
Na początku było trzęsienie ziemi, teraz dopiero rośnie napięcie. Ten chwyt grania na emocjach widza stosowany przez Hitchcocka w filmach, chyba nie do końca świadomie wdraża w życie Jarosław Kaczyński. Tylko życie to nie film, a "PiSkrieg" w Polsce dzieje się naprawdę.
REKLAMA
I nie chodzi tutaj tylko o wybór sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Po wczorajszych demonstracjach przed Sejmem emocje społeczne będą podnosiły się wraz z rosnącym napięciem przewidzianym w scenariuszu prezesa. A wtedy otwartą wojnę władzy wypowiedzą Polacy. Nałoży się na to nie tylko zamach na wolność, ale również niespełniane obietnice wyborcze. Jeśli dojdzie do rozruchów społecznych i pojawi się gaz na ulicach, Polaków już nic nie powstrzyma.
Obecnie pod budynkiem Trybunału Konstytucyjnego protestują ci, którzy skandują – "Chcemy konstytucji, nie rewolucji" oraz zwolennicy PiS, wznoszący na transparentach - „Ratujmy Polskę”. Jeśli do stolicy ruszą inni niezadowoleni, poparci przez opozycję poza sejmową, autorytety, środowiska inteligenckie, grupy lokalne oraz związki zawodowe, będzie gorąco. Póki co demonstrujący otoczeni są przez kordony policji. Ale kiedy padnie chociaż jeden strzał, nawet z gumowej kuli, rzucone zostaną race z gazem w tłum, w Polakach obudzą się historyczne demony przeszłości. A wtedy wystarczy tylko jedna iskra zapalna.
Nie będziemy stosować polityki odwetowej. Będziemy konstruktywnie współpracować z opozycją dla dobra Polski – mówił kilka dni przed wyborami Jarosław Kaczyński.
Nie trzeba było nawet jednego komentarza dziennikarzy. Wystarczyło ustawić kamery w sali, gdzie obradowała komisja sprawiedliwości i praw człowieka, której przewodniczącym jest były prokurator. W czasach PRL, robiący porządek z podziemną opozycją. Zobaczyliśmy kłótnie. Usłyszeliśmy ujadanie na siebie, jazgot i krzyki. A to co działo się wczoraj na sali sejmowej, to zaprzeczenie demokracji. Było to widowisko, wpędzające w przygnębienie. Zadowoleni z siebie, uśmiechnięci politycy PiS spoglądali na zegarki. Sprawiali wrażenie, że tracą czas na słuchanie opozycyjnych posłów, a to co dzieje się pod Sejmem zupełnie ich nie obchodzi. O ile Henryka Krzywonos (PO), pokazując konstytucją i mówiąc o zamachu na wolność była wiarygodna ze względu na swoją związkową przeszłość, to już większość polityków opozycji powtarzając ten gest robiła to, najwyraźniej żeby zaistnieć w mediach.
Sprawa TK to jedno. Drugie to, ludzie z przeszłością, którzy szefują ważnym resortom, czy sprawa ułaskawiania Mariusza Kamińskiego. Wszystko składa się na to, że demokracja, prawo czy wolność, to obce wartości dla PiS, język obcy.
„ PiS chyba zapomina, że 37% głosów w wyborach nie oznacza, że popiera ich 1/3 społeczeństwa…” – napisała na swoim profilu Barbara Nowacka, która jest wśród protestujących przed TK.
Z kolei Jacek Żakowski, publicysta "Polityki", napisał na swoim blogu: "Nasze będą ulice, wasze będą mównice"
Od wczoraj widzimy, że nie uległ zmianie podział na Polskę A i B. Na prawdziwych Polaków, patriotów i resztę – zdrajców narodu, lewaków. Wmówiono nam też dwubiegunowy system partyjny, głosowanie na mniejsze zło. Bzdura. Media natomiast przez ostatnie lata zostały podzielone na te mainstreamowe oraz dziennikarzy tzw. „niepokornych”. Niepokornych wobec wszystkich, którzy są przeciwko PiS.
Emocje w narodzie tak szybko nie opadną. Niezależne od władzy media będą dzień po dniu informować o kolejnych krokach marszu „żołnierzy” PiS i Kukiz’15 po jeszcze więcej i czy sejmowa opozycja staje na wysokości zadania, przeszkadzając im w tym.
