Dwie nastolatki, może już z dowodem osobistym, wrzuciły do neta filmik bekowy, w którym chwalą się, że uprawiały grupowy seks z członkami zespołu hip-hopowego Rea Sremmund tuż po ich koncercie. Teraz spada na nie hejt z każdej strony, za chwilę włączy się w to szkoła (jeśli jeszcze chodzą do szkoły), może rodzice (tu nie byłbym taki pewien) i zostaną podjęte kroki „wychowawcze”. Na razie, póki co, jedna z dziewczyn ma wymarzony fejm na skalę ogólnopolską. Jest szczęśliwa. Brawo! Ale to złudna radość, nastolatki poniosą konsekwencje, ważniejsze jednak, by zrozumiały niestosowność sytuacji. Ku przestrodze nastolatków i ich rodziców.

REKLAMA

Cytat za Pudelkiem (nie załączę filmiku ani zdjęć dziewczyn - nie wrzucam treści naruszających prywatność, nie chcę te z im dodawać fejmu) (źródło cytatu):

Wczoraj wydarzyła się pewna sytuacja po wyjściu z klubu Proxima. Ja i Zuzia totalnie najebane podeszłyśmy pod autokar Rae Sremmurd. (...) Ludzie zaczęli na nas krzyczeć, że mamy wejść do tego autokaru. Na samym wejściu ochroniarz kazał nam się rozebrać. Musiałyśmy zostać w samej bieliźnie. Musiałyśmy oddać wszystko.

Zabawa była zajebista. Jesteśmy całe poobijane i mamy mnóstwo siniaków. Obczajcie moich nowych znajomych na Facebooku. Możecie wierzyć lub nie, ale serio zajebiście mnie wyr*****. Gdy po paru upojnych godzinach wyszłyśmy z autokaru ludzie bili nam brawo. Ja jestem z ciebie dumna.

Dalej jest tylko ostrzej.

Czy filmik mnie szokuje? Tak, mimo że śledząc popkulturę młodzieżową od wielu, wielu lat, widziałem już podobne – zarzyganych nastolatków, skąpo ubranych, stymulujących akty seksualne, pozujących na tle grobów albo z akcesoriami dla dorosłych. Widziałem też zdjęcia roznegliżowanych nastolatków, które wyciekły ze Snapchata i trafiły na fanpejdże oraz strony bekowe. Pisałem też o tym w artykule „Seksting. Tylko nikomu nie pokazuj moich zdjęć” („Problemy Opiekuńczuńczo-Wychowawcze, nr 5/2015). Oglądałem także „Warsaw Shore”.

Głupota – tak można skomentować filmik, którą my sami jako nastolatki w latach 90. XX wieku również odstawialiśmy, tylko tyle, że mogliśmy się nagrać co najwyżej na kasatę magnetofonową (i tak robiliśmy przecież) na „jamniku”. Ale w moim otoczeniu licealnym były wszystkie zjawiska, które teraz wielce szokują rodziców nastolatków: seks, narkotyki, imprezy, alkohol i lans ubraniowy. Zwłaszcza wśród dzieci z dobrych domów, bo na używki trzeba było mieć pieniądze.

Zmieniły się czasy, więc to co szokuje najbardziej, to możliwość podglądania każdego o każdej porze dnia i nocy. Do tego dochodzą portale społecznościowe, które generują pokolenie celebrytów 2.0. Już nawet nie tyle „znanych z tego, że są znani” – bo to już jest jakieś osiągnięcie, tylko znanych z Instagrama czy Snapchata. Po prostu. Każdy może mieć swoje pięć minut. W tej całej sytuacji to jest właśnie najgorsze: ogromna chęć zaistnienia z jednej strony i ułatwione możliwości do tego (wystarczy smartfon), ale także żerowanie portali i mediów (najczęściej fanpejdży) na takich nastolatkach i udostępnianie dla beki filmików. Najczęściej do tego z jakąś moralizatorską puentą i to taką, by generowała kolejne hejty, które przekładają się na klikalność. Dlaczego sprawie nadał rozgłos „Pudelek”, który pisze o celebrytach, a nie o anonimowych nastolatkach? Dla klikalności. Hajs musi się zgadzać, a łatwo wygenerować emocje na głupocie nastolatków.

Z perspektywy dorosłych To jest dramat tych nastolatek. Nie tylko bohaterek nieszczęsnego materiału, ale w zasadzie większości. Bo treść filmiku można pominąć milczeniem, za chwilę pojawi się inny z nową „gwiazdą” dnia. Może będzie nią twoje dziecko, które wpadnie na inny genialny pomysł zaszkodzenia sobie. Ważne jest, jak na niego reagować z pozycji osoby dorosłej – co ważne tutaj – zareagować trzeba i to jak najszybciej.

Po pierwsze – wyłączyć media społecznościowe, skasować aplikacje – wszystkie (o ile rodzice wiedzą, z jakich korzysta: Facebook, Instagram, Ask.fm, Snapchat, Periscope, YouTube... – to najpopularniejsze, ale należy usunąć wszystkie). Im mniej się udziela dziecko w sieci po takim wydarzeniu, tym lepiej. Zabrać smartfon, zostawić telefon bez dostępu do Internetu (choć przecież dostęp uzyska wszędzie). W miarę możliwości można postarać się usunąć filmik, pisząc do administracji portali i fanpejdży, ale będzie to trudne. Przydałaby się także rozmowa wychowawcza i uświadomienie latorośli, że takie filmiki zwyczajnie szkodzą osobie je nagrywającej, bo nie jest to żaden fejm ani beka, ale powód do wstydu, którego konsekwencje mogą być widoczne nawet po latach. Wstyd ten przenosi się także na rodziców, na szkołę, znajomych, otoczenie. Bez krzyków i nerwów, choć nie będzie to łatwe. Co potem? Przeczekać – za dwa dni internet będzie żył innym wydarzeniem.

W dniu, w którym komentuje to wydarzenie, ma miejsce finał programu „Top Model”, w którym młodzi i piękni walczą o ten zaszczytny tytuł i dostęp do wielkiego świata mody. Miliony nastolatek będzie ślęczało przed telewizorami i kibicowało swoim faworytów, część pewnie wyśle smsy w głosowaniu. Wszystko podszyte glamourem, blichtrem, wielkimi nazwiskami, odnoszącymi w świecie sukcesy jurorami, aurą blasku. Pod tym płaszczykiem pojawia się krytyka wyglądu, osobowości, zachowań, ale także promowanie wyglądu nieosiągalnego dla 99%, szczucie łatwą sławą, kreowanie złudnych wzorców, że każdy może być „tap madl” oraz zgoda na bycie obiektem kąśliwych uwag, którę są formułowane dla „dobra” uczestników. O przekraczaniu granic intymności, dobrego smaku oraz nietykalności cielesnej nie wspominając (bo przecież to taki zawód). Media także są odpowiedzialne za kreowanie wzorców zachowań nastolatków i wywierają presję w sposób zawoalowany. A pod szyldem glamouru w wielkiej stacji telewizyjnej przecież wolno więcej. Zresztą w tej samej stacji w paśmie śniadaniowym będą debatować mądre głowy na temat „szokujących” zachowań nastolatek w sieci. Oczywiście „ku przestrodze”.

A na pytanie: „gdzie byli rodzice tych nastolatek?” - niech odpowiedzą rodzice, gdzie są teraz w życiu swoich dzieci. Być może wspólnie przed telewizorem, ekscytując się finałem „Top Model”