Władza ma sposób na media. Publiczne przejmie wprost, dzięki ustawie medialnej uchwalonej w nocy. Z wypowiedzi posłów PiS wiemy, kto z telewizji wyleci, kto zostanie wysłany na obozy reedukacyjne i czego publiczne media nie będą mogły robić. Krytyczna ocena władzy jest na tej liście najważniejszym z zakazów.

REKLAMA

Władza ma także sposób na media prywatne. Być może będą one musiały płacić daninę na media publiczne. To za jakiś czas. Znacznie szybciej można je przycisnąć do ściany w inny, także finansowy sposób. Taki, jak wobec naTemat zamierza zadziałać minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Poinformował on, że będzie od naTemat żądał wysokiego odszkodowania i zadośćuczynienia za artykuł Dominiki Majewskiej.

Nową praktyką jest sposób poinformowania świata o tym żądaniu. Urzędy tradycyjnie kierują do prasy pisemne sprostowania. My żadnego sprostowania od ministra nie dostaliśmy. O pretensjach Ziobry dowiedzieliśmy się razem z innymi mediami z komunikatu Polskiej Agencji Prasowej. Na to, że jest to modus operandi ministrów PiS wskazuje fakt, że w ostatnich dniach dziennikarze także dwóch innych redakcji (Wydarzenia Polsatu, Wiadomości TVP) o pretensjach i żądaniach wobec ich materiałów dowiedzieli się z komunikatu PAP. Groźbę złożenia pozwu i żądanie „wysokiego odszkodowania” otrzymaliśmy tylko my.

Groźba ministra dotyczy tekstu, w którym Dominika Majewska zadaje pytanie, czy przeszukanie przez CBA gabinetu profesor Dominiki Dudek może mieć związek z faktem, że jej mężem jest profesor Dariusz Dudek. Lekarz jest kardiologiem oskarżanym przez rodzinę Zbigniewa Ziobry o śmierć ojca ministra – Jerzego Ziobry. Dominika przed napisaniem artykułu rozmawiała z przedstawicielem środowiska medycznego, który powiedział, że lokalne środowisko lekarskie łączy sprawę przeszukania gabinetu profesor Dudek ze sporem profesora Dudka z rodziną Zbigniewa Ziobry.

W komentarzach czytelników naTemat znajduje się także taki głos:

W oświadczeniu dla PAP minister Ziobro dowodzi, że nasz tekst czytał bez zrozumienia. Wskazują na to liczne popełnione przez niego w oświadczeniu błędy. Oto fragmenty oświadczenia ministra i mój komentarz:

1. Minister Ziobro nie zna prof. Dominiki Dudek. – naTemat nie napisało, że Zbigniew Ziobro zna prof. Dominikę Dudek

2. [Minister] Nie posiada żadnej wiedzy na temat prowadzonego przez Prokuraturę Apelacyjną w Katowicach postępowania, w ramach którego miało dojść do opisanych w artykule czynności procesowych. Nie może więc ocenić ich zasadności tych działań, bo nie dysponuje wglądem do akt postępowania. – naTemat nie napisało, że Ziobro taką wiedzę posiada.

3. Co więcej, gdyby autorka artykułu dochowała elementarnej dziennikarskiej rzetelności, ustaliłaby, że minister sprawiedliwości nie sprawuje nadzoru nad Prokuraturą i nie ma na nią żadnego wpływu (sytuacja ta zmieni się dopiero w marcu przyszłego roku, jeśli Sejm uchwali projekt ustawy o połączeniu urzędów Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego). – naTemat nie napisało, że Ziobro sprawuje nadzór nad prokuraturą.

