
Oczywiście nie odkryję Ameryki, jeśli stwierdzę, że sporą część swojego sukcesu partia Jarosława Kaczyńskiego zawdzięcza prawicowym dziennikarzom. Teraz stoi przed nimi kolejne wyzwanie – wybór pomiędzy rolą funkcjonariuszy reżimowych mediów a rolą osób, które są wierne swoim poglądom i ideałom.
Trudno zdefiniować prawicowego dziennikarza w odniesieniu do zjawiska popierania PiSu. Sam PiS po części jest prawicowy, a po części nie jest. Prawicowy jest w PiSie konserwatyzm obyczajowy i światopoglądowy, niezbyt zaś prawicowym aspektem Prawa i Sprawiedliwości okazuje się podejście do gospodarki. Poza tym mamy dążenie do silnej lub autorytarnej władzy, które może się wiązać zarówno z prawicą jak i z lewicą. Podobnie rzecz się ma z podejściem do wolności słowa i niezależności mediów. Jeśli pojmujemy prawicowość jako, również, konserwatyzm, to z pewnością nie jest prawicowym nie szanowanie obowiązującego prawa, jak ma to miejsce w przypadku ataków na Trybunał Konstytucyjny, oraz dążenie do rewolucji systemowej, do zmian w konstytucji etc. Tak naprawdę to prawicowcy, nie zaś lewicowcy powinni bronić mocniej naszej ustawy zasadniczej. Zhejtowana w radykalny sposób przez większość prawicowych publicystów Platforma Obywatelska mogła się prawicy nie podobać głównie z uwagi na popieranie Unii Europejskiej i niechęć do nacjonalizmu. Z tym, że nacjonalizm, sam w sobie, nie należy do prawicy. Zdarzają się też lewicowi nacjonaliści. Na samym starcie swojego rozwoju, w XIX wieku, to właśnie lewica walczyła o niezawisłość narodów, zaś prawica broniła ponadnarodowych monarchii. Jeśli chodzi o Unie Europejską, to jest ona szansą na wzmocnienie roli cywilizacji europejskiej (w tym Polskiej) na świecie. Zgadzam się, że obecnie źle się w UE dzieje, ale nie pojmuję dlaczego niektórzy prawicowcy chcą od razu zamknąć ten projekt, bez poważnej próby wywalczenia swojej wizji UE.
Krótko mówiąc, nie rozumiem poparcia tak dużej części prawicowych publicystów dla PiSu. Ten mój brak zrozumienia jest, mam nadzieję, dość obiektywny, gdyż nie utożsamiam się ani z lewicą ani z prawicą. Radykalna lewicowość wzbudza mój intelektualny sprzeciw w równie mocnym stopniu co radykalna prawicowość.
Wydaje mi się, że w poparciu prawicowych dziennikarzy dla PiS odgrywają istotne znaczenie dwa aspekty. Pierwszy z nich to zagrywka taktyczna – obalenie dawnego układu sił medialnych i politycznych i dojście w ten sposób do znaczenia i głosu. PiS w tej strategii pełniłby tylko rolę taranu. W tym momencie wypada powiedzieć - „brama została roztrzaskana, zatem taran wam już jest niepotrzebny... Bądźcie sobą, cokolwiek to dla Was znaczy...”.
Drugi aspekt to rzeczywiste angaże i rzeczywiste pieniądze. Sądzę, że niejeden dziennikarz chciałby mieć znaczące miejsce w TVP, lub też otrzymywać wsparcie (choćby przez państwowych reklamodawców) dla swoich własnych mediów. Nie jest to zbyt wzniosła motywacja, ale stanowi ona silną pokusę w świecie, gdzie nie płaci się przeważnie za artykuły czy wiele wystąpień medialnych. Dziennikarz też człowiek i musi coś do miski wrzucić... Oczywiście stopnie sprzedania się „jedynie słusznej linii partii” mogą być różne. Od zerowego, polegającego na tym, że dane medium chce pozyskać po prostu zdolnego i lubianego dziennikarza, na którego światopogląd nie będzie się starało wpłynąć, do stuprocentowego, gdzie dziennikarz musi w groteskowy sposób piać z zachwytu nad rządem, oraz niczym tresowany pies kąsać posłusznie wskazane cele (na przykład mnie za ten artykuł itp.).
Obawiam się, że PiS na skali od zera do stu procent oczekiwanego poddaństwa medialnego plasuje się bliżej setki niż zera. Stąd w ogóle mój artykuł. Nie mogę uwierzyć i nie wierzę, że na dłuższą metę większość znanych prawicowych dziennikarzy da się kupić PiSowi. Spodziewam się, że z każdym tygodniem i miesiącem będzie się pojawiać coraz więcej krytycznych głosów wobec Kaczyńskiego ze strony prawej, a nie tylko z lewej czy liberalno – centrowej.
Część prawicowych dziennikarzy okaże się po prostu wierna swoim ideałom, nawet jeśli są one nonsensowne w moich oczach (oczywiście nie zawsze i nie wszystkie). Mniej szlachetna część dziennikarzy nie dostanie zaś swojego kawałka medialnego tortu, bo w świecie, gdzie wiele osób pisze w sieci non profit wyrażając swoje zdanie, nie da się kupić wszystkich.
Nie ulega dla mnie wątpliwości, że ważnym przełomem wobec niepokojących poczynań obecnego rządu będzie obudzenie się prawicowych ludzi pióra. Nie jestem wróżbitą, ale mógłbym się założyć o dobre wino, że taki moment niechybnie nastąpi. Pytanie jak szybko?
Na razie jest jeszcze bardzo wcześnie, więc jeśli to co tu pisałem zostanie zauważone przez „prawaków” doczekam się zapewne mocnych komentarzy. Być może jednak za rok lub dwa pisać będziemy z podobnym niepokojem i podobną pasją o tych samych rzeczach. Zobaczymy.
