Stan wojenny ciągle budzi uzasadnione emocje. Jego wprowadzenie skutecznie podzieliło Polaków w jego ocenie. Im dalej od jego wprowadzenia, tym bardziej słychać głosy radykalne, zapominając o racjonalnych przesłankach, które zdecydowały o jego wprowadzeniu. Im dalej od ówczesnych wydarzeń, tym ostrość i tendencyjność ocen i zachowań jest większa.

REKLAMA

Krajobraz Polski z roku 1981 nie był kolorowy, wręcz przeciwnie. Wokół stacjonowały radzieckie wojska, państwo w wyniku potężnych strajków było w rozkładzie. Taka rzeczywistość groziła anarchizacji państwa i interwencji „bratnich narodów”, które były gotowe do działań. Od lat lansowana przez IPN teza o tym, iż w grudniu 1981 roku nie groziła Polsce zbrojna interwencja ZSRR, jest fikcją, świadczą o tym fakty. W roku 1981 radykalizacja poglądów członków Solidarności sięgnęła zenitu. Dostrzegał to również ówczesny Prymas Józef Glemp, pytając wymownie- „ Czy Solidarność nie zdradziła świata pracy?”. Kościół starał się, niekiedy wbrew stanowisku Solidarności, tonować napięcia i minimalizować radykalizację poczynań członków Solidarności, którzy wręcz marzyli o wojnie.

Jarosław Kaczyński („My”, Teresa Torańska, wyd. Przedświt 1994): „ Zażartowałem wtedy (w 1981), że gdybym nawet nie był pełnomocnikiem Moskwy, a musiał tutaj rządzić, to bym jakoś się z Solidarnością rozprawił, bo razem z nią rządzić by się nie dało. Ponieważ ten monstrualny ruch ze względu na swój charakter i konstrukcje do demokracji się nie nadawał. Oparty był na strukturze przedsiębiorstwa, a wyrażał w istocie ambicje polityczne, co jest klasyczna cecha komunizmu, oraz był z samego założenia, w swoich intencjach ruchem wszechogarniającym, czyli źle tolerującym jakikolwiek pluralizm. Zapewniam cię, że gdyby Solidarność w 1989 roku miała siłę z 1981 roku to w ogóle żadnego mechanizmu demokratycznego w Polsce by się nie zbudowało”.

Karol Modzelewski: ( wywiad dla „Gazety Wyborczej”- 2008-12-22) „…Ja byłem wtedy działaczem „Solidarności” z pierwszej linii frontu i mogę zapewnić, że my groźbę interwencji odczuwaliśmy cały czas, to wisiało nad nami. 31 marca 1981 r., po kryzysie bydgoskim, na posiedzeniu Krajowej Komisji Porozumiewawczej „Solidarności” składałem rezygnację z funkcji rzecznika i krytykowałem naszych negocjatorów za to, że postawili kierownicze gremia Związku przed faktem dokonanym, narzucając metodą manipulacji liche porozumienie z rządem. Ale zarazem przyznawałem – można to przeczytać w stenogramie – że oni negocjowali pod groźbą „utopienia Polski we krwi”. Miałem na myśli niebezpieczeństwo inwazji. Wszystkie próby samoograniczania się „Solidarności” w tamtym czasie, również odwołanie strajku generalnego po Bydgoszczy, wynikały z tej obawy. Zmuszony do rezygnacji z planu inwazji w grudniu ’80 i zirytowany kunktatorstwem Kani i Jaruzelskiego Kreml podjął próbę odsunięcia ich obu od władzy i powołania nowego kierownictwa PZPR, które odwołałoby nadzwyczajny zjazd partii i rozprawiło się z „Solidarnością”.

