W czasie sobotniej demonstracji wiele osób pytało mnie jak zareaguje na nią Jarosław Kaczyński. Przyznaję, że bez cienia wątpliwości odpowiedziałem - pójdzie jeszcze ostrzej, dokręci śrubki jeszcze bardziej.

REKLAMA

Miesiąc po przejęciu władzy przez PiS mamy w Polsce atmosferę tak gorącą, jakby dramatyczna walka o władzę miała się dopiero rozpocząć. Nastroje są rozgrzane, emocje coraz większe. Należy zadać pytanie - dlaczego?

Warto sobie tu zadać trud i wsłuchać się w to, co mówią prezes PiS, politycy PiS i zwolennicy PiS. A mówią, że atmosfera jest rozgrzana, bo odchodząca władza z wyborczą porażką się nie pogodziła, bo Trybunał Konstytucyjny uzurpuje sobie prawo do hamowania zmian, które chce przeprowadzić PiS, bo garstka staje na drodze większości, itp. itd. Warto się w te głosy wsłuchać. Niestety trudno w nich dostrzec jakiś sens.

Nikt nie kwestionował i nie kwestionuje mandatu prezydenta Dudy i PiS-u do sprawowania władzy. Problem zaczął się wtedy, gdy prezes PiS oraz jego pomagierzy, z prezydentem i panią premier na czele, uznali, że mają mandat nie tylko do rządzenia, ale do przeprowadzania rewolucji, a wszystko, co staje im na drodze, powinno być zmiecione.

Platforma Obywatelska uzurpowała sobie prawo do wybrania dwóch sędziów TK, ale PiS uznał to za pretekst, by pójść na całość. Cała operacja była z góry zaplanowana i dlatego prezydent Duda nie kwestionował, do czasu wyborczego zwycięstwa PiS, prawomocności wyboru dokonanego przez Sejm. Szło bowiem PiS-owi o skorzystanie z pretekstu, by uderzyć w Trybunał, by go osłabić, zmarginalizować, a ostatecznie, co dziś pan Kaczyński przyznaje już otwarcie, unicestwić. PO ukradła długopis , PiS uznał więc, że daje mu to prawo do kradzieży kilkunastu samochodów.

Oponenci PiS-u uznali to za gwałt na demokracji. I tak doszło do sobotniego protestu. Jego skala zaszokowała wszystkich. I opozycję, i władzę. Inna sprawa, że pan Kaczyński zachowywał się jakby chciał dolać oliwy do ognia. Przed demonstracją oświadczył, że ludzie, którzy są jego przeciwnikami, to ludzie gorszego sortu. OK, nie do końca tak powiedział, szło mu o tych, którzy "donoszą" na Polskę zagranicą. Oczywiście nie o panów Dudę i Macierewicza oraz o bratanicę Martę, którzy jeździli do Brukseli, by skarżyć się na poprzednią władzę.

Kaczyński sprowokował oponentów, ale tego było mu jeszcze mało. Minister Kempa zdawała się sugerować, że to ona decyduje, które orzeczenia TK będą publikowane, a które nie, a gdy minister Witek stwierdziła, że będą jednak publikowane, Kaczyński znowu stwierdził, że publikowane być nie powinny. Znacznie więc prezes PiS poprawił frekwencję na sobotnim wiecu KOD-u.

PiS, zgodnie z przewidywaniami, odpowiedział swoim wiecem. Wszystko zgodnie z prawem, prawo zgromadzeń, wolność słowa, żaden problem. Problemem jak zawsze okazało się to, co pan Kaczyński na wiecu mówił.

Jarosław Kaczyński od lat odwołuje się do najniższych instynktów i najgorszych emocji. Już prawie 10 lat minęło przecież od czasu, gdy mówił "my stoimy tam gdzie staliśmy, oni tam, gdzie stało ZOMO". Teraz poszedł jeszcze dalej, kłamał, straszył i dzielił. Ci, którzy są przeciw niemu, to już nie tylko ludzie gorszego sortu, ale ludzie zaprzedani, garstka, która ma problemy z głową. Dlaczego garstka protestuje? Bo broni tego, co nakradła. Dlaczego TK się stawia i dlaczego Kaczyński zmiany takiego TK pragnie? Bo TK w obecnym składzie odebrałby PiS-owi szansę dania ludziom po 500 złotych na dziecko i nie zgodziłby się na obniżenie wieku emerytalnego. Poza tym cała ta klika trzyma się tak mocno, bo nie chce zmiany w sądach, bo jakby była zmiana, to zwykły człowiek mógłby liczyć na sprawiedliwość.

