Nie wiem, czy Państwo zauważyli, ale wprowadzona została w ciągu ostatnich dni istotna korekta do Konstytucji RP. W wyniku tej poprawki, art. 190 paragraf 1 brzmi obecnie: „Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne, chyba, że ich nie zrozumie lub nie zaakceptuje Beata Kempa”.
To żart – wyjaśniam to na wszelki wypadek, gdyż przychodzą tu też wyborcy PiS-u. Ale to śmiech przez łzy. Wylano już morze słów na temat bezprawności działań rządu, a osobliwie minister Beaty Kempy, która ubzdurała sobie, że ma prawo wstrzymywać publikację orzeczenia TK, jeśli coś jej się w jego treści lub procedurze przyjęcia nie podoba. Nie ma takiego prawa, a publikacja każdego orzeczenia jest psim obowiązkiem – z naciskiem na „psim” – rządu. Starał się to jej wyjaśnić, w najprostszych możliwie słowach i z anielską cierpliwością, Prezes TK Andrzej Rzepliński w swoim liście, ale najwyraźniej nie zrozumiała, bo idzie w zaparte.
Tak ów wątek wiąże się z wczorajszym moim wpisem, a mianowicie obserwacją, że mamy oto nadejście rządów ludzi mało inteligentnych, bez honoru i uczciwości. Trzeba mieć nadzieję, że kiedyś za to odpowiedzą – że gdy już przestaną być chronieni immunitetem i większością parlamentarną, która teraz nie dopuści do ich postawienia przed Trybunalem Stanu – Andrzej Duda, Beata Kempa i inni łamacze Konstytucji zapłacą za swe działania bezprawne.
To jednak pieśń przyszłości. Tymczasem mamy rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, a zatem zgodnie z piękną tradycją, przytaczam cytat z wywiadu-rzeki z Braćmi Kaczyńskimi pt. „O dwóch takich...”. Klęczącym grzecznie Karnowskiemu i Zarembie, Jarosław Kaczyński opowiada o 13 grudnia 1981: przychodzi z rana do związku literatów, „przychodzą kolejni pisarze i dziennikarze, ciągle ktoś wpada, ktoś wychodzi. (…) Pojawia się ktoś już zwolniony z internowania, ja jestem zszokowany, że mnie nie internowano” (s. 137).
Ten szok najwyraźniej trwa do dziś. Zakompleksiony, mściwy polityk, zwany przez przymilną marionetkę zasiadającą w Pałacu Prezydenckim „wielkim politykiem”, „wielkim strategiem” i "wielkim człowiekiem”, zarządza dziś rozbiórką systemu demokracji liberalnej. Dlatego na obiekcje, że nie należy dziś demonstrować pod jego domem, odpowiadam pytaniem: „A gdzie?”. Przecież nie pod siedzibą bezwolnej kukiełki…
A propos demonstracji, z czułością przeczytałem dziś w portalu Karnowskich i Zaremby (taka ciągłość podmiotowa…) piękny tekst o jeszcze piękniejszym tytule: „Wichrzycielskie telewizje judzą i wypychają ludzi na ulice pod chwytliwymi hasłami o łamaniu demokracji. Stop dzieleniu Polakow przez poubeckie media”. Czy to nie piękne? I czy nie jest dokładnym odwzorowaniem liryki propagandystów stanu wojennego, a przedtem marcowych dziennikarzy? „Wichrzycielskie”, „judzenie”, „Stop dzieleniu Polaków”. Polacy chcą spokojnie pracować i uczyć się, dla dobra Ojczyzny i Partii, a nie dać się podzielić i podjudzać wichrzycielom…
Ciągłość między propagandystami stanu wojennego a dzisiejszą post-endecką prawicą („Oddać Polskę Polakom”) jest urocza. Taką piękną klamrą zamyka się ten dzień, 13 grudnia 2015: od konstytucyjnej poprawki Kempy po odtworzenie, udatne acz mimowolne, retoryki stanu wojennego.
