Narzekanie to domena i specjalność narodowa Polaków. Jest taka staropolska odpowiedź, która na zwyczajowe pytanie „co słychać” od dawien dawna brzmi – „stara bida”. Łatka niezadowolonych, utyskiwających, biadolących i sfrustrowanych ludzi przylgnęła na dobre do naszych rodaków. Narzekamy na służbę zdrowia, polską piłkę nożną, stan naszych dróg i wiecznie niepunktualną kolej państwową. Ale jest jedna grupa społeczna na którą narzekać lubimy najbardziej. Ta grupa to nasze elity, nasi rodzimi notable, nasi wybrańcy, nasz olimp, parnas, nasz krajowy panteon.
Zapewne już wiesz o kogo chodzi. A chodzi o naszą partyjną plutokrację, czyli o naszych polityków. Tak, tak to na polityków, na kwiat naszej władzy najbardziej narzekamy i wiecznie lamentujemy. Ciągle mamy za złe, że wybrańcy nas zawodzą, nie spełniają wyborczych obietnic, kłamią i oszukują.
Drogi rodaku odczep się od polityków
Nie jestem obrońcą polityków, nie jestem ich wielbicielem i gloryfikatorem. Nie jestem również ich przeciwnikiem, oponentem czy adwersarzem. Widzę w tym środowisku cały repertuar osobowości.
Widzę niekiedy prawdziwych idealistów, doktorów Judymów, utopistów i Don Kiszotów. Spoglądając na innych widzę czasami mędrców, erudytów a nawet encyklopedystów. Czasami widzę ludzi prawych, kryształowych i przyzwoitych a spoglądając na innych widzę egocentryków, narcyzów a nawet przebierańców i arlekinów.
Tak naprawdę to w klasie politycznej widzę lustrzane odbicie narodu. Widzę przekrój całego społeczeństwa. W tych proporcjach widzę lęki i usterki obywateli a niekiedy walory i prawdziwe cnoty ludzkie. W klasie politycznej taj jak w całym przekroju społeczeństwa jest wszystko. Są tam triumfatorzy, czempioni i zdobywcy. Zdarzają się tam również przegrani i skompromitowani.
Dlatego drogi rodaku – nie narzekaj na polityków, nie obarczaj innych swoimi niepowodzeniami. Nie jęcz i nie biadol. Jeśli żyjesz na ziemskim padole kilkadziesiąt lat to na pewno masz to na co zasłużyłeś. Jesteś w swoim życiu tu gdzie jesteś. Jesteś w tym miejscu bo na to zasłużyłeś.
Jeśli od lat przegrywasz i notujesz porażki to znaczy, że nie wyciągasz z nich właściwych wniosków. Nie uczysz się na porażkach, nie edukujesz się na własnych błędach a w końcu nie rozwijasz. To nie minister finansów jest winien twoich długów. Nie minister zdrowia odpowiada za twoje nadciśnienie i wysoki cholesterol. To nie minister kultury spowodował, że od 30 lat z żoną nie byłeś w teatrze.
Tak naprawdę to odpowiadasz sam przed sobą. Odpowiadasz za to, że pewnych rzeczy nie przewidywałeś i nie planowałeś ich w życiu. Przecież gdybyś chciał to mogłeś być na salonach i pić szlachetnego benedyktyńskiego Don Perignona a nie karmić się chlebem z pasztetem.
Gdybyś chciał mógłbyś być fit a nie zgnuśniałym matuzalemem siedzącym przed szklanym ekranem . Gdybyś chciał to dyskutował byś teraz o wielkich ideach a nie trwonił czas na małostkowe plotki. Mógłbyś bardziej żyć swoimi pasjami i marzeniami a żyjesz własnymi usterkami i niedoróbkami widzianymi w innych ludziach.
Gdybyś pragnął to mógłbyś włożyć siłę i serce by ludzi motywować i inspirować a tak to jesteś katem, siepaczem i ciemiężycielem. Mógłbyś częściej brać odpowiedzialność za swoje niepowodzenia a nie obarczać innych winą za swoje porażki. Mógłbyś być kimś kim zechcesz a tak to jesteś tylko tym kim inni chcą żebyś ty był.
Gdybyś bardzo pragnął to czynił byś ze swojego życia majstersztyk i arcydzieło a tak to masz wieczną obsuwę, bicz boży i Waterloo.
Drogi rodaku, gdy spojrzysz na polityczny panteon na szklanym ekranie to spójrz na to z innej perspektywy. Postaraj się w swoim wybrańcu dostrzec swoje zalety i wady. Znajdziesz tam swoich prominentów i mężów stanu którzy są podobni do ciebie. I przestań narzekać, bo tak naprawdę nie byłeś świadomy, że od lat narzekasz sam na siebie i na swoje życiowe wybory.
Zmieniając siebie zmienisz również obraz własnego świata i obraz politycznego establishmentu. Masz moc sprawczą by kreować własne życie. I pamiętaj zawsze masz wybór by sięgnąć po kawior.
