
Rozwój lokalny utożsamiamy najczęściej z nowymi drogami, budynkami szkół i uczelni, reprezentacyjnymi siedzibami instytucji kultury czy parkami naukowo-technologicznymi. Infrastruktura – niczym skorupa ziemska – tworzy bezpieczne i wygodne środowisko dla jądra rozwoju lokalnego. Tej skorupie poświęcamy wiele uwagi. Zbyt rzadko zaś mówimy o jądrze rozwoju, czyli – często mniej efektownych, a przez to niewidocznych dla niewprawnego oka – działaniach podejmowanych przez lokalną społeczność i jej liderów. Nadszedł czas, by zastanowić się, jak uwolnić potencjał jądra.
Lokalne wspólnoty samorządowe mają mniejsze pole manewru we wprowadzaniu zmian, a każdy błąd – nieudana inwestycja czy chybiona decyzja strategiczna – może być nie tylko bardzo kosztowny, ale też przynieść nieodwracalne skutki. Mały samorząd nie może konkurować z dużymi ośrodkami, oferującymi korzystne warunki gospodarowania i zamieszkania. Z reguły w dużych miastach można osiągnąć więcej i szybciej niż poza nimi – prawidłowość ta dotyczy zarówno przedsiębiorców, jak i mieszkańców. Ten atut dużych ośrodków stanowi często coś w rodzaju „alibi” dla władz peryferyjnie położonych samorządów. Ucieczka młodych do metropolii wydaje się w tej sytuacji czymś zgoła naturalnym. Ale czy negatywne scenariusze są nieuniknione? A może, choć w części, działają jak samospełniająca się przepowiednia?
Pewne jest, że tak jak nie ma dwóch identycznych lokalnych społeczności, tak nie może być jednej recepty na ich rozwój. Oczywiście, w przypadku położenia w sąsiedztwie dużego miasta można kołem zamachowym rozwoju uczynić bliskość takiego ośrodka. „Opór” odległości znacznie ogranicza zasięg skutecznego stosowania takiej strategii: duża część lokalnych społeczności nie ma wyboru i musi rozwijać się niemal wyłącznie dzięki własnym zasobom. To nie musi być bariera. Dowodzą tego udane, przemyślane próby dookreślenia i wzmocnienia specjalizacji gospodarczej regionu, a następnie współpraca różnych podmiotów na rzecz promowania lokalnych marek. I jest to możliwe we właściwie każdym zakątku Polski– od Podkarpacia silnego przemysłem lotniczym, przez Warmię słynącą z produkcji małych statków po Podlaskie - mleczarskie zagłębie.
Należy jednak postawić fundamentalne pytanie – czy lokalny sukces można zbudować eksperckim „szkiełkiem i okiem”? Taki model wydaje się sprawdzać w przypadku wzmacnianiu skorupy. Dzięki profesjonalnemu zaplanowaniu, zaprojektowaniu i realizacji powstało wiele inwestycji infrastrukturalnych. Niemniej warto się zastanowić, czy sukcesem są puste porty lotnicze czy akwaparki; parki naukowe sprowadzone do taniej przestrzeni dla małych firm czy poszerzone, lecz pomimo to wciąż korkujące się, śródmiejskie drogi. W tych wypadkach stworzono skorupę, zapominając zupełnie o jądrze.
Dlaczego tak się stało? Ponieważ rozwój wymaga połączenia polskich wielkich tradycji – pozytywizmu i romantyzmu; technokratyzmu i demokratyzmu. Potrzebujemy ekspertów i planistów, ale także autentycznego zaangażowania lokalnej społeczności. Na razie blokuje je nie tylko walka codzienna walka mieszkańców o byt, ale także deficyt zaufania do ludzi spoza własnego, najbliższego kręgu rodziny i przyjaciół.
Jądro może „rozpalić” odpowiednia mieszanka „pierwiastków”, pomiędzy którymi zachodzi reakcja uwalniająca energię. Tę mieszankę tworzą różnorodni ludzie i łączące je relacje. Są to najczęściej bliskie więzi licznych lokalnych liderów i instytucji, elastyczna nieskodyfikowana i nieformalna współpraca, swoista koalicja chętnych, którym przewodzą i prym nadają wspólnotowi liderzy.
Zajściu pożądanej reakcji „chemicznej” pomaga codzienna koordynacja działań, podporządkowanych wspólnej wizji rozwoju. Wizja ta musi być zakorzeniona w danej społeczności i wypracowana przez mieszkańców, a nie stanowić kolejną mutację szablonowych rozwiązań oferowanych przez zewnętrznych doradców. Tylko taka wizja będzie bowiem w stanie porwać jej realizatorów.
Zdarza się że wstępem do tworzenia się takich więzi są działania niezamierzone. Interakcje następujące przy okazji innych wydarzeń. W pierwszym kroku towarzyszy im najczęściej konkretne działanie, które pomaga przełamać nieufność: wspólny wyjazd przedsiębiorców na zagraniczne targi czy odnawianie podwórka przez sąsiadów. Poznajemy się bliżej, nabieramy zaufania, chcemy dalej robić coś razem. I tak rodzi impuls, katalizator trwałej współpracy, która z upływem czasu przeradza się w stabilny i trwały ekosystem społeczno-gospodarczy.
Projekty pragmatyczne, ale i romantyczne, budowane na eksperckiej wiedzy, ale i pasji jednoczą i mobilizują mieszkańców oraz potencjalnych inwestorów wokół wspólnych, często odległych i obarczonych ryzykiem, celów. To właśnie tak rozumiane projekty mogą rozwiązać lokalne problemy, podwyższając jakość życia mieszkańców – zapewniając im pracę oraz dostęp do wysokiej jakości usług publicznych. Wielką zaletą takiego podejścia jest urealnienie myślenia o teraźniejszości i przyszłości. Pozwala to aktywizować jądro rozwoju lokalnego, jednocześnie projektując rozsądnie jego skorupę.
dr Maciej Tarkowski – jest pracownikiem naukowym Instytutu Geografii Uniwersytetu Gdańskiego i Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, moderatorem sesji „Polska lokalna – jak się rozwijać?” na X Kongresie Obywatelskim
Piotr Zbieranek – jest pracownikiem naukowym w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową, członkiem zespołu Kongresu Obywatelskiego
***
Jakie wyzwania stoją przed Polską lokalną? Jak napędzić rozwój na obszarach pozametropolitarnych? Jak zatrzymać przed wyjazdem mieszkańców i uwolnić potencjał Polski lokalnej? W ramach sesji tematycznej „Polska lokalna – jak się rozwijać?” będziemy wspólnie poszukiwali różnych dróg rozwoju społecznego i gospodarczego dla lokalnych społeczności.
Sesja jest częścią X Kongresu Obywatelskiego pod hasłem „Polska jutra. Możemy być lepsi!”, który odbędzie się 7 listopada 2015 roku na Politechnice Warszawskiej. Więcej informacji: www.kongresobywatelski.pl
Zapraszamy do rejestracji na stronie: https://rejestracja.ibngr.pl/kongresobywatelski Wstęp wolny!
