PRF

Porsche Diesel? Toż to świętokradztwo. Zdrada. Śmierć idei. Czyżby? A może jednak w legendzie Porsche zmieści się sensowny pojazd zasilany rolniczym paliwem?

REKLAMA

W latach swojej świetności Ferdynand Porsche upierał się, że optymalnym napędem czołgów jest napęd hybrydowy, a nie zwykły diesel czy silnik benzynowy. W konkursie na czołg ciężki, projekt Porsche zakładał użycie dwóch chłodzonych powietrzem silników Porsche, napędzających generator prądu elektrycznego firmy Siemens-Schuckert, a ten z kolei miał zasilać dwa silniki poruszające koła napędzające gąsienice. Może w Kalifornii w XXI wieku rozwiązanie spodobałoby się ekologom, ale w czasie drugiej wojny światowej okazało się pioruńsko zawodne.

Mimo wymiany przegrzewających się silników Porsche na benzynowe Maybachy podwozie nie nadawało się dla czołgu i wściekły Hitler wybrał podwozie Henschla do seryjnej produkcji czołgu Tiger. Notabene firma Porsche już w 1943 roku z powodzeniem testowała napęd czołgu turbiną gazową... Nieudane podwozie wykorzystano dla małej serii dział samobieżnych, którym złośliwie nadano nazwę "Ferdinand".

Po wojnie firma Porsche sięgnęła po silniki z zapłonem samoczynnym tworząc ciągnik rolniczy. Szybki może nie był, ale w odróżnieniu od wielu sobie współczesnych nie zakopywał się zbyt łatwo w zaoranym polu: do jego budowy wykorzystano bowiem sporo aluminium. Notabene dzisiaj te ciągniki są niezwykle poszukiwanymi pojazdami kolekcjonerskimi.

Panamera nie każdemu się podoba, ale nie musi. Wbrew temu, co twierdzili niektórzy "eksperci", nie mogła wyglądać inaczej - bo jedynym rozpoznawalnym na całym świecie kodem genetycznym Porsche jest kod modelu 911. W związku z tym zaprezentowana w Szanghaju w roku 2009 Panamera nie mogła być kwadratowym pudełkiem, zwłaszcza na rynku, gdzie właściciele samochodów czterodrzwiowych zawsze siedzą z tyłu. Mnie jej wygląd nie przeszkadza, przede wszystkim dlatego, że dzięki trzymetrowemu rozstawowi osi i dobremu rozkładowi mas daje gigantyczne marginesy bezpieczeństwa podczas ekstremalnie szybkiej jazdy na autostradzie w dowolnej sytuacji pogodowej. Wszystkie zmiany kierunku następują spokojnie, wprawdzie w Polsce nie wolno aż tak szybko mknąć po autostradzie jak w Niemczech, ale tętno w tym samochodzie spada nawet podczas walki z ignorowanymi przez ITD i Policję bezczelnymi kierowcami ciężarówek z Litwy.

Nawet przy panicznym hamowaniu wszystko dzieje się spokojnie i do ideału podróży brakuje mi tylko czytania książki, niczym w wagonie jakiegoś luksusowego, ekspresowego pociągu. Z tego muszę zrezygnować, a systemu audio w Panamerze Diesel szkoda do słuchania audiobooków: zestaw firmy Burmester to dla mnie szczyt samochodowego audio. Do słuchania tandetnego popu nie nadaje się zupełnie, za to prawdziwy jazz i muzyka klasyczna brzmią obłędnie. Pokonując Panamerą prawie półtora tysiąca kilometrów po Polsce słuchałem Pavarottiego, Klausa Doldingera, Michela Petruccianiego i Herberta von Karajana (zresztą wiernego klienta Porsche). Klarowność i naturalność dźwięku jest niebiańska, potęguje poczucie panowania nad sytuacją i spokoju na pokładzie auta.

Dieslowska lokomotywa Porsche (notabene dieslowskie lokomotywy to naprawdę hybrydy, tak lubiane przez profesora Porsche) tonizuje i uspokaja. Niewiele pali i ma ogromny zasięg, który chroni od obcowania z niektórymi bywalcami stacji benzynowych. Jadę szybko, ale poziom stresu mam jak podczas gry w warcaby. A to na polskich drogach coraz bardziej potrzebne.

logo
PRF
logo
PRF
logo
PRF
logo
PRF
logo
PRF
logo
PRF
logo
PRF
logo
PRF