Trzech chłopców otoczyło jasnowłosą dziewczynkę, szarpali ją i ciągnęli za warkocz. Dziewczynka zaczęła płakać, prosiła, żeby dali jej spokój. Chłopcy nie słuchali, a obok nie było nikogo, kto mógłby jej pomóc. Do momentu, gdy na korytarzu pojawił się Bartuś.
- Zostawcie ją – zażądał. - Spadaj stąd karakanie! – zlekceważył go jeden z chłopców.
Bartuś zastanawiał się, co zrobić. Ich było trzech i chodzili do grupy starszaków, a on w swoim pięcioletnim życiu jeszcze nigdy się z nikim nie bił się. W kącie korytarza stała plastikowa figurka krasnala. Bartuś - nie zastanawiając się długo - podniósł ją i z całej siły walnął jednego z napastników, potem drugiego. Przerażeni uciekli do swojej sali. Zapłakana dziewczynka przytuliła się do niego.
- Dziękuję – wyszeptała – jesteś taki odważny. Jak chcesz, będziemy ze sobą chodzić.
Bartuś zgodził się. Od tego czasu Bartuś i Dorotka stali się nierozłączną parą, chodzili ze sobą przez całe przedszkole i jako sześciolatkowie rozpoczęli razem pierwsza klasę. Babcia Bartusia wkrótce została ministrem od szkół w nowopowstałym rządzie. Dorotka nie była z tego wcale zadowolona, bo od rodziców dowiedziała się, że ten rząd zajmuje się demontażem demokracji w kraju i może zrujnować jego finanse. Nie bardzo rozumiała, co to znaczy, ale nie brzmiało to przyjaźnie. Z informacją o babci Bartusia, jakoś się pogodziła. Trudno – pomyślała - rodziny nikt sobie nie wybiera, a on jest taki odważny, że zawsze będę go kochać.
Kilka dniu później na przerwie Bartuś przekazał Dorotce fantastyczną wiadomość.
- Wiesz, jeszcze raz będziemy chodzić do tej samej klasy, moja babcia wymyśliła reformę systemu edukacji. Będzie super! - szukał u dziewczyny potwierdzenia.
Dorotka bardzo chciała zrobić Bartusiowi przyjemność i potwierdzić, że będzie superowo, ale nijak nie mogła doszukać się w tym, co powiedział, jakiegokolwiek sensu. Po co przez rok robić to samo, co się robiło przez poprzedni? Po co być głupszym, jeśli można być mądrzejszym? - nie mogła zrozumieć. O swoich wątpliwościach powiedziała chłopcu, a on wieczorem spytał o to babcię.
Jesteś zbyt młody, żeby to zrozumieć, ale i tak ci wytłumaczę. To mój autorski pomysł, w którym osiągniemy progres przez cofnięcie. Żeby się rozwijać trzeba się najpierw cofnąć, żeby wydłużyć sobie dzieciństwo, a dopiero potem można posuwać się do przodu. Cały świat postępuje inaczej, bo tam dzieci chcą się uczyć, a my postąpimy odwrotnie zyskując w ten sposób nad światem przewagę.
Bartuś rzeczywiście niewiele zrozumiał z tego, co mówiła babcia, bo nie miało to w istocie wiele sensu. W rozmowach z Dorotką starał się nie wracać już do tematu, który ich podzielił.
Po wakacjach okazało się, że mama Bartusia, zachwycona nowatorskim pomysłem swojej rodzicielki zdecydowała, że Bartuś - jako wzorowy przykład nowego systemu edukacyjnego - będzie powtarzał pierwszą klasę, zaś rodzice Dorotki postanowili, że - wbrew reformie - przejdzie do następnej. I tak Dorotka wylądowała w jednej ławce z Dudusiem, który mówił o sobie, że jest niezłomny i zapewniał wszystkich, a Dorotkę zwłaszcza, że nigdy jej nie zawiedzie. Bartuś zapewniał Dorotkę, że będzie do niej przychodził na każdej przerwie, ale zły los sprawił, że Dorotka wkrótce pojechała z klasą na zieloną szkołę. Bartusiowi pozostało wkuwanie literek i kaligrafia – umiejętności, które opanował w zeszłym roku. Po powrocie Dorotka zaproponowała mu, by razem poszli na manifestację KOD-u, ale mama Bartusia zrobiła szlaban i Dorotka poszła protestować z Dudusiem, który miał wspaniałą wuwuzelę, na której najgłośniej trąbił, i nosił białą koszulę z napisem „Obywatel gorszego sortu”, w której - zdaniem Dorotki - niezwykle przystojnie wyglądał.
Co mam zrobić, by jej nie stracić? – zastanawiał się Bartuś. Postanowił poradzić się babci - ministry. Wytłumacz jej – radziła babcia - że on ma złe geny, i że stoi tam, gdzie kiedyś stało ZOMO. Powiedz jej, że chodzenie na antyrządowe demonstracje, to łamanie zasad demokracji. Bartuś postąpił zgodnie z przykazaniem babci, która w swoich okolicach uchodziła za krynicę mądrości. Podszedł na przerwie do Dorotki i wszystko jej wygarnął. Od siebie dodał, że jak będzie zadawać się z tym głupim Dudusiem, to stanie się resortowym dzieckiem.
- Ty zupełnie zgłupiałeś! Nie będę już z Toba chodzić - zdecydowała Dorotka, zrobiła w tył zwrot i uciekła do swojej klasy.
Osłupiały Bartuś poczłapał do swojej. Przed oczami przelatywały mu obrazy, jak wracali z Dorotką z przerwy, siadali razem w jednej ławce i wcinali krówki ciągutki. Tym razem w jego ławce pierwszoklasisty siedział osiemnastoletni chłopak z długą brodą bawiący się paczką papierosów.
- Co pan tu robi? – spytał przestraszony Bartuś. - Jestem twoim nowym kolegą. Rodzice zapisują mnie, co roku do pierwszej klasy, żeby nie pozbawić mnie dzieciństwa. Nikt tak pięknie nie kaligrafuje, jak ja! Zapalisz? – wyciągnął do Bartusia paczkę fajek.
Dubois & Stępiński
