Debata w Parlamencie Europejskim, chciałbym powiedzieć, że coś pokazała. Jednak tak nie jest. Pokazała po raz kolejny, że posłów Platformy nie ma. Na co tym razem posłowie się obrazili, że ich nie było słychać? Nie chcą szkodzić (komu?), więc usunęli się w cień, tak jak chciał (żądał) PiS. Owszem Donald Tusk jest potrzebny do tego, aby firmować wyczyny PiS-u, na takiej zasadzie, że cokolwiek powie łagodnego, to od razu jest dowodem na to, że jest za PiS-em. O co chodzi?

REKLAMA

Platforma ma poczucie winy? Bierze odpowiedzialność za kraj? Wznosi się ponad podziały dla dobra ojczyzny? A może nie ma nic do powiedzenia? Mieliśmy w swojej historii niemy sejm, który doprowadził do rozbioru Polski. Milczenie nie zawsze jest złotem. Dlaczego Ryszard Petru pojechał i przekonywał, tłumaczył, o co chodzi w polskim sporze? Dlaczego lider KOD potrafił tak wyłożyć swoje racje, że Zieloni w debacie precyzyjnie określili, w czym problem i jakie wartości są zagrożone? I milczenie europosłów PO.

Cały czas się boję o ten moment w końcówce Republiki Weimarskiej (1932), w którym to siły demokratyczne to raz przegrywały, to raz wygrywały. Budziło to nadzieje, że nie będzie przecież aż tak źle - przecież jeszcze nie przegraliśmy. Mam wrażenie, że tak myślą w Platformie. Może mają rację, jeszcze nie przegrali(śmy). Ale to zła diagnoza, bo jest jeszcze gorsza: ONI już wygrali, tylko jeszcze tego nie widzimy (bo myślimy, że nie przegraliśmy).

PS Nie chodzi o to, aby przejść na jasną stronę mocy, chodzi o to, aby wyjść z cienia. A nawet, jeśli stoi się w cieniu, to i stamtąd można dosadnie argumentować silnym głosem.