Czy i jak startujące w wyborach ugrupowania zamierzają zmienić politykę klimatyczną lub politykę rolną Unii Europejskiej? Jak należy rozwiązać problem napływu uchodźców? Z kim Polska powinna zawierać sojusze na scenie europejskiej, żeby realizować swoje interesy? To, kogo Polacy wybiorą w wyborach 25 października, będzie miało bezpośrednie przełożenie nie tylko na politykę krajową, ale także określi polską politykę europejską w nadchodzących latach.

REKLAMA

Wybory parlamentarne a polska reprezentacja w Brukseli

Większość decyzji w Unii Europejskiej podejmowana jest wspólnie przez Parlament Europejski i Radę Unii Europejskiej (RUE). Krajowe wybory parlamentarne nie wpływają na skład Parlamentu Europejskiego – wybierany jest w powszechnych wyborach (ostatnio w maju 2014 roku). Za to wybory w każdym kraju członkowskim mają wpływ na obsadę Rady Unii Europejskiej, złożonej z ministrów poszczególnych państw. Ponieważ RUE dyskutuje o rozmaitych kwestiach, ma różne składy – w zależności od omawianej tematyki zasiadają w niej różni ministrowie (np. w Radzie do Spraw Zagranicznych ministrowie spraw zagranicznych, w Radzie do Spraw Gospodarczych i Finansowych ministrowie finansów, w Radzie ds. Rolnictwa i Rybołówstwa ministrowie rolnictwa). W RUE niektóre decyzje zapadają jednomyślnie (wtedy veto jednego ministra wystarczy, by zablokować dane rozwiązanie), ale zazwyczaj podejmuje się je większością (samotnie Polska nie jest w stanie nic ugrać, dlatego tak ważna jest sztuka zawierania sojuszy). To, kto jest polskim premierem, ma znaczenie w przypadku szczytów szefów państw i rządów (czyli posiedzeń Rady Europejskiej, RE). To tam decyduje się, w jakim kierunku ma iść Unia Europejska, i rozstrzyga się też najtrudniejsze polityczne kwestie, których nie udało się rozwiązać na szczeblu ministrów (np. wiele szczytów poświęcono kryzysowi w Grecji). Choć nie bez bólu, utarło się, że Polskę w RE reprezentuje premier (w państwach, gdzie silną pozycję ustrojową ma prezydent, np. we Francji, to on uczestniczy w obradach Rady Europejskiej). Transpozycja unijnego prawa

Polski rząd i parlament mają pole do popisu odnośnie transpozycji (przełożenia) do polskiego prawa unijnych postanowień. O ile przepisy zawarte w unijnych rozporządzeniach stosowane są bezpośrednio w państwach członkowskich, o tyle unijne dyrektywy wymają przełożenia do prawa polskiego - w określonym terminie kraje członkowskie muszą przyjąć własne regulacje, które doprowadzą do osiągnięcia założonych w unijnej dyrektywie celów (np. w sprawie bezpieczeństwa zabawek). Bez tego dyrektywy nie mogą zostać poprawie wcielone w życie. Już od kilkunastu lat Komisja Europejska publikuje tabelę wyników rynku wewnętrznego (The Single Market Scoreboard) informującą, jak państwom członkowskim idzie transpozycja przepisów związanych ze wspólnym rynkiem. W 1997 roku odsetek nieprzetransponowanych dyrektyw wynosił 6,3%. Teraz od kilku lat to poniżej 1%. Niestety Polska źle wygląda w tym rankingu - w maju 2015 odsetek dla naszego kraju wynosił 1,5% przy unijnej średniej 0,7%. Aż 29 dyrektyw (najwięcej w całej UE) Polska przełożyła nieprawidłowo. Polska przekracza czas na transpozycję średnio o 10 miesięcy. Pozycja parlamentów narodowych w UE

Po pierwsze parlamenty narodowe mają prawo do informacji. Np. trafiają do nich nie tylko projekty nowych unijnych aktów prawnych, ale także tzw. białe i zielone księgi, komunikaty i roczny program prac legislacyjnych Komisji Europejskiej, otrzymują też informacje o wnioskach o przystąpienie do Unii Europejskiej. Ponadto parlamentom narodowym przysługuje prawo sprzeciwu wobec projektów aktów prawnych przygotowanych przez Komisję Europejską. Parlamenty badają, czy projekty te nie naruszają tzw. zasady pomocniczości, czyli czy UE nie zabiera się za uregulowanie czegoś, co mogłoby być z pożytkiem uregulowane przez same państwa członkowskie. W Polsce projekty unijnych aktów prawnych oceniają pod tym kątem komisje zajmujące się kwestiami europejskimi w Sejmie i w Senacie. Polski Sejm był np. przeciwny propozycji Komisji w sprawie parytetu kobiet i mężczyzn na kierowniczych stanowiskach w spółkach. Jeśli taki sprzeciw wyrazi 1/3 parlamentów narodowych UE, Komisja może wycofać, zmienić lub podtrzymać dany projekt i uzasadnia jednocześnie swoje stanowisko. Jeśli protestowała zwykła większość parlamentów, o kontynuacji prac nad danym projektem rozstrzygają Rada UE i Parlament Europejski. Jeżeli parlamenty narodowe uważają akt prawny za sprzeczny z zasadą pomocniczości, mogą go także zaskarżyć do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Parlamentarzyści w krajach członkowskich powinni umieć korzystać z powyższych instrumentów zamiast marudzić, że Bruksela narzuca krajom członkowskim bezsensowne regulacje.

Joanna Różycka-Thiriet

Zapraszamy wszystkich zainteresowanych na przedwyborczą debatę w Fundacji Schumana z udziałem Marcina Święcickiego z Komitetu Wyborczego Platforma Obywatelska, Piotra Szumlewicza z Komitetu Wyborczego Zjednoczona Lewica oraz Anny Ścisłowskiej z portalu MamPrawoWiedziec.pl. Prowadzenie Joanna Różycka-Thiriet z Fundacji Schumana. Środa, 21 października w godz. 17.00-18.30 w siedzibie Fundacji (Al.Ujazdowskie 37 m. 5).

Informujemy, że zaproszenie do udziału w debacie przesłane zostało do następujących komitetów wyborczych/ugrupowań: PiS, Polska Razem Zjednoczona Prawica, PO, PSL, Zjednoczona Lewica oraz Nowoczesna Ryszarda Petru. Więcej o seminariach

logo
Spotkanie odbywa się w ramach projektu DOCPIE-Democratic Ownership and Civic Participation in Europe, którego Fundacja Schumana jest partnerem.