Tu słowa klucze "zwykły człowiek". Kaczyński mówił dziś o obronie "zwykłych ludzi". Premier Szydło też mówiła o potrzebie obrony "zwykłych ludzi". Populizm posługuje się jednolitym przekazem. Idzie o to, by ludzie uznali, że władza chce dać, a garstka przeciw temu protestuje. To znana taktyka populistów wszelkiej maści. Takim językiem mówił Hitler, a w Polsce Gomułka (protestował przeciw elementom antysocjalistycznym żerującym na klasie robotniczej), Putin i Łukaszenka, Chavez i Orban.

Po co ten język? By Polaków podzielić do końca. Sęk w tym, że ów podział wcale nie służy PiS-owi. PiS swój żelazny elektorat ma. Wygrało wybory dzięki wyborcom środka. Teraz ten elektorat pan Kaczyński antagonizuje. Zdobył większość, ale zamiast naprawdę rządzić, zabiega o jeszcze większą władzę, otwiera kolejne fronty, rozpoczyna kolejne awantury. Dlaczego tak czyni?

Na poziomie politycznym odpowiedź wydaje się jasna. PiS wie, że swych kłamliwych obietnic nie jest w stanie spełnić. Już teraz szuka więc i znajduje winnego. Po drugie, PiS musi zmiażdżyć TK, bo sprzeciwiłby się on projektom ustaw, które PiS chce wprowadzić, ustawom prawdopodobnie łamiącym prawo. Po trzecie, mobilizuje swe oddziały do walki z wrogiem.

Problem w tym, że według mnie nie na planie politycznym się to wszystko rozgrywa. Nie przede wszystkim na nim. Żadna władza w żadnym demokratycznym kraju nie zaczyna rządów od wzniecania wojny. Dlaczego to robi Kaczyński? BO TAK LUBI, BO TAK MA, BO TO GO RAJCUJE. Mało wyrafinowana ta analiza, prawda? Nadmiernie psychologizująca. Ale całe polityczne życie Kaczyńskiego to potwierdza. On inaczej nie umie, kręci go awantura, konflikt. Kocha obrażać, uwielbia dzielić.

Teraz wnioski. Przy takiej mentalności wodza, rządy PiS muszą się skończyć klęską. Przy takiej postawie Kaczyńskiego, PiS w niedługim czasie straci umiarkowaną część swego elektoratu. Przy takich działaniach Kaczyńskiego, a śmiem twierdzić, że on się dopiero rozkręca, Polska będzie podzielona jak nigdy. Może bardziej niż 13 grudnia 1981 roku.

Niektórzy patrzą na Kaczyńskiego jak na niepoczytalnego Kaligulę. Nie sądzę, by była to trafna metafora. Bardziej trafne wydaje mi się porównanie Kaczyńskiego do Nerona. Nie, Kaczyński nie chce niczego podpalić. Nie w sensie literalnym. Ale w sensie emocji już podpala Polskę. I widokiem pożaru się upaja. Tak ma, to go kręci. I nie żadne przeobrażenie Polski, żadna dobra zmiana, żadna pozytywna przemiana kraju będzie dziedzictwem Kaczyńskiego. Jedynym jego dziedzictwem będzie wzniecenie płomienia, który rozpali Polaków do granic, niszcząc to, co najbardziej wartościowe z tego, co Polacy osiągnęli po 89. roku.

Jarosław Kaczyński zbudował PiS. Ale poza tym wszystko w Polsce niszczył. Niczego sensownego nigdy nie zbudował. Miał rację Lech Wałęsa - Kaczyński potrafi tylko demolować, jest mistrzem destrukcji. I kiedyś zapłaci za to Kaczyński wysoką cenę. Niestety za takie skłonności Nerona i za traktowanie Polski jak piaskownicy oraz narzędzia odreagowywania kompleksów i frustracji, wielką cenę zapłacą także Polska i Polacy.