Sąd Najwyższy rozstrzygnie o ważności wyborów za niecały miesiąc.
Sąd Najwyższy rozstrzygnie o ważności wyborów za niecały miesiąc. Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Do Sądu Najwyższego wpłynęło 77 protestów wyborczych. 18 grudnia SN uznał za niezasadne 76 z nich. Pozostał do rozpatrzenia ostatni protest. Dotyczy on skargi na fakt, że PiS, Polska Razem i Solidarna Polska startowały jako komitet wyborczy, choć w rzeczywistości była to koalicja wyborcza trzech partii. SN na tej podstawie może uznać wybory jako nieważne. Decyzja ma zapaść 19 stycznia 2016 roku.

REKLAMA

O miejscu polityków z partii Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina na listach PiS nie decydowała przynależność do PiS, ale udział w koalicji na podstawie aneksu do umowy koalicyjnej. Tym samym nie był to komitet, ale koalicja wyborcza. Państwowa Komisja Wyborcza już przy rejestracji komitetów wyjaśniała, że Zjednoczonej Prawicy umożliwiono start w wyborach w takiej formie, ponieważ ten organ nie zajmuje się tym, "w jaki sposób podmioty współpracują wewnętrznie". - "Przepisy Kodeksu wyborczego nie zabraniają zgłaszania przez komitet wyborczy utworzony przez jedną partię polityczną kandydatów będących członkami innych partii politycznych, ani kandydatów bezpartyjnych" - tłumaczyła wówczas Maria Kołtunowska z PKW.

I choć zmiana władzy następuje szybko po ogłoszeniu wyników przez Państwową Komisję Wyborczą, to ważność wyborów nie jest automatycznie przesądzona. Rozstrzyga o niej dopiero Sąd Najwyższy na podstawie sprawozdania PKW oraz opinii wydanych po rozpoznaniu protestów wyborczych w ciągu 90 dniu od dnia wyborów.

A to oznacza, że sąd zdecyduje według własnej interpretacji czy ludzie głosujący na komitet wyborczy PiS wiedzieli, że w jego skład wchodzą też inne partie i kandydują osoby należące do innych niż PiS ugrupowań. Sąd pochyli się również nad tym, czy zatajenie tych informacji przez PiS miało wpływ na wyniki wyborów parlamentarnych.

Istotną okoliczność na niekorzyść PiS, SP i PR niewątpliwie stwarza tutaj fakt, iż Zjednoczona Lewica startująca jako koalicja SLD, TR, PPS, UP i Zieloni zdobyła 7,55 proc głosów i nie znalazła się w Sejmie. Gdyby ZL tak, jak PiS wystartowała jako komitet, jej posłowie zasiadaliby dziś w sejmowych ławach.

Prezes PiS znał oczywiście przepisy kodeksu wyborczego oraz formułę koalicyjnego komitetu wyborczego, któremu ustawodawca wyżej zawiesił poprzeczkę w walce o władzę. Kaczyński nie bał się także, że PiS nie przekroczy 8%. Chodziło o wyeksponowanie PiS pod wodzą prezesa i ukrycia pod płaszczem "nawróconych" koalicjantów. W świetle prawa powinna zostać zarejestrowana Zjednoczona Prawica (PiS, SP, PR).

Na tej podstawie Sąd Najwyższy może podjąć decyzję o unieważnieniu ostatnich wyborów parlamentarnych.