Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

„Psalmu stojących w kolejce” nie będzie. Naród dał władzę PiS, ale będzie mógł ją dopiero odebrać w wyborach demokratycznych. Oczywiście, jeśli będzie jeszcze co zbierać po demokracji.

REKLAMA

"Bądź jak kamień, stój, wytrzymaj, kiedyś te kamienie drgną i polecą jak lawina, przez noc, przez noc, przez noc". Ten swoisty protest song w wykonaniu Krystyny Prońko przeciwko władzom PZPR, będący częścią muzycznego wystawiania pt. "Kolęda Nocka" Ernesta Brylla zniknął z afiszów po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 roku. Dzisiaj w Sejmie nocą mają miejsce inne, przerażające działania. Media piszą o pogrzebie demokracji, zamachu stanu, dyktaturze. Co jakiś czas zbiera się pod Parlamentem góra sto osób, które protestują przeciwko samowolce politycznej PiS. Powstał nawet w sieci Komitet Obrony Demokracji, a przewodniczący SLD, Leszek Miller zaapelował o wyjście na ulice w obronie ustroju państwa.

Tylko ilu ludzi wyjdzie manifestować? W jaki sposób zmienią bieg wydarzeń? Czy partie opozycyjne mają taką siłę i wolę, żeby nakłonić swoich wyborców do strajków w obronie praworządności, ewidentnie dzisiaj pogwałcanej? Przecież gdyby większość polskiego społeczeństwa obchodziły sprawy związane z państwowością, miliony z nas po ostatnich wydarzeniach szłyby już w stronę Wiejskiej.

Po ponad 25 latach życia w wolnym kraju Polacy nie nabrali niestety nawyku chodzenia do wyborów. Jeśli nieco połowa z nas pójdzie już do urn, jest to okrzyknięte jako sukces i wysoka frekwencja. Najwidoczniej większość narodu kraju nad Wisłą nie jest zainteresowana kształtem demokracji, sprawnym trójpodziałem władzy czy wolnością mediów. A przecież przedwyborcze sondaże wyraźnie wskazywały zwycięzcę, który 10 lat temu pokazał do czego jest się w stanie posunąć. Nie bez kozery zostały tutaj przywołane słowa „Psalmu stojących w kolejce”. W czasach PRL narodowe rewolucje i zrywy społeczne wybuchały, kiedy na półkach był sam ocet, a ludzie byli zmęczeni staniem w tych kolejkach. To nam dzisiaj nie grozi, więc nie łudźmy się, że „te kamienie drgną” w postaci milionowych protestów społecznych. Pisanie prawa na kolanie, przejęcie Trybunału Konstytucyjnego, stojącego na straży ustawy zasadniczej, czyli Konstytucji RP, roszady w resortach siłowych, specsłużbach czy w Ministerstwie Sprawiedliwości, to elementy odwetu PiS skierowanego przeciwko elitom PO, biznesmenom oraz lobbystom, którzy zamieszani są w rzekomy spisek kelnerów ze wschodnim akcentem. Jeśli ofiarą tych rozgrywek nie stanie się, obrywając rykoszetem przeciętny Kowalski, to ulice będą zapełnione, ale tylko przez samochodowe korki.

Tymczasem PIS szybko zapomniało o pokaźnym pakiecie dla najuboższych i z konserwatywnej partii prawicowej o skrajnie socjalnym oraz lewicowym programie wyborczym stało się tym samym PiS-em sprzed dekady. Wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki przedstawił w "Rzeczpospolitej" własną interpretację programu gospodarczego Prawa i Sprawiedliwości, nie pozostawiając elektoratowi roszczeniowemu wątpliwości. Obiecane w kampanii wyborczej ustawy - zasiłki na dzieci, wyższa kwota wolna od podatku PIT, niższy wiek emerytalny - zostaną szybko przygotowane, ale w życie będą wprowadzane, w miarę jak budżet państwa będzie je w stanie sfinansować. A kiedy będzie, to dopiero zobaczymy – powiedział Morawiecki.

