REKLAMA

Czasy PRL-u wróciły. Jeszcze na szczęście nie w pełnym wymiarze, jeszcze mamy niepodległość, jeszcze istnieją pewne obszary wolności, jeszcze nie wszystko kontroluje rząd, a operetkowy "nadpremier" Kaczyński nie wiadomo, dlaczego obracający ustawicznie językiem w ustach jak grzechotnik, nie może decydować o np. o manifestacjach w Warszawie, wydatkach samorządowych i dotacjach unijnych na Pomorzu, wyrokach sądów powszechnych oraz kogo zaproszą do dyskusji środki przekazu. To oczywiście ma znaczenie, ale istota reżimu obecnego i komunistycznego jest podobna. Inny jest mandat tej i tamtej władzy, inne uwarunkowania zewnętrzne, diametralnie inne możliwości i wola oporu społeczeństwa, ale zasadniczy model sprawowania władzy i stopień ograniczenia demokracji zdumiewająco podobny. Po nieco ponad ćwierć wieku Polska staje się krajem autorytarnym. Parlament pełni rolę czysto dekoracyjną, rzeczywistym ośrodkiem władzy jest siedziba partii rządzącej, a rolę dawnego I sekretarza PZPR pełni obecnie prezes PiS-u. Tak samo jak sekretarz PZPR Kaczyński nie pełni żadnej funkcji państwowej ani rządowej, przed nikim za nic nie odpowiada. Tak naprawdę rządzi i decyduje o wszystkich najważniejszych sprawach państwa. W tym sensie demokracja jest więc fikcją. Bo w demokratycznym państwie to w Parlamencie odbywa się debata w efekcie, której podejmowane są decyzje. Dziś na skutek tego, że marszałek sejmu jest narzędziem w reku Kaczyńskiego, pisowskim, partyjnym, karnym funkcjonariuszem, nawet nie dbającym o pozory dyskusji, wymiany poglądów, elementarny szacunek dla Parlamentu a zwłaszcza parlamentarnej opozycji, Parlament stał się wyłącznie elementem dekoracyjnym, gdzie pisowska większość realizuje napisany w siedzibie PiS-u pisowski scenariusz. W niczym nie różni się pod tym względem ten sejm od sejmu w PRL, gdzie także rząd miał absolutną większość i gdzie posłowie przegłosowywali dostarczane z komitetu centralnego PZPR tekstu ustaw. Oczywiście szczegóły, detale, akcesoria tamtego i tego sejmu są inne, ale istota mechanizmów podejmowania i realizowania politycznych decyzji jest taka sama. Dobrze oddaje to dyskusja, jaką w stanie wojennym prowadziłem ze ś. p. Romanem Zimandem w obozie internowanych w Jaworzu, podczas której Roman przytomnie zauważył – „Nie wiem czy wiesz, ale rząd ma w sejmie większość?” Co wywołało zrozumiałą salwę śmiechu. Dziś taki sam śmiech wywołuje uwaga, że coś można przedyskutować lub uzgodnić w sejmie.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że coraz częściej jest brane pod uwagę tak zwane kryterium uliczne. W demokratycznych systemach Parlament służy do dyskutowania spraw, reprezentuje cały naród, także tych, których reprezentacja polityczna jest w mniejszości. Chodzi o to, aby przedstawiciele narodu dyskutowali i uzgadniali stanowiska, aby sporów nie przenosić na zewnątrz, aby nie decydowała znacznie trudniejsza do kontrolowania i często nieobliczalna tzw. ulica. Ale, gdy Parlament staje się instytucją dekoracyjną, a większość rządowa nie liczy się w najmniejszym stopniu z odmiennymi opiniami, siłą rzeczy spory przenoszą się na zewnątrz sali sejmowej. Istotą PRL-u było zablokowanie mechanizmów dialogu społecznego, a debatę parlamentarną zastępowały strajki, rozruchu, manifestacje, protesty i w efekcie różnego typu nieformalne umowy i porozumienia. Ten czas powraca. Nie ma sensu debatować z politykami PiS-u skoro i tak decyzje podejmuje Kaczyński rozumiejący, tak samo jak komuniści, wyłącznie język siły. I dlatego prawdopodobnie manifestacje zamiast pod sejmem będą odbywać się pod siedzibą PiS-u na Nowogrodzkiej, a być może komitet tej partii spłonie tak, jak kiedyś płonęły komitety PZPR? Ciekawe, czy tylnym wyjściem będzie uciekał obecny tow. Szmaciak, czy może skorzysta z helikoptera?

W stanie wojennym pozostawały jako środek nacisku na niedemokratyczny reżim manifestacje i rozruchy uliczne, prasa podziemna oraz bardzo ważna presja zewnętrzna ze strony Zachodu, głównie sankcje ekonomiczne. Dziś Polska jest w Unii, a Kaczyński nie ma dość siły, aby Polskę z Unii wyprowadzić, ani wspólnie z nacjonalistami Unię zniszczyć. Dlatego nacisk Unii na pisowski reżim jest istotnym elementem walki o demokrację i wolność w Polsce. Tak jak byłem wdzięczny Prezydentowi Reaganowi za sankcje przeciwko reżimowi Jaruzelskiego, tak będę wdzięczny politykom Unii z działania na rzecz przywrócenia praw człowieka w moim kraju. Rolę prasy podziemnej doskonale spełnia internet. Ta rola wzrośnie w obliczu przywrócenia cenzury poprzez zapowiedziane podporządkowanie mediów publicznych pisowskiej szczujni. Trzeba będzie wrócić do bojkotu pisowskiej telewizji tak jak bojkotowaliśmy telewizję stanu wojennego. Demonstracje uliczne powoli się rozkręcają i znowu trzeba będzie wrócić do hasła - wiosna nasza. Demonstracja 12. grudnia przed domem Kaczyńskiego, na którą tak oburza się pisowska szczujnia jest logiczną i nieuniknioną konsekwencją łamania praw i wolności obywatelskich przez partię Kaczyńskiego. Jest ona efektem próby podporządkowania sobie wszystkich obszarów życia w Polsce, całego kraju, a nawet sfery duchowej Polaków. Jest odrzuceniem bezczelnej uzurpacji patriotyzmu i religii katolickiej przez PiS. Taką uzurpacją była obrzydliwa hucpa Rydzyka z udziałem PiS-u i niestety kilku biskupów będących kompromitującym Kościół udziałem w politycznym spektaklu pogardy i pychy. Jest wreszcie odpowiedzią na niebywałą arogancję, zwykłe chamstwo kłamstwo i nienawiść do naszej demokratycznej tradycji, elementarnej ludzkiej przyzwoitości, godności i rozumu.