Do wyborów parlamentarnych zostało już tylko dziesięć dni. Co się stanie po 25 października? Wszystko wskazuje na to, że nie spełni się marzenie Prezesa Kaczyńskiego.
Już od jakiegoś czasu, lider Prawa i Sprawiedliwości na każdym spotkaniu z wyborcami wielokrotnie przypomina, że interesują go tylko samodzielne, dodając przy tym, że ma to związek z trudną przeszłością koalicyjną sprzed niemal dekady. Jednak to tylko jedna strona medalu. Drugą jest fakt, że PiS w obecnej formie nie jest w stanie wejść w jakąkolwiek koalicję, i Prezes Kaczyński doskonale o tym wie, ale nie byłby sobą gdyby tego nie ukrywał.
Absurdalnym pomysłem jest to co od kilku dni powtarza wicepremier Piechociński o możliwym sojuszu PO-PiS-PSL, to jest po prostu niemożliwe, bo różnice pomiędzy Platformą, a partią Kaczyńskiego są zbyt wielkie, żeby można było w ogóle marzyć o koalicji tych dwóch ugrupowań, choć trzeba przyznać, byłoby to ciekawe.
Kształt sceny politycznej po wyborach będzie zależał od wyników mniejszych partii. Rachunek jest prosty, im lepszy wynik Nowoczesnej Ryszarda Petru i Zjednoczonej Lewicy, tym mniejsza szansa na samodzielne rządy PiS, ale wówczas będziemy prawdopodobnie mieli tak zwaną koalicję antyPiS, czyli sojusz PO-N-ZL-PSL, która z kolei gwarantuje nam wcześniejsze wybory, bo historia pokazała, że takie twory nie są zbyt trwałe.
Co jest lepsze dla Polski? Na to pytanie, my wyborcy musimy sobie odpowiedzieć idąc na wybory 25 października.
