Nie ma, co chować głowy w piasek. Nie jest lekko, ale nie zamierzam się poddać bez walki.
Koniec maja. Trzy starty za mną. Niestety nie specjalnie udane, nie udało mi się na razie skoczyć minimum na Igrzyska w Londynie. Przyczyn jest kilka. Pewnie zaczęłam za wcześnie. Nie składają się drobne, ale bardzo istotne elementy techniczne. Do tego pogoda. Gdy przychodzi do startów w Polsce to cały czas zimno i wieje. Jednak nie zamierzam poddawać się. Okres przygotowawczy do tego sezonu przepracowałam bardzo solidnie. Motorycznie i fizycznie jestem chyba najmocniejsza w całej mojej karierze. Zdrowie dopisuje. Wierzę w to, co zrobiłam i cierpliwie czekam aż wszystko ułoży się w całość. Kolejna próba w niedzielę w Bydgoszczy.
W trakcie pisania tego tekstu zauważyłam, że dokładnie ten sam problem nieprzewidywalności sportu, piękna z tym związanego, wytrwałości i cierpliwości w tym, co się robi, poruszył na swoim blogu Marcin Lewandowski. Szczęściarz napisał to w momencie, gdy już chwilę słabości przełamał, z czego się bardzo cieszę i po cichu mu zazdroszczę. Ja jestem ciągle przed przełamaniem i pisanie o tym nie jest dla mnie łatwe.
W takich chwilach jak ta, w której się znalazłam szuka się wytchnienia, nadziei, pozytywnych impulsów. Spokój między treningami i startami odzyskuję pielęgnując mój ogród. Znajduję niesamowitą przyjemność obserwując konsekwentne zmiany występujące w przyrodzie.
W ostatnim tygodniu bardzo do minimum zbliżył się Przemek Czerwiński skacząc 5, 62 w Ostrawie. To sygnał, że praca, którą zaplanował nasz trener, jej efekty, zmierzają w dobrym kierunku. To bardzo dobra wiadomość.
Podczas Memoriału Żylewicza, gdy w praktycznie samotnym konkursie męczyłam się z wiatrem i wysokością, wspaniałą formą błysnęła moja stypendystka, szesnastoletnia Sofia Ennaoui. W odważnym biegu poprawiła o kilka sekund swój rekord życiowy na 800 m i jednej setnej sekundy zabrakło jej do bardzo już wiekowego (z 1988r.) rekordu Polski w tej kategorii wiekowej. Szczerzę jej gratuluję!!!
Kilka dni temu otrzymałam do akceptacji film, który będzie elementem ślicznej kampanii. Więcej szczegółów niedługo. W tym krótkim, pięknym filmie wyreżyserowanym przez Phila Montgomery, w głównej roli jest moja mama. Przy niej ja i wspomnienia z mojej kariery. Uwierzcie mi Państwo, że zobaczyć siebie, wychudzoną dziewczynkę, podczas pierwszego startu olimpijskiego w Sydney to naprawdę mocno energetyczne i bezcenne doświadczenie:-)
Trzymajcie kciuki.