Widać, że Jarosława Kaczyńskiego nie obchodzą już „topniejące” słupki powyborcze o tych, którzy czekali na pracę, płacę i wcześniejszą emeryturę. A to właśnie młodzi ludzie, wierzący w te deklaracje przeważyli szalę miażdżącego zwycięstwa PiS nad rywalami. Niemożność zrealizowania obietnic zrzucana jest na ośmioletnie rządy PO i PSL. Ale czy jeśli ktoś nie dostanie 500 zł na każde dziecko, pójdzie się o to upomnieć? Nie. Napisze o tym na Facebooku. Będzie zawiedziony, zły. Powie – nie zagłosuje już na nich! Nie wstanie jednak nawet z kanapy, ponieważ nikt mu tych 500 zł nie zabrał. Tak czy inaczej „być jak kamień, stać wytrzymać” jest trudno i będzie jeszcze trudniej, więc każda forma wyrazu buntu, niezadowolenia z władzy, we własnych środowiskach, w sieci, będzie sygnałem, że nie ma naszej zgody na dyktaturę, a rządzący stracili zaufanie społeczne, mimo sprawowania otrzymanych miesiąc temu mandatów. Prezes PiS za to błyskawicznie realizuje krok po kroku długo wcześniej opracowaną strategię przejmowania władzy na wszystkich linach frontu. A pomaga mu w tym Paweł Kukiz, który paradoksalnie dotrzymuje danego wyborcom słowa – obala system.

Powróciła jak bumerang sprawa smoleńska. Politycy partii rządzącej zrzucili maski szybciej, niż wszyscy się tego spodziewali. PiS ma Polaków i Polskę w szachu. Sytuacja jest wręcz patowa. Na pucz dokonany przez opozycję, naród, czy środowiska poza sejmowe nie ma co liczyć, choćby dlatego, że byłoby to poparciem strategii PiS i ich działań na szkodę demokracji. Teraz rolą opozycji powinny być stanowcze protesty, powinni nie mówić, lecz wręcz wydzierać się. Ale opozycja jest rozbita. Platforma Obywatelska zajęta jest rozgrywkami wewnątrz swojego obozu. Petru z kolei ostro krytykuje PO, która lekceważy „nocne zmiany”. Nowoczesna to zręcznie wykorzystuje, kreując się na jedyną obrończynię demokracji, windując sobie sondaże. Natomiast posłowie PSL błądzą po sejmowych korytarzach, jak dzieci we mgle.

W tej iście kuriozalnej i niezwykle niebezpiecznej sytuacji na polskiej scenie politycznej, której pokłosiem już jest kreowanie rzeczywistości na swoje żądanie ponad prawem, zamykanie się na Unię Europejską, ma szansę, kto wie czy niepowtarzalną, narodzenie się nowej lewicy. Nie odrodzenie, bo ta odradzała się już wiele razy, ale powstanie nowej jakości. Lewicy wyraźnie określonej światopoglądowo i programowo. Bez radykalnych krzykaczy z populistycznym zacięciem. Lewicy demokratycznej, która w Polsce katolickiej wyjaśni, że nie zamierza nikomu narzucać w kogo wierzyć i jak żyć. Nie będzie antyklerykalna. Będzie jedynie chciała państwa świeckiego bez udziału kościoła w polityce. Wytłumaczy Polakom, że nie tylko konserwatywna prawica ma monopol na epatowanie patriotyzmem, wartościami kulturowymi, narodowymi oraz wiarą w Boga. Nowa lewicowa jakość otwarta, bez kompleksów, z perspektywami, potencjałem, czyli na tym polu biegunowo, różniąca się od PiS, ma dzisiaj otwartą drogę, żeby zaoferować prawdziwy program socjalny i rozwojowy gospodarczo. Jeśli politycy, do których zwrócił się Włodzimierz Cimoszewicz, mówiąc, żeby dali teraz szansę młodemu pokoleniu, nie stając mu na drodze, wezmą sobie te słowa do serca, nowa lewica jest w stanie zdobyć stabilny, mocny elektorat i ma szansę zasiąść w ławach sejmowych, stanowiąc przeciwwagę dla zaściankowej, ksenofobicznej prawicy.

Pamiętajmy, że PiS nie rządzi samo. Są tam jeszcze Zbigniew Ziobro, Jacek Kurski i Jarosław Gowin – „nawróceni” koalicjanci, wiedzący doskonale, że pełnego zaufania prezesa już nie odzyskają. Są jedynie częścią układanki politycznej w ataku odwetowym na PO, gdzie nie ma miejsca na nieposłuszeństwo i odmowę wykonywania rozkazów. Doskonale pamiętają, jak skończyły Liga Polskich Rodzin i Samoobrona RP. A ma im o tym przypominać szef, już nie tylko CBA, ale dodatkowo ABW i AW, „reżyser” afery gruntowej, po której w 2007 roku doszło do wyborów na półmetku kadencji, Mariusz Kamiński. Jeszcze niewinny, bo nie skazany prawomocnym wyrokiem, a już ułaskawiony przez prezydenta Dudę. O ile wicepremier Gowin słynie jedynie z „wędrówek” między PO i PiS, to tych dwóch pozostałych wymienionych polityków nie można zaliczyć do typów pokornych. I jeśli ktoś mówi dzisiaj, że to wszystko upadnie nim powstało, to światełko w tunelu tli się właśnie w ostatnim akapicie tego artykułu…