4. By podkreślić rozmiar absurdu insynuacji zawartych w artykule, minister zwraca również uwagę na fakt, że szefem Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach jest obecnie pani prokurator Iwona Pałka. Została powołana na tę funkcję przez prof. Zbigniewa Ćwiąkalskiego, byłego ministra sprawiedliwości w pierwszym rządzie koalicji PO-PSL. Jak powszechnie wiadomo, Zbigniew Ziobro pozostawał i pozostaje w konflikcie z byłym ministrem i jego środowiskiem

– To bez związku dla sprawy. naTemat napisało o akcji CBA, prokuraturę dopytujemy jedynie o szczegóły sprawy. Faktem jest, że PiS obecnie kontroluje znaczne obszary państwa, w tym służby specjalne. Szefem CBA jest Ernest Bejda, bliski współpracownik Mariusza Kamińskiego. Przypominamy, że Zbigniew Ziobro niejednokrotnie w przeszłości dał dowody swojej głębokiej niechęci do środowiska lekarskiego (sprawa doktora G.), sądy kilkukrotnie potwierdziły naruszanie prawa przez instytucje IV RP ostatecznie skazując kierownictwo CBA z czasów PiS, jest też uzasadnienie wyroku warszawskiego sądu wskazujące, że Zbigniew Ziobro mógł przekraczać uprawnienia (afera gruntowa). Dodatkowy powód do postawienia pytania, czy sprawa profesor Dudek łączy się ze sprawą jej męża, daje wypowiedź wypowiedź profesora Dudka z 2011 roku, że jego życie "zamieniło się w piekło".

Ponadto minister Ziobro wskazuje, że autorka tekstu nie skierowała zapytania do biura prasowego Ministerstwa Sprawiedliwości i nie starała się o uzyskanie stanowiska ministra. To akurat prawda. Autorka natomiast uważnie sprawdziła, czy minister Ziobro wydał sprostowanie lub oświadczenie po artykule krakowskiej Gazety Wyborczej sprzed kilku dni. Gazeta pierwsza zadała pytanie, które teraz zadała dziennikarka naTemat. Minister Ziobro niczego po tamtym artykule nie wyjaśniał, ani nie poprawiał.

Ziobro zapowiada, że pozywać będzie wszystkie media powtarzające to pytanie. Chce więc zamknąć usta rosnącej liczbie tytułów, bo o sprawie napisały między innymi: Newsweek, Fakt, Super Express, WP.

Minister Ziobro oczywiście żadnego "wysokiego" odszkodowania od naTemat nie ma szansy uzyskać. Przede wszystkim dlatego, że oczywiście nie ma w tej sprawie racji. Media mają obowiązek zadawać pytania urzędnikom publicznym, drążyć, przypominać praktykę działań z poprzedniej kadencji. Wszyscy pamiętamy, jak Ziobro się w niej zasłużył.

Problemem redakcji jest co innego i Ziobro dobrze o tym wie. Mało kogo na procesy stać. Rzadko nas w przeszłości pozywano. Zazwyczaj wygrywaliśmy. Każda instancja to jednak kilka tysięcy złotych kosztów adwokackich. Kilka procesów jednocześnie to kilkadziesiąt tysięcy złotych kosztów. Tych pieniędzy nie da się odzyskać, bo nawet jak z Ziobrą wygramy, to nie ma jak go pozwać o zwrot pieniędzy za sądzenie się. Tu się kryje zagrożenie dla wolnych mediów. Nie są w stanie nas przejąć ustawą medialną, są w stanie zrobić wszystko, by przycisnąć nas do ściany finansowo. Na szczęście są jeszcze sądy w Polsce. Przynajmniej do czasu aż PiS zrealizuje swój pomysł i powoła specjalny trybunał do spraw mediów.

Jeśli trzeba, będziemy się więc z Ziobrą sądzić. Do czasu procesu być może nasz tekst dokładnie przeczyta, przypomni sobie, że jest publicznym urzędnikiem, którego media mogą oceniać, a zadaniem mediów jest krytyczne spojrzenie na władzę. Na koniec dodam, że niezmiernie rozbawił mnie wczorajszy artykuł Wojciecha Szackiego z Polityki, który przeanalizował słowa Ziobry z telewizyjnego studia TVP. Ziobro zarzucił Trybunałowi Konstytucyjnemu skrajne lenistwo porównując liczbę spraw rozpatrywanych przez TK z jego niemieckim odpowiednikiem. Okazało się, że w liczbach pomylił się trzydziestokrotnie (TAK – 30 razy). To mniej więcej pokazuje na ile wiarygodne są publiczne wystąpienia ministra sprawiedliwości. Piszę to ze smutkiem, bo to ważne ministerstwo, na którego czele stać powinien ktoś rozważny.