
W zapatrzonej w siebie Europie łatwo zapomnieć, że istnieją zupełnie inne rynki sprzedaży samochodów, rządzące się odmiennymi prawami. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich nic nie stoi na przeszkodzie rejestracji samochodów amerykańskich, chińskich i zupełnie dziwnych. Na tegorocznym salonie samochodowym, co dziwne przy miejscowych cenach paliwa, nie brakuje też hybryd, które mieszkańcom ZEA są tak samo potrzebne, jak rybie rower.
Niewiele na tych targach pojazdów, które dla nas są prawdziwymi premierami, sporo jednak takich, których wcześniej nie widzieliśmy, albo takich, których z powodów homologacyjnych w Europie sprzedawać się nie da. Interesująca okazała się ofensywa produktowa marek koncernu FCA, czyli Chrysler, Dodge, Ram, Jeep, Fiat, Fiat Professional, Abarth i Alfa Romeo, Opel Astra z Gliwic na stoisku Opla, prototyp koncepcyjny Lincolna Continentala, tłumy przyciągał też Ken Block na stoisku Forda.
Oszałamiająco bogata była oferta chińskich producentów samochodów, w której łatwo się pogubić, a niektóre nazwy aut brzmią tak śmiesznie, że trudno nie parsknąć co chwilę. Widziałem też Veyrona ewidentnie naprawianego lokalnie, polakierowanego gorzej niż na podwórku u jakiegoś Janusza handlarza, przerażająco pozbawiony gustu tuning optyczny tudzież doładowane licznymi turbosprężarkami potwory terenowe do zabawy na pustyni.
Proponuje szybkie spojrzenie na najciekawsze moim zdaniem auta z tegorocznego salonu samochodowego w Dubaju.
