
Ludzie w najbardziej rozwiniętych państwach świata cenią i stosują demokrację nie dlatego, że są naiwni, ale dlatego, że demokracja zapewnia ich państwom największą siłę i stabilność. Kto gwałci demokrację swojego kraju, ten osłabia swój kraj...
Swej siły dowiodła demokracja już u zarania. Starożytne Ateny były tak potężne, że stały się bazą dla całej cywilizacji europejskiej. W jakimś sensie można stwierdzić, że zarówno nowojorczycy jak i paryżanie są kontynuatorami starożytnej greckiej demokracji. Demokracja zapewnia naszej cywilizacji wykorzystanie ogromu potencjału ludzkiego. Każdy zdolny człowiek ma u nas prawo budować nasz świat. Nie ma "źle urodzonych" czy "wrogów Jedynego Przywódcy". Bez narastającej demokracji nie byłby możliwy lawinowy rozwój techniki, wynalazczości i przemysłu. Rewolucja przemysłowo - naukowa, która zmieniła cały świat, która przedłużyła ludzkie życie i wyrwała większość ludzkości z nędzy i plemienno - klanowej ciemnoty, nie byłaby możliwa bez dopuszczenia do głosu zwykłych obywateli, odważnych i przedsiębiorczych, mających szansę zaistnieć bez względu na urodzenie i poparcie, lub brak poparcia dla elit politycznych swoich krajów. Nic zatem dziwnego, że największej rewolucji w dziejach ludzkości przewodzili wpierw Brytyjczycy, później zaś Amerykanie. Drugie skrzypce grali Francuzi zepchnięci na drugi plan przez restaurację władzy monarchy po Rewolucji i Wojnach Napoleońskich, oraz Niemcy, którzy byli pilnymi uczniami nowoczesności, lecz zapomnieli o demokracji właśnie, co dało znać o sobie w niepotrzebnie militarystycznych procesie jednoczenia Niemiec, jak i w tragicznej i destrukcyjnej eksplozji II Wojny Światowej.
Niemcy pokazali też światu, że demokracja może zjeść samą siebie. Hitler doszedł do władzy drogą parlamentarno - demokratyczną, dopiero potem zaczął niszczyć mechanizmy demokracji w swoim kraju, po czym wykluczać i mordować "nie swoich" obywateli - Żydów, opozycjonistów, rywali... Jednocześnie Hitler pokazał, iż każdy dyktator roztrzaska się o twardy mur demokracji - jeśli nie u siebie, to na zewnątrz. Hitlera zmiażdżyły trzy mocarstwa - USA, UK i ZSRR. ZSRR nie miałoby czym walczyć, gdyby nie pomoc USA, po wojnie Stalin poszerzył swoją zdecydowanie niedemokratyczną strefę wpływów, ale Sowieci na dłuższą metę nie mieli żadnych szans z demokratyczną i pluralistyczną Ameryką.
Demokracje często powoli, bardzo powoli zbierają siły i przechodzą do działania. Opinia ludu jest w nich ostatecznym autorytetem, zaś lud przekonać ciężko, zwłaszcza gdy w grę wchodzą osobiste wyrzeczenia i poświęcenia. Gdy jednak lud przechodzi do akcji mając pod sobą państwo o rozhulanym biznesie, produkcji i innowacyjności, armie wrogich tyranów okazują się biedne, pozbawione sprzętu, zdemoralizowane i walczące dla pustych i niezrozumiałych sloganów.
Polacy wybrali demokratycznie PiS. Jednakże coraz więcej znaków na niebie i ziemi pokazuje, iż PiS chce siłowo zmienić reguły demokratycznej gry. Na pierwszy ogień idzie Trybunał Konstytucyjny, atak na niego przebiega wręcz w oszałamiającym tempie. Drugim celem jest na pewno konstytucja. Ale nawet jakby PiSowi udało się zmienić konstytucję pod siebie i bez żadnych hamulców wobec pragnienia niezbywalnej władzy, to PiS i tak przegra z demokracją. Jedyny problem, to ewentualna ilość ofiar, jakie będą musieli ponieść Polacy.
Zgodnie z obecną logiką i retoryką, PiS może dalej wykorzystywać swoją mocną przewagę w parlamencie w sposób niezgodny z mechanizmami państwa. Przykładowo - może zechcieć usunąć opozycję z sejmu, tak aby sejm "był tylko fajny". Taki tylko fajny dla władzy sejm mieliśmy w PZPR. PiS może zmienić konstytucję bez referendum narodowego, bo opanuje Trybunał Konstytucyjny, który nie przeciwstawi się temu (jak w normalnych warunkach powinien). Później PiS może wpisać do konstytucji prawo o usuwaniu posłów i senatorów z parlamentu przez większość (oczywiście to absurd, ale z posłusznym pisowskim TK możliwy...). I proszę bardzo - PiS będzie sobie usuwał opozycję ze "swojego" parlamentu. Może też PiS ograniczyć władzą parlamentu na rzecz prezydenta, lub mianowanego przez prezydenta i parlament przywódcy narodu. Z podporządkowaniem sobie TK i ze zmianami konstytucji bez referendum ją zatwierdzającego wszystko jest możliwe, wszystko się może zdarzyć... Choć oczywiście mam nadzieję, że PiS nie pójdzie tą drogą, bo wśród tylu posłów i posłanek musi być trochę osób konserwatywnych, ale też godnych i przyzwoitych. Mam też nadzieję, że Kukiz'15 będzie jednak bronił idei referendum konstytucyjnego.
Ale nawet jeśli PiS zrealizuje najgorszy dla demokracji scenariusz, to czy pokona demokrację? Oczywiście nie - co najwyżej zatrzyma rozwój społeczny, kulturalny i polityczny Polski na ileś lat. Mam zatem nadzieję, że PiSowcy zatrzymają się w siłowym zmienianiu reguł demokracji w naszym kraju i zaczną rządzić w obrębie przysługujących im praw i obowiązków. Choć jestem ich zaangażowanym krytykiem, to mają kilka conajmniej sensownych pomysłów (obok tych mniej moim zdaniem ciekawych) - jeśli je zrealizują, zapiszą się w naszej historii pracą, a nie gwałtem. Czego im i sobie życzę!
