W grudniu 1952 roku w Londynie w wyniku tzw. Wielkiego Smogu w ciągu kilku dni zmarło 4 tys. osób. Kolejne 8 tys. zmarło później w wyniku chorób dróg oddechowych. Spowite chmurą toksycznych gazów i pyłów miasto było kompletnie sparaliżowane. Widoczność na ulicach była tak niska, że mieszkańcy musieli porzucić samochody, przestała także kursować komunikacja miejska. Szpitale były przepełnione, zabrakło miejsc w kostnicach, a nawet trumien.

REKLAMA

Po tym wydarzeniu Brytyjczycy całkowicie zmienili swoje myślenie o środowisku – uchwalono ustawy o czystym powietrzu, w Londynie wymuszono wymianę domowych pieców węglowych na gazowe, a także zlikwidowano opalane węglem elektrownie. Sytuacja w mieście do tej pory nieustannie nękanego problemem zanieczyszczenia powietrza uległa znacznej poprawie.

Podobny problem ma teraz wiele polskich miast. Dobrym przykładem jest Kraków, gdzie sytuacja jest szczególnie dramatyczna. W rankingu miast o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu, przygotowywanym przez Europejską Agencję Ochrony Środowiska, Kraków zajął trzecie miejsce w Unii Europejskiej. Normy zanieczyszczeń są w Krakowie przekroczone przez 150 dni w roku. Każdy Krakowianin wdycha codziennie taką ilość toksycznych substancji, jakby wypalał 7 papierosów. Krakowskie dzieci chorują na astmę oskrzelową prawie trzy razy częściej niż ich rówieśnicy z innych części kraju. Lista chorób, na jakie zapadają mieszkańcy Krakowa w wyniku oddychania trującym powietrzem, jest bardzo długa i zawiera takie pozycje jak przewlekła obturacyjna choroba płuc, nowotwory, choroby tchawicy, gardła i serca. Szacuje się, że w ciągu najbliższej zimy smog zabije 600 mieszkańców Krakowa.

Problem krakowskiego smogu to żadna nowość. Niestety, rządzący Krakowem od 13 lat Jacek Majchrowski niewiele robi, żeby sytuacja uległa poprawie. Jego bezczynność i krótkowzroczność mogą wkrótce doprowadzić do tragedii niewiele mniejszej od tej, jaka miała miejsce w Londynie. Miasto ciągle zbyt mało aktywnie zachęca mieszkańców do wymiany pieców węglowych na bardziej ekologiczne źródła ciepła. Proces wymiany przebiega ślamazarnie, a miejscy urzędnicy nie są nawet w stanie doliczyć się, ile palenisk węglowych jest w Krakowie – o ich wymianie nie mówiąc. Węglem, i to często bardzo słabej jakości, pali się wciąż nawet w budynkach należących do miasta – a przecież to właśnie spalanie węgla jest głównym źródłem zanieczyszczeń powietrza w Krakowie.

Niewiele lepiej jest jeśli chodzi o politykę transportową. Zamiast ograniczać ruch samochodów w wiecznie zakorkowanym centrum Krakowa, władze miasta wydają miliony złotych na budowę parkingów w tym rejonie. Powstał już (świecący pustkami) parking pod Muzeum Narodowym. Urzędnicy szukają teraz kolejnych milionów na budowę parkingu pod Placem Inwalidów, zamiast rozbudowywać sieć parkingów Park&Ride na obrzeżach miasta (można na nich zostawić samochód i przesiąść się na komunikację miejską). W tym roku miały zostać oddane do użytku dwa parkingi P&R, ale realizacja inwestycji się przesunie. Prezydent Majchrowski (który sam porusza się po mieście limuzyną z szoferem) jest tak archaiczny, że nie rozumie, że nowoczesna polityka transportowa polega na tworzeniu alternatywy dla ruchu samochodowego, np. poprzez budowę infrastruktury rowerowej czy rozwijanie transportu publicznego. Trudno się zatem dziwić, że w Krakowie nie przeznacza się na te cele wystarczających środków finansowych. Jeśli dołożyć do tego zabudowywanie i tak nielicznych skrawków zieleni miejskiej i blokowanie korytarzy przewietrzania Krakowa, to mamy pełen obraz fatalnego zarządzania miastem, które w końcu może doprowadzić do katastrofy na wzór tej londyńskiej.

Bardzo dużo do zrobienia w kwestii walki o czyste powietrze jest także na szczeblu krajowym – za zły stan powietrza odpowiedzialni są nie tylko samorządowcy. Wciąż brakuje rozporządzenia ministra gospodarki do ustawy o normach jakościowych dla węgla – póki co ustawa jest martwa, w skutek czego Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, w którym można palić nawet węglem najgorszej jakości, w tym zanieczyszczonymi siarką mułami i miałami węglowymi.

Tak więc lista zaniechań w sprawie smogu polskich polityków – ministrów, prezydentów miast – jest długa. Pytanie, czy w Krakowie lub w innym polskim mieście musi dojść do tragedii takiej jak w Londynie w grudniu 1952 roku żeby ci ludzie wreszcie otrząsnęli się, zrozumieli wagę problemu i zaczęli coś w tej sprawie robić.