
Z pozoru DS5 nawiązuje do wspaniałej historii marki Citroen, z jej nowatorstwem i dziwactwami. Wygląda tak, jakby mógł posłużyć za stylistyczny wzorzec pojazdu, którym poruszać się będą bohaterowie jakiegoś następnego odcinka sagi George'a Lucasa.
REKLAMA
Mam mieszane uczucia co do gamy DS, traktowanej teraz jako osobna marka PSA. Początkowa kampania reklamowa, korzystająca z wizerunku legendarnego modelu DS i jednocześnie, całkiem schozofrenicznie, chlubiąca się hasłem reklamowym "anty-retro", irytowała mnie niepomiernie. Potem pojeździłem kilkoma DS3 i zakochałem się w podwoziu tego prowadzącego się jak tradycyjny francuski hot-hatch samochodu. Potem zetknąłem się z DS4 i nie zrozumiałem, po co powstał. Teraz wreszcie udało mi się zasiąść w DS5.
Z zewnątrz i od wewnątrz wygląda jak milion dolarów, jak kabina drogiego helikoptera albo pojazd kosmiczny, z asymetrycznymi rozwiązaniami we wnętrzu, fantastycznym przeszkleniem, ciekawymi elementami sterowania. Urzekający w formie i kojarzący się prawidłowo z takimi międzygwiezdnymi karocami jak DS, SM, CX czy nawet XM. Niebanalne faktury dobrze wpływają na odbiór niektórych tworzyw sztucznych, przesada ornamentacji pasuje do całości i nie razi. Gdybym miał tylko w tym samochodzie siedzieć i na niego patrzeć, byłby niemal idealny.
Samochody jednakże powinny służyć do jeżdżenia. Nawet przede wszystkim. Pod maską testowego DS5 tkwił znany turbodoładowany silnik benzynowy THP o mocy 200 KM, bardzo przyjemna jednostka, która daje porządne osiągi, mało pali i dobrze brzmi. Niestety na tym radość się kończy. Podwozie jest naprawdę anty-retro, bo nie ma nic wspólnego z magią pracy hydropneumatycznych zawieszeń Citroenów z przeszłości (nb. marka zaprzestała niedawno ich produkcji), ani nawet z harmonijną pracą zawieszeń takich modeli jak ZX czy aktualny DS3.
Twarde sprężyny, tanie, pozbawione subtelności amortyzatory, tandetne złudzenie "sportowych" nastaw. DS5 nienawidzi nierównych, krętych dróg, ruchy nadwozia nigdy sie nie uspokajają. Może wielbicielom gier komputerowych coś takiego kojarzy się z dobrymi czasami na torze wyścigowym, dla mnie jest jednak jasne, że na wygląd nadwozia i wnętrza wydano wszystko to, co zaoszczędzono na zawieszeniu. Jeśli komuś to nie przeszkadza, niech jeździ DS5. I niech odpowie mi na pytanie, czy inżynierom Citroena zabroniono pojeździć na przykład pochodzącym z tych samych fabryk Peugeotem 308. Jestem pewien, że gdyby to uczynili, skoczyliby z okna na beton po przejechaniu się własnym dziełem.
