
Ludzie z grubsza dzielą się na dwie grupy. Pierwsza zdaje sobie sprawę z tego, że człowiek to tylko ultrainteligentna małpa, druga, która sobie z tego sprawy nie zdaje. Linia tego podziału, to mniej więcej ta sama linia, która oddziela mądrych od głupich. Mniej więcej, bo i pośród tych pierwszych znalazłbym wielu takich, którzy wierzą ni to w boskie, ni to metafizyczne, ni to materialistyczno-kulturowe tchnienie czegoś więcej w człowieku. Jakąś duszę wyciągniętą niczym z królik z kapelusza. Ale ta wiara niczego nie może. Ludzie to małpy.
Dwie sprawy – najpierw ta globalna. Szczyt klimatyczny w Paryżu. Należę do tej grupy twardych ekologicznych pesymistów, którzy twierdzą, że nic nas już przed katastrofą (w krótkim okresie czasu) uchronić nie może. Dobrze o tym rozmawiają na łamach internetowego „Dwutygodnika” Paweł Goźliński i Michał Radomił Wiśniewski (Porozmawiajmy o mordowaniu pisarzy). Mówimy o prawdziwiej katastrofie, w której klęski żywiołowe łączą się z głodem, brakiem wody, ludobójstwem i torturami na skalę masową (dziś Syria, jutro cały świat). Katastrofie, która zmiecie wszelką nadbudowę zbudowaną przez małpy na ich małpim rozumie i małpich emocjach. Katastrofie która pogrzebie prawo rzymskie, święte prawo własności, sądy, trybunały, parlamenty, służbę zdrowia, żłobki, przedszkola i ścieżki rowerowe. Nie o takiej z filmów, gdzie zawsze wszystko kończy się dobrze i nie przekracza zwykłej filmowej miary.
No więc mamy ten szczyt, który już niczego zmienić nie może i mamy tę małpią naturę i intelekt. Gdyby nie ich przemożna siła, dwadzieścia lat temu, można by ten szczyt sobie przeprowadzić i powstrzymać coś, co dziś już się rozpętało. Czy dobrze ustawione małpy z koncernów paliwowych i obozów koncentracyjnych dla zwierząt dwadzieścia lat temu nie wiedziały, co się święci? Czy nie było naukowców, którzy wiedzieli? Czy przewidzenie i ostrzeżenie przed katastrofą było z techniczno-naukowego punktu widzenia niemożliwie, skoro już wcześniej potrafiliśmy posłać kawałek stali i plastiku na Księżyc i Marsa?
Intelektualnie było możliwe, ale emocjonalnie i symbolicznie w grupie małp intelekt jest potrzebny tylko i wyłącznie do uzyskiwania chwilowej przewagi nad innymi małpami i do niczego więcej.
O ile w wymiarze globalnym zmałpienie skutkować będzie katastrofą literalną, to w Polsce, przed zupełną agonią świata obejrzymy sobie jeszcze polityczną małpią tragifarsę. Straszliwa małpia inteligencja, która zepchnęła małpy w świat symbolicznej walki i zbudowała polityczną nadbudowę nad biologią małp, skutkuje symbolicznym rozszarpywaniem przegranych samców i samic przez samców i samice chwilowo wygrywające. Proces przybiera na sile i rozmachu, a pogarda okazana przez władzę obecną władzy poprzedniej (a przy okazji kilkunastu milionom Polaków) przekracza nawet tę pogardę, z którą mieliśmy do czynienia w tak zwanej komunie.
Jako nie-biolog zastanawiam się, do czego małpom jest ta pogarda potrzebna. Czy jest naddatkiem nad mechanizmami służącymi przetrwaniu grupy małp, czy w ogóle warunkiem koniecznym jej przetrwania. Przykładanie do tego miary demokratycznej, czy konstytucyjnej jest zatem tak czy siak przedsięwzięciem chybionym.
Powyższym myślom nie sposób nadać waloru nowości. Najlepiej zostały wyrażone w znanej książce Marka Rowlandsa. Jeśli jest w tym coś nowego, to to, że wraz z upadającym światem, ta małpia część człowieczeństwa będzie coraz bardziej wyraźna, coraz bardziej odarta z różnego rodzaju fantazmatów. Zapewne tak, jak my teraz zachowywałyby się grupy małp rozmnożone ponad miarę, na ogołoconym z pożywienia terytorium. Depresyjnie, agresywnie i pogardliwie.
Można dodać jeszcze to, że warunkiem koniecznym owego bezapelacyjnego triumfu człowieka-małpy, który jest jednocześnie jego kresem i samobójstwem, było i jeszcze przez chwilę będzie systemowe negowanie małpiej natury przez lewicowo-liberalny fantazmat, który choć był materialistyczny, to jednak całkowicie odrzucił empirię.
Pozostaje pytanie, czy ludziom-małpom przygląda się jakiś Bóg? Paradoksalnie należałoby odpowiedzieć twierdząco. Chciwość, przemyślność i okrucieństwo przekracza u ludzi wszelkie dostępne miary. Być może ślepy traf nie mógł tego stworzyć. Być może. Szympansy, goryle i orangutany, choć tak podobne do ludzi-małp nie niszczą wszystkiego wokół siebie. Może neandertalczyk był inny. Ale nie ma go pośród nas od dawna.
