Pod jednym względem wczorajszy wieczór, a zwłaszcza orędzie prezydenta, był dla mnie przyjemny – otóż przypomniały mi się czasy młodości.

REKLAMA

Ach! Człowiek by pełen energii i gotowy do walki. Przecież to ja, względnie młody postkomunista, miałem wtedy zamiar zamknąć się w Sejmie i bronić go przed Wałęsą, który chciał go rozwiązać! Mniej więcej wtedy pojawiło się też pojęcie "falandyzacji" prawa.

Później, gdy Aleksander Kwaśniewski objął urząd, szybko zorientował się, że nowa konstytucja, nad którą pracował wcześniej, mocno go ograniczy. Wtedy w pośpiechu pojawiła się liczba 3/5, która miała służyć do określenia liczby posłów mogących odrzucić weto prezydenckie – w pierwotnej wersji była bezwzględna większość. Z kolei Lech Kaczyński, kiedy obraził się na sędziów, przez wiele miesięcy nie przyjmował ślubowań. Podobne przykłady można mnożyć.

Takie oto myśli przyszły mi do głowy, gdy słuchałem wczoraj Andrzeja Dudy. Zawsze była pokusa, by naginać nieścisłości prawne do swoich celów – teraz rządzę ja, to mogę więcej! Różnica jest jednak taka, że dziś dokonano skoku na Trybunał Konstytucyjny, który te nieścisłości miał rozstrzygać.

Dodatkowo prezydent różniący się od Wałęsy życiorysem, charakterem i edukacją, pokazał swoje prawdziwe oblicze. Jeśli przysługuje mu od wczoraj jakiś tytuł, to nawet nie Strażnika Żyrandola, a Strażnika Pieczęci Prezesa. I tak już będzie do końca. PiS wykorzysta wszelkie dostępne osoby, instytucje i triki, aby robić swoje. Warto pamiętać, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, a przekąskę spożyto bez żadnego wstrętu.

Przypomniałem na początku prof. Falandysza. W porównaniu z młotem, którego używa PiS, jego sztuczki były łagodną pieszczotą dokonywaną na kulawej konstytucji.