Padł mit o kulturze prezesa Kaczyńskiego. Inteligent z Żoliborza posługuje się językiem z rynsztoka. Obraża Polaków, przypisując im "gen zdrady narodowej". Wprawdzie nie wszystkim, a jedynie przeciwnikom PiSowskiego zamordyzmu, ale zmniejsza to jedynie skalę kaczystowskiego chamstwa, a nie istotę. Jarosław Polskę zbaw kompromituje się nie tylko treścią wypowiedzi o "najgorszym sorcie" Polaków, którzy donoszą obcym na swój kraj, ale także jej formą. "Sort" to pospolity rusycyzm. W ustach rusofoba brzmi i śmiesznie, i strasznie. Nawet, jeśli w zamierzeniu Kaczyńskiego miało to dodatkowo poniżyć obrażanych. Jednak nieporozumieniem jest, zgłoszone przez Ryszarda Petru, żądanie przeprosin. Wszak, kiedy osioł nas kopnie, nie wymagamy od niego przeprosin

REKLAMA

Warto przypomnieć, że to PiSowcy zapoczątkowali składanie w instytucjach europejskich obrzydliwych donosów na Polskę. Pierwsza brygada kaczystów organizowała w Parlamencie Europejskim wysłuchanie publiczne w sprawie zawinionych przez polskie władze nieprawidłowości w badaniu przyczyn katastrofy smoleńskiej, a Marta Kaczyńska apelowała o umiędzynarodowienie śledztwa. Na początku polskiej prezydencji europoseł Ziobro wylał na Polskę wiadro pomyj podczas plenarnych obrad w Strasburgu. Zarzucał m.in. brak wolności słowa i wolności mediów. Oczywiście wtedy nie były to donosy składane przez najgorszy sort Polaków, ale słuszne żądania prawdziwych patriotów. Prezesowi Kaczyńskiemu, jako kryptomarksiście, byt określa świadomość, ale też mąci umysł. Powinien, jak PiSłanka Pawłowicz, puknąć się w głowę.