
Nie ma wątpliwości, że klasa szybkich przednionapędowych hatchbacków powstała, gdy zbudowano pierwszego Volkswagena Golfa GTI. Potem był wpływowy Peugeot 205GTI, a potem wszyscy się trochę pogubili. Klasa przeżywała wzrosty i upadki, zaś legislatorzy starali się jak najmocniej ograniczyć sportowe zapędy kierowców, dławiąc im silniki. Auta robiły się coraz cięższe i coraz bardziej rozlazłe dynamicznie. Kres ery hot hatcha?
Nie, jeszcze nie teraz. Sporadycznie niektórym producentom udawało się w ostatniej pięciolatce zbudować w miarę fajne auto typu hot hatch, ale większość aut oferowanych na rynku przypominała bardziej słodką wodę o smaku kawy spod znaku Starbucksa niż zgodne z włoską normą piekielnie czarne espresso. Domyślny wybór, czyli aktualny Golf GTI, rozczarowuje, zadowolić może chyba tylko korporacyjnego lalusia z torbą z laptopem na ramieniu, którego kręci nocne granie w World of Tanks i który lubi czuć, że DSG robi z niego mistrza kierownicy. Mnie potwornie irytuje sztuczna pseudotwardość zawieszenia i ciągły stan niepokoju tegoż, zwłaszcza tzw. galopowanie, czyli oscylacje przód-tył, z grubsza podobne do tych znanych z Malucha 126p.
Ktoś jednak podjął wysiłek niesienia dalej sztandaru klasy szybkiego hatchbacka. To Peugeot, który z powrotem odnajduje swoje DNA po zmarnowanych doszczętnie latach nijakości, przerwanej li tylko stworzeniem absolutnie genialnego modelu RCZ. Zgodnie z nową modą, związaną z unikaniem w tej klasie aut nadmiernej ostentacji, Peugeot 308 GT wygląda z oddali jak familijny diesel lub równie nieszkodliwy służbowóz. Z bliska zdradzają go obręcze kół o wymyślnym designie (ten akurat zupełnie mi nie odpowiada) oraz spore hamulce. 205-konny benzynowy silnik turbo to kuzyn motoru z Peugeota RCZ, 208 GTI, Mini Coopera czy BMW serii 1. W 308 GT nie rozwija największej możliwej technicznie mocy (na tę czekamy, oblizując się na myśl o nowym, 270-konnym 308 GTI), za to wydaje się być zasilany benzyną z bąbelkami. Musującą.
Przyspiesza chętnie i lekko, bez wysiłku, łagodząc negatywne wrażenie turbodziury. Lekko, bo lekki jest. Samochód o bogatym wyposażeniu waży o ponad kwintal mniej niż porównywalny Golf GTI, i to się czuje. Na dodatek po bezskutecznych próbach udawania Niemca Peugeot zrozumiał, że z bagietki nigdy nie wyjdzie Laugenbrot, a z Moliera Goethe. Subtelność pracy zawieszenia, z milimetrową precyzją prowadzącego koła po asfalcie, zachwyca świeżością, czegoś takiego nie przeżyłem od czasów obłędnie dobrego Peugeota 306 S16, którego drogie tylne zawieszenie zastapiono w aucie kolejnej generacji prostacko zestrojoną skrętną belką. Wybieranie toru jazdy w zakręcie nie następuje tylko wskutek ruchu niewielkiej kierownicy, ale także poprzez pracę prawego stawu skokowego. Ujęcie gazu zacieśnia łuk prawie jak w przerażająco hiperaktywnym 205 GTI, ale nie katapultuje nas wprost do blacharza. Wyłączalny całkowicie układ ESP jest w tym samochodzie zupełnie niepotrzebny, bo tradycyjna inżynierska robota została wykonana perfekcyjnie. Czekam wprawdzie na 308 GTI, ale dzięki 308 GT czekanie stało się miłe. Tylko te ohydnie nowomodne koła…
