Ze wszystkich słów, myślę że "rozbawienie" najlepiej oddaje to, jak przyjąłem informację o kolejnym zwrocie Janusza Palikota. Z sondaży właśnie wyszło, że Polacy nie zachwycili się planem budowy fabryk i socjalizmu. Więc Janusz Palikot będzie teraz pomagał przedsiębiorcom. Moje rozbawienie nie bierze się z częstotliwości, z jaką Palikot zmienia zdanie. Raczej z odkrycia, że politykę uprawia mierząc opinie ludzi, tak jak źle wyposażony podróżnik kierunek wiatru. Poślinionym palcem.

REKLAMA

Byłem świadkiem momentu, w którym Palikot zdecydował, że chce budować fabryki (nie osobiście oczywiście, ale że państwo budować powinno). Nie był to 1 maja w Sali Kongresowej, ale 21 albo 22 marca w Dzierwanach na Suwalszczyźnie. Palikot dał tam wywiad do Newsweeka, w którym określił polityczną strategię Ruchu.

Powiedział więc po pierwsze, jakich ludzi musi zdobyć jego partia, by rosnąć w sondażach:

z tego wyciągnął wniosek, że koniec z antyklerykalizmem, bo "jest to strategia na 10% w wyborach", a on chce za trzy lata współrządzić. Wyszło mu, że nowych wyborców w Suwałkach, Szczecinku, Tomaszowie Mazowieckim, czy Wejherowie może zdobyć tylko odwołując się do PRL-owskich tęsknot. Powiedział więc mi:

wydawało się to nawet logiczne. Miasta, w których w latach 90-tych upadł przemysł, a w których silny jest sentyment do czasów bez bezrobocia, pracą w jednym miejscu przez całe życie i dobrym socjalem.

Ja akurat powątpiewałem, czy Janusz Palikot jest wiarygodny, by w takich miejscach zapowiadać powrót do Polski ludowej, on jednak przekonywał mnie:

Minęły zaledwie trzy tygodnie i Newsweek pisze, że strategia Palikota nie przyniosła rezultatu.

Słyszałem o tym sondażu już tydzień temu. Otóż bardzo szybko po kongresie w Sali Kongresowej wyszło Palikotowi w badaniu, że ludzie w miastach do 100 tysięcy mieszkańców wcale nie oczekują, że państwo będzie budowało fabryki i wracało do socjalizmu. Polacy w tych miastach okazali się znacznie mniej socjalistyczni niż Palikot podejrzewał. Okazali się wolnorynkowi. Oczywiście może być tak, że ludzie po prostu nie uwierzyli w obietnice Palikota. Jest przecież politykiem z najmniejszym społecznym zaufaniem. Z Ruchu Palikota słychać jednak, że lider źle ocenił elektorat.

Umówmy się, że kongres 1 maja był bardzo ważnym dla Ruchu Palikota wydarzeniem. Taki zjazd powinien każdej partii nadać program i dynamikę na wiele miesięcy. Jak świadczy o partii fakt, że dwa tygodnie po kongresie, okazuje się, że elektorat chce czegoś innego, program jest nietrafiony i porzuca się go, by iść w inną stronę? Świadczy, że partia jest bardzo naskórkowa i w sumie amatorska. Jej lider kieruje się wyczuciem, badając wiatry społecznych emocji poślinionym palcem. Z narzędzi badawczych preferuje uliczne badania XAA, broniąc ich wyników, choć są one raczej wyśmiewane.

Ostatnio Janusz Palikot wrócił do tematyki antyklerykalnej. Przybił w Krakowie akt apostazji. Kierując się logiką jego wywiadu dla Newsweeka: Pogodził się z tym, że Ruch będzie partią 10-12 procentową. Chyba, że Palikot stosuje taką start-upową strategię: Nie wydawać na badania rynku, próbować wielu rzeczy, być gotowym błyskawicznie zmieniać ludzi i strategię, a może w końcu wypali, może coś w końcu "zażre". Na razie wygląda to jednak tak, że Janusz Palikot utrzymując jeden brand nieustannie zmienia produkt. Tak jakby Save Up na przykład w jednym tygodniu pomagał w zakupach, w kolejnym był serwisem informacyjnym, w kolejnym aukcyjnym, w następnym pornostroną.