Żaden Prezydent RP nie rozpoczął swojej kadencji od tak groteskowego aktu chełpliwości: „Jestem Niezlomny”. Tylko ktoś bardzo niepewny własnej wartości musi wygłaszać takie papkinowskie („Mądry w radzie, dzielny w boju”) auto-cenzurki. I żaden Prezydent nie spadł tak nisko: łamiąc Konstytucję i ustawy tak bezczelnie, tak otwarcie, tak ewidentnie.
Do listy aktów bezprawnych, dokonanych przez Prezydenta w koordynacji z innymi członkami układu, które spisałem w artykule w GW, a który ukazał się wczoraj, każdego dnia należy dodawać kolejne. Ignorowanie i odmowa realizacji wiążącego wyroku TK. Krętactwo w sprawie samego zaistnienia tego wyroku – na podstawie, że nie został on jeszcze opublikowany (a nie został opubikowany w wyniku bezprawnej decyzji rządu). Zapowiedziane (a w momencie gdy Państwo to czytają, zapewne zrealizowane) zaprzysiężenie kolejnego „sędziego”, wybranego niezgodnie z prawem.
Dlaczego to robi? Przecież, poza wszystkim innym, znamionuje to brak ibteligencji: tak łatwo mu teraz wejść do historii jako dobry Prezydent, a nie jako łamacz Konstytucji. Już powoli na świecie zaczyna być traktowany jako parias, a wkrótce politycy światowi będą wstydzić się pokazywać z nim.
Nie wiem, dlaczego. Jedno jest pewne: gdyby Andrzej Duda miał choć trochę więcej honoru, uczciwości, inteligencji i odwagi, nie zaprzepaściłby tak bardzo swej wielkiej szansy. Ale pewne jest jeszcze jedno: gdyby miał więcej honoru, uczciwosci, inteligencji i odwagi – nie zostałby namaszczony na Prezydenta przez Jaroslawa Kaczyńskigo.
I na tym, można powiedzieć, polega „tragedia” Andrzeja Dudy. Ale nie litujmy się nad nim za bardzo; litujmy się nad sobą.
