REKLAMA

Demokracja jest zagrożona, to nie ulega już żadnej wątpliwości. Jest zagrożona przez arogancką żądną absolutnej niekontrolowanej władzy, pełną pychy i bezczelności partię, która uzyskała w ostatnich wyborach 19% głosów uprawnionych do głosowania i na tej podstawie chce narzucić Polsce swoje rządy, swoich ludzi, swoją pogardę dla prawdy, przyzwoitości, demokracji, wszystkiego, co jest inne i różne. Chce kontrolować absolutnie wszystkie obszary życia publicznego i, na ile to w ogóle możliwe, prywatnego i robi to w sposób urągający zasadom przyzwoitości. Ta partia, kierowana przez zakompleksiałego załganego pieniacza, demagoga i awanturnika, człowieka o miernej umysłowości i takich samych zasługach dla Polski, została wyniesiona na skutek okoliczności i błędów przeciwników, a przede wszystkim cynicznych kłamstw i obietnic, do władzy i znaczenia. Takie sytuacje w Europie zdarzały się w XX wieku wielokrotnie i zawsze kończyły się tragicznie. Polski nie stać dziś na jakąkolwiek dyktaturę, a do dyktatury prowadzi proklamowana doktryna, że od prawa ważniejsze jest "dobro narodu" - "nad prawem jest dobro narodu. Jeżeli prawo to dobro zaburza, to nie wolno nam uważać tego za coś, czego nie możemy naruszyć. Prawo, które nie służy narodowi, to jest bezprawie". Te haniebne słowa, które niczym nie różnią się od leninowskiego hasła, że partii komunistycznej wszystko wolno oraz od twierdzeń o prawniczym idiotyzmie i triumfie woli innego dyktatora, który sam proklamował się źródłem prawa zostaną zapamiętane. Zostały one poparte przez pisowskiego marszałka żałosnego w swojej stronniczości i przywitane owacją przez bezmyślnych w swoim opętaniu posłów, w tym także politycznych chuliganów zapisujących właśnie jeden z najczarniejszych rozdziałów polskiego parlamentaryzmu.

Minęło niewiele ponad 25 lat od odbudowania wolności, niepodległości i demokracji i wolność oraz demokracja są usuwane z polskiej przestrzeni publicznej. Nad krajem zapada noc koszmarnej ponurej autorytarnej dyktatury. Autorytaryzm to podporządkowanie całego życia jednemu ośrodkowi i z reguły też jednemu człowiekowi. Dziś takim człowiekiem jest pełen samouwielbienia i pychy Jarosław Kaczyński. Już ustami swoich lizusów, a także osobiście, zapowiedział likwidację wolności mediów i opanowanie samorządów, pełzająca pisowska recydywa właśnie rozpoczyna swoje przerzuty na jeszcze niezainfekowane obszary Polski.

Zasadniczym pytaniem jest - czy demokracja potrafi się obronić. Spełnia się najczarniejszy sen, że Polacy, tak jak w przeszłości, sami pozbawią się wolności. Obcy najazd okazuje się do tego niepotrzebny, albo nadejdzie później, gdy nacjonaliści i populiści wyprowadzą nasz kraj z Unii i skompromitują tak, że nikt nie wystąpi w obronie pogardzanej Polski. To jest ostateczny koniec drogi, na którą wkroczyła pisowska klika. Gdy odzyskiwaliśmy wolność, gdy odbudowywaliśmy demokrację po 45 latach dyktatury wydawało się, że nic, ani nikt już nam tej wolności nie odbierze, że po doświadczeniach Polski Ludowej potrafimy zabezpieczyć demokratyczne mechanizmy sprawowania władzy. Ale, gdy w warunkach wolności wyrosło nowe pokolenie, dla którego wolność i demokracja to oczywistości jak woda i powietrze okazuje się, że o wolność znów trzeba walczyć. Dziś bowiem te mechanizmy są brutalnie niszczone, Trybunał Konstytucyjny jest gwarantem tego, że większość nie pozbawi praw mniejszości, że niemożliwa jest powtórka z jakiejś nowej wersji ustaw norymberskich, które przecież także uchwalone większością głosów przez demokratycznie wybraną parlamentarną większość, że nie wrócą reżimowe media i wyrzucanie z pracy za polityczne poglądy. Ten Trybunał jest podporządkowywany jednej partii politycznej, a ściślej p. Kaczyńskiemu. Nikt tego nawet nie ukrywa, bo tylko p. Kaczyński reprezentuje w mniemaniu swoim i jego lizusów rzeczywisty interes narodu.

Dla wszystkich ludzi, organizacji, instytucji, partii politycznych (z wyjątkiem oczywiście zwolenników dyktatury i różnego typu politycznych i zwykłych lumpów) konieczna jest mobilizacja i przygotowywanie się do ulicznych protestów, do walki o wolność. Walki przeciwko rosnącej w siłę dyktaturze, autorytarnemu reżimowi. Nie czas na spory wewnętrzne, które skutecznie sparaliżowały demokratyczną opozycję na Węgrzech. Bojkot (także obrad sejmowych) jest jednym z istotnych elementów tej walki. Dlatego absurdalne są pretensje do posłów, którzy w geście sprzeciwu opuszczają salę obrad. Czeka nas z pewnością bojkot reżimowej telewizji tak jak w stanie wojennym i bojkot reżimowych obchodów, między innymi smoleńskiej bredni, propagandowych spektakli p. Dudy, pomników tych, co "polegli w zamachu", reżimowych gazet, być może noszenie oporników i popieranie niezależnych inicjatyw, jak wtedy, gdy walczyłem z dyktaturą. Nie warto sprawiać pisowskim aparatczykom satysfakcji i atakować się wzajemnie, jak czynią to niektórzy politycy w PO, którzy myślą chyba mniej więcej tak - jak zdobędziemy władzę w partii, to wszystko naprawimy - może już nie być czego naprawiać? I jak czynią ci, którzy popierają, nie wiem z nudów, czy z braku politycznego wyczucia, pana Petru przeciwko PO. Sytuacja jest tak zła, że należy zapomnieć, że to panu Petru Kaczyński zawdzięcza między innymi swoje rządy, ale to dziś nieważne. Wróg jest gdzie indziej. Jedno nie ulega wątpliwości - na razie walka z reżimem Kaczyńskiego jest znacznie przyjemniejsza niż walka z komunizmem i z pewnością będzie trwała znacznie krócej. Wówczas nie wierzyłem, że doczekamy Wolnej Polski, dziś mimo upływu lat wydaje się to jednak bardzo prawdopodobne.