Żeby nie trzymać Czytelników w napięciu, powiem od razu, że chodzi o Jarosława Gowina, człowieka z Krakowa, jedynego pewnego ministra w przyszłym rządzie pani premier z Brzeszcz. Dzisiaj rano, w Radiu Kraków, miał okazję szczerzej niż zazwyczaj w Warszawie, wypowiedzieć się w kilku sprawach.
Na pytanie dziennikarza o resort, który ma objąć (bo różnie się w różnych miejscach mówi), Gowin odpowiedział, że w sumie to raczej nie czuje się człowiekiem renesansu, ale kultura, nauka i wojskowość pasują mu jednako, da radę wszędzie.
Potem było jeszcze ciekawiej. Wścibski dziennikarz zaczął dopytywać się o przyspieszone wybory samorządowe. No i okazało się, że mowy nie ma o żadnym przyspieszeniu. No chyba, że powstaną nowe województwa, a w szczególności warszawskie, no to wtedy tak, wtedy wybory trzeba będzie przeprowadzić. Ale tylko na poziomie wojewódzkim!
Dla uzasadnienia swojej tezy Gowin posłużył się tajemniczym kryptonimem – 5 i 24. Po rozszyfrowaniu okazało się, że to wyniki wyborcze PSL-u: 24 – do samorządu, a 5 do parlamentu. Jak więc partia, która w ciągu roku utraciła 80% poparcia, może współdecydować o tak wielkiej, unijnej kasie? W domyśle - jak partia, która dopiero co rozbiła wyborczy bank, może do tej kasy nie mieć dostępu w ogóle?!
Tak naprawdę sprawa jednak nie jest śmieszna. Gdyby trzymać się logiki Gowina to Lech Kaczyński powinien przestać rządzić po 3 latach sprawowania urzędu, Wałęsa po 2, a Aleksander Kwaśniewski powinien zostać na trzecią kadencję. Gowin nie bierze pod uwagę tego, że siłowe korygowanie demokracji to kij, który ma dwa końce.
Ale na razie to Kali kradnie krowy…
