Jak w czwartek poinformowały niemiecka prasa i telewizja, szerokim niezadowoleniem odbiła się niespodziewana wypowiedź Donalda Tuska. Z dnia na dzień zaproponował on zwrot w kwestii uchodźców i zaostrzenie warunków ich przyjmowania, bez zaoferowania konkretnych rozwiązań.
Ostatni polski bastion, jak mi się wydawało, który w moich oczach miał jeszcze szansę na „przystosowanie” Polski do zachodniej części Europy, upadł wczoraj z ogromnym hukiem. Donald Tusk, oceniając po dorobku politycznym z pewnością człowiek inteligentny i odważny, ku zaskoczeniu zachodniej części Europy zażądał w wywiadzie udzielonym „Süddeusche Zeitung” natychmiastowego zwrotu polityki wobec uchodźców. Odwracając się tym samym od stanowiska kanclerz Niemiec, Angeli Merkel uzasadniał on, że „nikt nie jest zainteresowany przyjmowaniem takiej ilościu uciekinierów; Niemcy również nie”.
Tuska pomysłem na zahamowanie problemu miały by być z jednej strony „ochrona granic zewnętrznych Unii”, a z drugiej drastyczne „wydłużenie okresu sprawdzania” przybyszów. Przewodniczący Rady UE powołał się na prawo międzynarodowe i unijne, według którego „na sprawdzenie uchodźców potrzeba 18 miesięcy”. Obecnie dostanie się do Unii jest według niego „za łatwe”. „Proszę nie lekceważyć roli bezpieczeństwa” – apelował. „Jeżeli chcemy sprawdzać przesiedleńców i uciekinierów, potrzeba jest więcej czasu, niż minuta na pobranie odcisków palców.”
W wywiadzie padły również słowa skierowane wyraźnie pod adresem niemieckiej kanclerz, Angeli Merkel, które m.in. skrytykowała tutejsza telewizja publiczna ARD: „Niektórzy wodzący politycy twierdzą, że fala uchodźców jest zbyt duża, aby móc ją zahamować. To jest niebezpieczne” – twierdzi Tusk. Jego zdaniem powinniśmy bowiem zakładać, że: „Ta fala jest zbyt duża, aby jej nie hamować” i dodaje, iż rozumie, że jest kilka krajów, które odpierają permanentny i zobowiązujący system relokacji uchodźców.
Korespondenci są zgodni co do tego, że niespodziewany zwrot Tuska jest pokazaniem pleców Angeli Merkel i objęciem reprezentowania stanowiska sprzeciwiającej się Polski i innych tzw. „nowych członków Unii” w kwestii klucza rozdzielczego, który ustalono we wrześniu br. na konferencji min. spraw wewnętrznych Unii. Chodzi o relokację 120.000 uchodźców z Grecji i Włoch.
W ten sposób Tusk wyraźnie stanął tu po stronie jedynie „niektórych państw Europy Wschodniej”, napędzając w ten sposób jej rozłam – komentował Rolf-Dieter Krause, korespondent ARD. Tym większe było jego ździwienie, gdyż przewodniczący przejmuje w ten sposób akurat reprezentację tych krajów, które w ogóle nie chcą przyjąć uchodźców...
Dla mnie zaskakujące w tym wszystkim jest, że tak propisowska zmiana stanowiska Donalda Tuska nie zaznała jeszcze uhonorowania przynajmniej w propisowskich mediach...
źródło: ARD.de
