
W polskiej kulturze samochodowej nazwa "Passat" zyskała przez dekady przedziwne znaczenie. Jest czymś takim jak Apple, brandem, reakcje na który graniczą z religijnym ferworem. Czy aktualna generacja dużego Volkswagena jest naprawdę wyjątkowym samochodem o magicznych umiejętnościach?
Wygląd mi się podoba. Przypomina elegancki garnitur o starannie zaprasowanych kantach spodni, noszony wyłącznie ze śnieżnobiałą koszulą i sterylnie czystym krawatem, pozbawionym plam i nawet drobinek kurzu. Garnitur gościa, który wszystko robi z niemiecką precyzją. Zawsze goli się perfekcyjnie, opiłowuje paznokcie. Czyści buty dokładniej niż żołnierz przed apelem. Codziennie poleruje kartę, dzięki której dostaje się do biura, a dokładniej na to piętro, na które pośledniejsi pracownicy koncernu wstępu nie mają.
W kabinie te same ostre kanty i linie proste niczym kolumny w arkuszu kalkulacyjnym. Ortopedyczne fotele ErgoComfort w egzemplarzu testowym robią dobre wrażenie, zachęcają do dłuższej jazdy. Chyba zazwyczaj daremnie, bo więcej Passatów widuję w warszawskich korkach niż na autostradzie, ale może po prostu nie mam szczęścia do statystycznych sytuacji. W takich warunkach, w jakich zwykle objawiają mi się przykłady tego modelu Volkswagena, wóz jedzie bardzo przyjemnie. Ładnie pochłania małe nierówności, zabawia kierowcę wielkim wyświetlaczem, który potrafi skutecznie odwrócić uwagę od obserwacji drogi panoramicznymi zdjęciami satelitarnymi z Google Maps. Nie rani niczyich uczuć, nie polaryzuje, nie obraża. Idealny podwładny.
Wszystkie elementy sterowania pracują bez zarzutu, auto sunie do przodu niczym wóz segmentu premium. Spróbujmy zatem pojechać szybciej. Sportowa mapa silnika działa jak należy, czyli trudniej jechać bez szarpnięć, które wielu nabywcom aut kojarza się z ulotną i jakże fałszywą "sportowością". Pęknięcia asfaltu, dylatacje, zmiany faktury asfaltu i Passat zaczyna tracić rezon. Drgania i wstrząsy nie są wytłumiane, nakładają się na siebie i zaczynam mieć wrażenie, że nagle amortyzatory wypełniły się galaretą. Dłuższe fale w asfalcie czy koleiny, gdy zawieszenie zmuszone jest chwilami pracować z pełnym ugięciem, i robi się naprawdę nieprzyjemnie. W Skodzie Superb w takich samych sytuacjach zawieszenie lepiej panuje nad ruchami nadwozia.
W ostatecznym rozrachunku, cieszący się powszechnym szacunkiem Passat rozczarował mnie. Zakres kompetencji podwozia jest za mały. Samochód potrafi dobrze tylko jedną rzecz: być grzecznym i układnym. Bardziej agresywny styl jazdy, nierówna droga, śliska nawierzchnia, stawianie mu większych wymagań i okazuje się, że król jest nagi. Passat jest jak urzędnik, który nadaje się tylko na podwładnego, a samodzielnie niczego wymyślić nie potrafi. Fakt, że ktoś jest powszechnie uważany za profesora i naukowego geniusza, mnie nie przekonuje do klękania przed nim. Inne auta w podobnej cenie potrafią znacznie więcej, nawet jeśli nie wyświetlają tak ładnych map…
