
Zajmuję się popularyzacją wiedzy - między innymi na tym blogu. Robię to tutaj nawet dość intensywnie, bo ten wpis ma już (w moim rejestrze) numer kolejny 123. Biorąc pod uwagę dwuletni zaledwie mój staż w charakterze "blogera" - wydaje się to być niezłym wynikiem. Ale pisanie na blogu zajmuje dużo czasu. Zwykle nad wpisem, który internauta czyta w ciągu dwóch lub trzech minut - ja pracuję dwa albo trzy dni. Oczywiście nie pracuję nad wpisem tyle czasu bez przerwy, ale wielokrotnie wracam do wpisu, doskonalę formę, dobieram ilustracje... To musi dość długo trwać, jeśli ma być zrobione solidnie. Tymczasem czasu mi wciąż brakuje, a mam tak wiele ciekawostek naukowych i technicznych do przekazania!
Dlatego jeśli tylko mam okazję - chętnie nagrywam felietony radiowe. Oczywiście taką radiową wypowiedź też trzeba przygotować. Temat trzeba przemyśleć, zrobić notatki, w czasie nagrania kontrolować czas wypowiedzi... Ale jednak jest to szybsza i wygodniejsza forma popularyzacji, niż te wpisy na blogu i niż felietony oraz opinie gazetowe, których też zresztą napisałem sporo, zwłaszcza w Gazecie Krakowskiej.
Ale radio - to jest właśnie to. Ma się do dyspozycji tylko słowa (nic nie da się przekazać obrazkiem czy wymownym gestem), a rozmiar wypowiedzi bez litości odmierza stoper. Na przykład nagrywając wypowiedzi nazywane szumnie "naukowymi felietonami" dla radia RMF Classic mam do dyspozycji tylko 2 minuty, w dodatku planowo precyzyjnie podzielone. Schemat polega na tym, że po wysłuchaniu pytania prowadzącego nagranie redaktora mam dokładnie 90 sekund na udzielenie wyczerpującej odpowiedzi. Potem redaktor zadaje dodatkowe pytanie, wydobywające jakiś ciekawostkowy aspekt rozważanego zagadnienia - i mam dokładnie 30 sekund na odpowiedź. Razem 120 sekund - i ani odrobinki więcej! Jeśli się rozgadam, to redaktor prowadzący audycję musi przed emisją ciąć na komputerze moją wypowiedź, usuwając z niej mniej potrzebne elementy (co mnie wręcz fizycznie boli!). Ja zostaję z okrojoną wypowiedzią, a w dodatku redaktor ma do mnie żal, bo mu dodaję pracy. Naprawdę, to nie jest łatwe!
Dodatkowo mówiąc do mikrofonu muszę pamiętać, że tam po drugiej stronie, przy odbiornikach radiowych, nie siedzą chwytający sprawy w lot koledzy naukowcy, do których często przemawiam na konferencjach, ani gorliwi studenci, którzy skupiają się na moim wykładzie. Tego, co mówię, słucha (między innymi): znudzony taksówkarz na postoju, kierowca TIRa w trasie, gospodyni domowa przygotowująca obiad, emeryt na ławce w parku, kasjerka w supermarkecie itp. I dla nich wszystkich to, co mówię, musi być zrozumiałe i ciekawe, bo jak nie - to przełączą stację.
Jak widać, felietony radiowe to nie są takie sobie swobodne wypowiedzi, jak na spacerze z kolegą czy na imieninach u cioci, ale ja je lubię!
Ogółem takich popularnonaukowych nagrań nagrałem setki (pierwsze z nich nagrywałem jeszcze w latach 70. w historycznej siedzibie Polskiego Radia przy ulicy Szlak w Krakowie, gdzie swoje słynne "Rewie Piosenek" nagrywał Lucjan Kydryński). Niestety większość z nich "poszła w eter" i nie pozostał po nich żaden ślad.
Od kilku lat rejestruję jednak moje nagrania radiowe cyfrowo i udostępniam je w internecie. Chętnych zapraszam do odwiedzenia wskazanej strony, jest tam sporo ciekawych (jak sądzę) nagrań. Jest też trochę nagrań wideo, bo zdarza mi się niekiedy występować także w telewizji, ale nagrania radiowe zdecydowanie dominują.
No dobrze, ale skąd tytuł dzisiejszego wpisu: Dno? Czy to jest może forma mojej samokrytycznej oceny poziomu tych wszystkich nagrań?
Nie, tytuł ten nawiązuje do wyemitowanej dzisiaj w południe audycji w Radiu Kraków, której anons widnieje na rysunku otwierającym ten wpis, a która dotyczyła właśnie dna oceanów. A dokładniej - tego, co na tym dnie można znaleźć - w sensie surowców mineralnych, których potrzebuje współczesna gospodarka, a których wydobywanie z dna morskiego może być bardziej opłacalne, niż pozyskiwanie za pomocą tradycyjnych metod górniczych na suchym lądzie. Audycja ta na szczęście nie musiała podlegać ograniczeniom do 120 sekund i udało mi się tam powiedzieć całkiem sporo ciekawych rzeczy: o tym, jakie skarby mineralne kryje dno oceanu, jak lokalizować podwodne złoża surowców i jak je wydobywać, a także o tym, dlaczego podwodne górnictwo nie podoba się ekologom. Wprawdzie o tym wszystkim "na żywo" była mowa dzisiaj w południe, ale odpowiednie nagranie jest też dostępne w internecie. Zapraszam Państwa do wysłuchania tej audycji tradycyjnym zawołaniem górniczym:
- Do dna!