Bogdan Borusewicz: („Konspira” z 1983 roku) „Zaczynałem dostrzegać, jak zmieniają się ludzie, którzy kiedyś byli przyjaciółmi, jak uderzają im do głowy ambicje, stanowiska, jak ze skromnych i uczynnych kolegów wyrastają bossowie niszczący swoich oponentów. Raptem uświadomiłem sobie, że sukces wcale nie musi zmieniać człowieka na lepsze. Że sukces społeczny, narodowy tego ruchu przestaje być moim sukcesem. Czułem się coraz gorzej, ale to może tylko moja nadwrażliwość. Niestety doszła kolejna sprawa. Ruch obrastał wszystkimi negatywnymi cechami systemu: nie tolerancją dla inaczej myślących i czyniących, tłumieniem krytyki, prymitywnym szowinizmem. Kwitł kult wodzostwa…”

Jakże inna jest ocena tych, którzy wielką politykę znali doskonale. Wbrew temu, co zażarcie próbuje lansować IPN, wielu światowych przywódców rozumiało i poparło decyzję gen. Wojciecha Jaruzelskiego.

Prezydent Francji Francois Mitterand: „Widziałem zawsze tylko dwie, a nie trzy możliwości: albo rząd polski przywróci porządek w kraju, albo uczyni to ZSRR. Trzecią hipotezę, zakładającą, że mogłoby dojść do zwycięstwa Solidarności, uważałem zawsze za czystą fikcję, w takim przypadku ruch zostałby zmieciony przez radzieckie oddziały( „Die Ziet” nr. 20-23 z 1987r).

Generał Aleksander Haig, Sekretarz Stanu USA: „Nigdy nie było żadnej wątpliwości, że ten powszechny ruch w Polsce będzie zdławiony przez ZSRR. Jedynymi pytaniami były: kiedy to nastąpi i z jakim stopniem brutalności… Nie dostrzegałem wśród zwolenników twardej linii, skupionego wokół stołu posiedzeń gabinetu lub też w Krajowej Radzie Bezpieczeństwa żadnej chęci do ryzykowania międzynarodowego konfliktu, lub też przelewu krwi z powodu Polski. Żaden racjonalnie myślący reprezentant władzy nie mógł zalecać takiej polityki. (Caveat, Realism, Reagan and Foreign Policy” wyd. Nowy Jork 1984).

Generał Dybynin, ówczesny dowódca Wojsk Radzieckich w Polsce, nie ma wątpliwości co do słuszności wprowadzenie stanu wojennego: „Byłem wtedy na Białorusi dowódcą dywizji. Nie znałem wszystkich planów rządu, Biura Politycznego, Sztabu Generalnego, ale wiem, że szykowano się do wprowadzenia wojsk – dla udzielenia pomocy, dla ustabilizowania sytuacji… I tylko dzięki wprowadzeniu stanu wojennego, chyba było to 13 grudnia, akcja została zatrzymana. Uważam, że generał postąpił słusznie. Jeśli by tego nie zrobił, to nasze dywizje wkroczyłyby na terytorium Polski. Wszystko było gotowe. Wojsko Polskie byłoby zneutralizowane, nie miałoby szans na aktywny opór”.

Warto przy tym pamiętając o analogicznej sytuacji – tj. zamachu majowym Józefa Piłsudskiego, podczas, którego zginęło – tylko w ciągu kilku dni – 200 żołnierzy i podobna liczba cywili. A więc kilkanaście razy więcej niż w stanie wojennym, a mimo to tamtym ofiarom pomników się nie stawia, a sam Piłsudski nigdy za zamach nie przeprosił, uważając ten temat za zamknięty. Po stanie wojennym nastąpił okrągły stół, a wcześniej Polska była już krajem bez więźniów politycznych, po zamachu majowym rządy Sanacji dopiero się „rozkręcały”, ich następstwem była min. Bereza Kartuska – ośrodek dla politycznych więźniów i przeciwników reżimu Piłsudskiego.

Według Komisji Jana Rokity, w wyniku Stanu wojennego, śmierć poniosło 14 osób. To dużo, choć trzeba pamiętać, że trwał on aż półtora roku, a zamach majowy tylko 3 dni. Marszałek Józef Piłsudski jest dziś mężem stanu, nie odpowiada za śmierć około 500 osób. Gen. Wojciech Jaruzelski to zdrajca. Historię zawsze piszą zwycięscy.