
Bohaterem dzisiejszej rozmowy jest Łukasz, na co dzień studiuje informatykę i pracuje w informatycznej firmie. Jego o hobby to sport, a szczególnie Judo, muzyka w rokowym lub metalowym wydaniu oraz wszystko, co związane z matematyką i informatyką. Tylko z pozoru umysł ścisły, skoncentrowany na swoim życiowym celu, jakim jest własna wielka firma informatyczna. W rzeczywistości to chłopak, któremu bliższy niż procesory komputerowe jest zwykły człowiek.
DKMS Polska: Łukaszu dziś masz 24 lata, a zarejestrowałeś się jakieś 5 lat temu i po kilku latach okazało się, że twój genetyczny bliźniak, mieszkający w Hiszpanii, potrzebuje twej pomocy. Czy pamiętasz dziś ten impuls, który uruchomił u ciebie proces zastanawiania się nad sensem rejestracji?
Łukasz Butryn: Pamiętam dobrze. Kiedy byłem na przełomie gimnazjum i liceum moja przyjaciółka zachorowała na białaczkę. Chciałem się natychmiast zarejestrować, bo bardzo chciałem pomóc, ale niestety nie mogłem w tamtym czasie. Co gorsze, dla mojej przyjaciółki nie znaleziono dawcy i umarła. To wydarzenie spowodowało, że kiedy tylko mogłem się zarejestrować, to zrobiłem to i stało się to na jednej z akcji organizowanych w moim gimnazjum. Te akcje są w moim gimnazjum organizowane rokrocznie od śmieci Izy.
DKMS Polska: Czy miałeś jakieś refleksje po rejestracji? Wiedziałeś jak małe jest prawdopodobieństwo tego, że zostaniesz dawcą faktycznym?
Łukasz: Na samym początku było sporo rozmyślań, o tym że może komuś pomogę i że to będzie super. Jednak właściwie moje życie w ogóle się nie zmieniło. Bardzo szybko zapomniałem o tym i wcale się nie zastanawiałem czy będę jednym z tych nielicznych dawców faktycznych, czy pozostanę tylko na liście oczekujących.
DKMS Polska: I kiedy przyszło zaskoczenie? W jakich okolicznościach dowiedziałeś się że masz bliźniaka genetycznego, któremu możesz pomóc?
Łukasz B: Po około 3 latach od zarejestrowania. Byłem na wakacjach i zupełnie przypadkowo odebrałem email od DKMS'u, w którym było info, że potencjalnie sparowano mnie z jakimś biorcą. Przeszło mi przez myśl, że to może jakieś nieporozumienie, więc natychmiast zadzwoniłem do fundacji, uprzedzając ich telefon. Dowiedziałem się, że to nie jest błąd i rzeczywiście będę miał szansę komuś pomóc.
DKMS Polska: A w dniu, gdy wybierałeś się na pobranie komórek macierzystych, czy miałeś jakieś wątpliwości?
Łukasz B: Ciągle byłem pod wrażeniem tego wielkiego zaskoczenia, jakie na mnie spadło wraz z e-mailem od fundacji. Bo przecież, po 3 latach nie było opcji bym o tym, że się zarejestrowałem, pamiętał tak na co dzień. Oczywiście czułem też radość, a jednocześnie stres, bo jednak od tego momentu czułem, że całkiem sporo zależy ode mnie. Jeśli chodzi o sam dzień pobrania, to właściwie głównym uczuciem była adrenalina, podekscytowanie, chociaż również trochę się stresowałem.
DKMS Polska: A czy podczas pobrania stres trochę odpuścił, czy wręcz odwrotnie?
Łukasz B: Właściwie poziom adrenaliny był tak wysoki, że całość trwała w mojej głowie jakieś minuty. Było naprawdę świetnie, bo byłem razem z moją dziewczyną a ludzie w klinice pobrań byli mega pozytywni i pomocni. No może poza momentem, w którym zachciało mi się skorzystać z toalety :) Wtedy było to stresujące i trudne logistyczne, ale jednak o wiele prostsze i zabawniejsze niż u koleżanki, która siedziała obok.
DKMS Polska: Po pobraniu dowiedziałeś się, że twój bliźniak genetyczny jest Hiszpanem, czy to miało dla Ciebie jakieś znaczenie?
Łukasz B: Absolutnie żadnego. Cieszyłbym się mogąc pomóc każdemu bez względu na to jakiej jest narodowości, jakiej płci, czy nawet jakiego wyznania. Tu przecież chodzi o najwyższą wartość, o życie ludzkie. Jedyne co mnie zasmuciło to, to że ze względu na obowiązujące w Hiszpanii przepisy prawa transplantacyjnego nigdy nie będzie nam dane się poznać. A przeciąż ciekawość ludzka jak wygląda, ktoś kto jest twoim bliźniakiem genetycznym jest zrozumiała. Wiem natomiast, że udało mi się go uratować, bo już minęły dwa lata od przeszczepienia i mój bliźniak czuje się dobrze. W ogóle uważam, że ta cała idea dawstwa to super sprawa. Szczególnie gdy pomyśleć, że ludzie z całego świata pomagają sobie nawzajem, zupełnie bezinteresownie. Cieszę się, że mogłem w tym wszystkim uczestniczyć.
DKMS Polska: Wybiegając w przyszłość…czy zastanawiałeś się, co zrobisz z pierwszym milionem, jaki zarobi Twoja własna firma informatyczna?
Łukasz B: Oczywiście (śmiech)! Otworzę własny pub gdzie będą mogli spotykać się ze sobą wszyscy faktyczni dawcy. I oczywiście założę jakąś fundację. Jeszcze nie wiem jakie będą jej cele statutowe, ale z pewnością tak potrzebne jak te, które realizuje Fundacja DKMS Polska.
DKMS Polska: Podobno marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia samemu. Bądź więc urzeczywistnieniem tego powiedzenia. Dziękuję za wywiad i życzę Ci powodzenia.
