszym projektem ustawy w większości przypadków drzwi blokujące dostęp do zawodu miały być jedynie uchylone a nie – tak jak być powinno – otwarte na oścież lub zdemontowane. Teraz okazuje się, że Ministerstwo Sprawiedliwości uległo presji taksówkarzy i przewodników.

REKLAMA

Kilka dni temu prasa podała, że w nowej wersji projektu ustawy deregulacyjnej Ministerstwo Sprawiedliwości złagodziło zmiany w zakresie dostępu do zawodów prawniczych, ale także do zawodów taksówkarza i przewodnika.

Nie jest żadną tajemnicą, że taksówkarze są jedną z najgłośniejszych grup krytykujących otwarcie dostępu do swojego zawodu. Nikogo to też nie powinno dziwić – jeśli przyznaje się komuś monopol, to naturalne jest, że będzie on tego monopolu bronił wykorzystując wszystkie mu dostępne środki, w szczególności demagogię i uciążliwe protesty.

Nowy projekt Ministerstwa Sprawiedliwości przewiduje, że to samorządy (a konkretnie: rady gmin) będą decydować, czy na ich terenie taksówkarze będą musieli zdawać egzaminy zawodowe i czy od przewodników będzie wymagać się specjalnego szkolenia. Biorąc pod uwagę o ile łatwiej jest wywierać presję na samorządy niż na rząd centralny, możemy się spodziewać, że dzisiejszy monopol utrzyma się prawie wszędzie.

Jeśli taksówkarzom i przewodnikom udało się postawić na swoim, to dlaczego ma się nie udać innym grupom? Pośrednicy w obrocie nieruchomościami dalecy są od złożenia broni i jeśli nie osiągną sukcesu na etapie rządowym, to być może znajdą współczujących posłów gotowych do złożenia odpowiednich poprawek w Sejmie.

Trudno uniknąć przykrego wniosku, że wielka deregulacja się sypie i zostaną po niej tylko niesmak i kosmetyczne zmiany.

Kto jest temu winny? Moim zdaniem odpowiedzialność leży nie tylko po stronie Jarosława Gowina, Ministerstwa Sprawiedliwości i tych grup zawodowych, które nadal chcą czerpać korzyści z monopolu kosztem konsumentów.

Zabrakło tej mobilizacji „ludzi dobrej woli”, o której pisałem trzy miesiące temu. Przekaz medialny zdominowany jest przez lamentujących taksówkarzy, dla których to głosów nie ma przeciwwagi po stronie tych którzy na deregulacji by skorzystali – czyli konsumentów.